Katecheza jest filarem wychowania
Piątek, 27 września 2013 (20:54)Katecheza jest filarem wychowania w wierze. Potrzebujemy dobrych katechetów – powiedział Papież Franciszek do uczestników Międzynarodowego Kongresu Katechetycznego.
Międzynarodowy kongres stanowi wprowadzenie do rozpoczynających się jutro Dni Katechetów w ramach obchodów Roku Wiary – podaje Katolicka Agencja Informacyjna.
Przechodząc wzdłuż auli Pawła VI, Papież witał się z przybyłymi na spotkanie katechetami i katechetkami. Powitania Ojca Świętego dokonał przewodniczący Papieskiej Rady ds. Krzewienia Nowej Ewangelizacji, ks. abp Salvatore Fisichella, który zaznaczył, że w Auli Pawła VI zgromadziło się około 1600 katechetów i katechetek z ponad 50 krajów świata, podejmujących nade wszystko trud wypracowujący metodologię katechezy. Przypomniał, że poprzedni kongres poświęcony katechizacji odbył się ponad 20 lat temu.
W swojej katechezie Ojciec Święty Franciszek podkreślał, że „wychowywanie w wierze jest piękne, chociaż niekiedy może być trudne, wymaga wiele pracy, i mimo wielkiego zaangażowania nie widać pożądanych rezultatów”.
– Pomoc dzieciom, młodzieży i dorosłym w poznawaniu i coraz większym umiłowaniu Pana to jedna z najpiękniejszych przygód edukacyjnych: buduje się Kościół! – dodał Papież.
Wskazał, że nie pracuje się jako katecheta, ale się nim jest, „gdyż to angażuje życie”. – Prowadzicie na spotkanie z Jezusem słowem i życiem, poprzez świadectwo. A „bycie” katechetą wymaga miłości, coraz większego umiłowania Chrystusa, umiłowania Jego świętego ludu – zauważył Franciszek, dodając, że i on sam jest katechetą.
Do bycia katechetą konieczna jest zażyłość z Chrystusem, bo gdy „jesteśmy z Nim zjednoczeni, możemy przynieść owoc”. Dlatego „pierwszą rzeczą dla ucznia jest przebywanie z Mistrzem, słuchanie Go, uczenie się od Niego”. Proces ten „trwa całe życie”. – Na przykład dla mnie bardzo ważne jest przebywanie przed tabernakulum. Jest to trwanie w obecności Pana, pozwolenie, aby On na nas spoglądał. A to rozpala serce, podtrzymuje ogień przyjaźni, sprawia, iż czujesz, że On naprawdę na ciebie patrzy, jest blisko ciebie i cię kocha – wyjaśnił Ojciec Święty.
Przyznał, że „nie jest to takie proste, zwłaszcza dla tych, którzy żyją w związku małżeńskim i mają dzieci”, trudno im bowiem „znaleźć długi okres spokoju”.
– Ale dzięki Bogu, nie wszyscy muszą działać w ten sam sposób. W Kościele jest różnorodność powołań i różnorodność duchowych form. Ważne jest znalezienie odpowiedniego sposobu, aby być z Panem, a jest to możliwe w każdym stanie życia. W tym momencie każdy może zadać pytanie: jak ja żyję owym „przebywaniem” z Jezusem? Czy są chwile, kiedy zatrzymuję się w Jego obecności, w ciszy, pozwalam, aby na mnie spojrzał? Czy pozwalam, aby Jego ogień rozpalał moje serce? Jeśli w naszych sercach nie ma Bożego ciepła, Jego miłości, Jego czułości, jakże my, biedni grzesznicy, możemy rozpalić serca innych? – pytał Papież.
Bycie katechetą oznacza też naśladowanie Chrystusa „w wychodzeniu z siebie, aby pójść na spotkanie z drugim”.
– Jest to doświadczenie piękne i trochę paradoksalne. Dlaczego? Gdyż ten, kto w centrum swojego życia umieszcza Chrystusa, stawia siebie poza centrum! Im bardziej jednoczysz się z Jezusem, a On staje się centrum Twojego życia, tym bardziej sprawia On, że wychodzisz z siebie, decentralizuje Ciebie i otwiera Ciebie na innych. To właśnie jest prawdziwy dynamizm miłości, jest to poruszenie samego Boga! Bóg jest w centrum, ale zawsze jest darem z siebie, relacją, życiem, które przekazuje siebie... Takimi stajemy się także i my, jeśli trwamy zjednoczeni z Chrystusem. To On wprowadza nas w ten dynamizm miłości. Tam, gdzie jest prawdziwe życie w Chrystusie, tam jest otwartość na innych, jest wyjście z siebie, aby pójść na spotkanie bliźniego w imię Chrystusa – mówił Franciszek.
Papież wezwał katechetów, by nie lękali się wychodzić z Chrystusem na peryferie. Odwołując się do historii Jonasza, który uciekał przed misją powierzoną mu przez Boga, bo nie mieściła się w jego schemacie myślenia. Papież prosił, by nie bać się „porzucać naszych schematów, aby iść za Bogiem, bo Bóg zawsze zmierza dalej, nie obawia się peryferii”.
MM