Przepychanie in vitro
Piątek, 27 września 2013 (02:06)Komisja Europejska wniosła do Trybunału Sprawiedliwości UE skargę przeciwko Polsce za brak implementacji unijnej dyrektywy dotyczącej ochrony tkanek ludzkich i transplantacji.
Dokument traktuje w identyczny sposób tkanki i organy podlegające przeszczepom, m.in. szpik kostny czy rogówkę, jak komórki rozrodcze, a także organizm ludzki w stadium prenatalnym, używając przy tym określenia „tkanki zarodkowe” i „tkanki płodu”. W Polsce, poza ustawą ograniczającą aborcję, brakuje regulacji chroniących ludzkie embriony i komórki rozrodcze.
Przyczyną tego stanu rzeczy jest forsowanie przez parlamentarzystów lewicy i znacznej części PO procedur in vitro, co uniemożliwia uchwalenie odpowiedniej ustawy, która chroniłaby człowieka w najwcześniejszym stadium jego rozwoju oraz komórki odpowiedzialne za przekazywanie życia (w tym materiału genetycznego) potomstwu (gamety).
Człowiek jak organ
Dyrektywa unijna z 2004 r. podchodzi do ludzkich tkanek i organów bez jakiegokolwiek uwzględnienia etycznego aspektu ingerencji w proces przekazywania życia, choćby pojmowanego jako kwestia kontrowersyjna czy sporna. W szczególności embrion ludzki traktowany jest jako komórka lub tkanka (gdy zygota podzieli się na wiele komórek) matki.
Przy tym podejście Parlamentu Europejskiego i Rady Europejskiej do całego zagadnienia miało charakter prawno-sanitarny.
„Tkanki i komórki ludzkie są wykorzystywane w opiece zdrowotnej do celów leczenia wielu różnych chorób i urazów u ludzi. Przeszczepianie tkanek i komórek potencjalnie stwarza ryzyko przenoszenia chorób. Dlatego tak ważne jest przestrzeganie przepisów UE, które zapewniają jakość i bezpieczeństwo tkanek i komórek od momentu ich pobrania do momentu przeszczepienia” – pisze KE.
Większość państw członkowskich dostrzegła zasadniczą różnicę pomiędzy tkankami takimi jak wątroba czy szpik kostny a ludzkim embrionem i uregulowały kwestię ochrony ich pobierania, przechowywania oraz wszczepiania w odrębnych ustawach. Nawet w krajach, w których obowiązuje liberalne ustawodawstwo aborcyjne, legalne są zapłodnienia in vitro oraz proceder polegający na selekcji i zamrażaniu zapłodnionych komórek, występuje jednak jakaś forma ochrony ludzkiego embrionu i dostrzega się jego odrębność od organizmu kobiety, chociaż bez uwzględnienia zasadniczych konsekwencji etycznych tego stanu rzeczy.
W Polsce jest ustawa o przeszczepianiu komórek i narządów z 2005 r., która spełnia wszystkie wymagania dyrektywy UE, ale w artykule 1 precyzuje, że nie dotyczy „komórek rozrodczych, gonad, tkanek zarodkowych i płodowych oraz narządów rozrodczych lub ich części”. Wymieniona grupa komórek miała zostać, jak w całej Europie, objęta ochroną w innej ustawie, której jednak nie ma do dziś. Pożądana regulacja powinna uwzględniać, że embrion ludzki jest osobnym organizmem, a części ciała służące przekazywaniu życia zasługują na szczególne potraktowanie.
Polska miała czas na wprowadzenie własnej ustawy do upływu 3 lat od wstąpienia do UE, czyli do 1 maja 2007 roku. Jednak w Sejmie zamiast zająć się wprowadzeniem regulacji zakazujących manipulacji embrionami ludzkimi, ludzkim genomem czy organami rozrodczymi (wliczając w to prowadzenie eksperymentów, pobieranie, zamrażanie itd.), które byłyby też wypełnieniem dyrektywy unijnej, skupili się na dyskusji wokół zapłodnienia in vitro i próbowali przeforsować wprowadzenie do ustawodawstwa tej procedury, a nawet objęcia in vitro finansowaniem w ramach publicznej służby zdrowia.
W 2008 r. powstało kilka projektów, działała też specjalna sejmowa komisja, ale żadnej ustawy nie uchwalono. Zresztą projekty mające największe szanse przejścia przez parlament (autorstwa posłów PO) zakładały legalizację in vitro i spotkały się ze sprzeciwem i protestami.
Poza prawem
– Premier Tusk wysyłał od dawna sygnały, że nad tym pracuje, także przed urzędnikami z Brukseli, a od początku nie zamierzał regulować spraw dotyczących embrionów czy gamet ludzkich. Miała być ustawa bioetyczna, premier robił wodę z mózgu Polakom, że wszystko będzie uregulowane w sposób bardzo konserwatywny, a podstawą będzie ochrona godności osoby ludzkiej. Wyszło jak wyszło – komentuje senator Bolesław Piecha, wówczas autor jednego z projektów, obejmującego w ramach ochrony ludzkich gamet także zakaz procedury in vitro w Polsce.
Od tego czasu kwestia ta nie jest w żaden sposób regulowana, swobodnie działają kliniki in vitro, publiczne i prywatne, ludzkie embriony są zamrażane, a nawet niszczone, pojawiały się doniesienia o handlu nimi i wywozie za granicę. Tymczasem Ministerstwo Zdrowia od lipca tego roku wystartowało z programem finansowania z budżetu zabiegów in vitro. Senator Piecha uważa, że w tej sytuacji konieczne jest wprowadzenie jakichś regulacji, choćby w odniesieniu do już istniejących ludzkich zarodków.
– Wszystko to dzieje się poza prawem, a procedury nie są zakazane i toczą się. Istnieją wszelkie przesłanki, by jakieś uregulowania się pojawiły. Rząd zawsze odsyła do dużej ustawy bioetycznej i jednocześnie z politycznego tchórzostwa i kunktatorstwa żadnego projektu tej ustawy nie dopuszcza nawet pod obrady – ocenia Piecha. Obecnie kilka projektów czeka na rozpatrzenie w Sejmie, są wstrzymywane przez marszałek Ewę Kopacz.
Komisja Europejska do działania przystępuje po sześciu latach od upływu terminu na implementację dyrektywy przez Polskę. Już w styczniu wystosowała wobec Polski tzw. uzasadnioną opinię, wzywając ją do wdrożenia przepisów.
„Polska do tej pory nie wywiązała się z tego obowiązku mimo wielu wezwań Komisji w tej sprawie” – zakomunikowała KE.
Dlaczego właśnie teraz Bruksela przypomniała sobie o brakującej implementacji unijnego prawa?
– Komisja Europejska myśli, że Polska napisze odpowiednią ustawę, i liczy, że będzie to ustawa liberalna, bo chyba nikt nie ma wątpliwości, co sądzi na ten temat brukselska biurokracja. Może jest tak, że minister Bartosz Arłukowicz im to podpowiedział, licząc, że uda się przepchnąć regulacje po jego myśli. Ale Donald Tusk się nigdy na to nie zgodzi, bo wymagałoby to rozstrzygnięcia podstawowych pytań o status ludzkiego „zarodka”, a tego premier się boi. PO jest w sytuacji, w której władze partii nie mogą sobie pozwolić na handlowanie sumieniami swoich posłów, więc Tusk prędzej zapłaci karę nałożoną przez KE, byle tego uniknąć – przewiduje senator Piecha.
Piotr Falkowski