• Sobota, 21 marca 2026

    imieniny: Benedykta, Filemona

Stocznia nie może upaść

Piątek, 27 września 2013 (18:47)

Z Romanem Gałęzewskim, przewodniczącym Komisji Międzyzakładowej NSZZ „Solidarność” Stoczni Gdańskiej, rozmawia Marcin Austyn

Nie pierwszy raz wystąpiły problemy z wypłatą wynagrodzeń dla stoczniowców, ale tym razem załoga przerwała pracę. Dlaczego?

– To były emocje. Pracownicy czytają doniesienia medialne i są zaniepokojeni tym, co stanie się ze stocznią. Są zdezorientowani. Ponadto nie otrzymali zaległych wypłat, a mają na utrzymaniu rodziny, muszą regularnie płacić rachunki, raty…  To spowodowało, że kilka osób nie wytrzymało panującego napięcia. Ludzie w takich trudnych sytuacjach przypominają sobie o swoich problemach i dochodzi do tego rodzaju zdarzeń. I nie da się ukryć, że pracownicy mają tu rację, bo powinni domagać się swoich wypłat. Z drugiej jednak strony wiadomo, że winnych obecnej sytuacji nie należy szukać w Gdańsku. Problemem jest to, że sprawy przyszłości stoczni powinny być rozwiązane już w kwietniu. Tymczasem z działań, jakie podejmuje ARP, można wnioskować, że zależy jej na tym, by zarząd stoczni powiedział, że się poddaje. A to byłoby najgorsze rozwiązanie.

Jakie dalsze kroki podejmą stoczniowcy?

– Mamy świadomość, że winowajca całej sytuacji nie jest stroną, przeciwko której my w świetle prawa możemy wystąpić. Oczywiście zawsze można podjąć akcję protestacyjną. Tylko co nam to da, że ludzie nie będą pracować i nie będą zarabiać? W obecnej sytuacji pracownicy otrzymują wypłaty w ratach, ale też dostają odszkodowanie za opóźnienia płatności w postaci odsetek. I ta wypłata jakoś zamyka się w miesiącu. Gdybyśmy podjęli strajk, to ludzie stracą dniówkę. A co zyskamy? Zarząd też ma pewne ograniczenia. Dlatego musimy szukać działań, które może nie będą widowiskowe, ale za to będą skuteczne. Czasem jednak przychodzą takie chwile, gdy emocje biorą górę, i wtedy dzieją się różne rzeczy.

Czyli nie zastrajkujecie?

– Jeśli ktoś chce odejść ze stoczni, może to uczynić bez strajku, z winy zakładu, który nie realizuje na czas wypłat wynagrodzeń i może otrzymać jeszcze odszkodowanie. Ci ludzie tego nie czynią. To znaczy, że chcą tu pracować i dlatego należy o nich zadbać. A strajkujący muszą liczyć się z konsekwencjami, czyli wyrzuceniem z pracy. Dlatego też wierzę w rozsądek ludzi.

Co z obiecanymi, zaległymi wypłatami?

– Część z nich już „poszła” i niektórzy pracownicy odnotowali je na swoich kontach.

Dziękuję za rozmowę.