Koniec marzeń
Środa, 25 września 2013 (09:11)Mistrzostwa Europy siatkarzy
Polscy siatkarze pożegnali się wczoraj z mistrzostwami Europy. W spotkaniu barażowym, którego stawką był ćwierćfinał turnieju, nasi przegrali z Bułgarią 2:3, choć prowadzili w setach 2:0 i mieli wszelkie atuty w rękach.
To był mecz o wszystko. Wygrany awansował do ćwierćfinału, czyli pozostawał w grze o medale, pokonany się z nią żegnał. Nic zatem dziwnego, że obie drużyny wyszły na parkiet niezwykle skoncentrowane; nic dziwnego, że walczyły o każdą piłkę jak o życie.
O Polaków trochę się martwiliśmy, bo po trzech dotychczasowych spotkaniach nie można było zbyt wiele powiedzieć na temat ich możliwości. Odpowiedź, taką prawdziwą, wymierną, mieliśmy poznać wczoraj. I nasi zaczęli świetnie. Prowadzili od początku pierwszego seta 4:2, 8:4, 12:7. Zdenerwowany trener rywali poprosił o czas, poskutkowało. Pogoń Bułgarów przyniosła wyrównanie na 16:16 po drugiej przerwie technicznej. W dramatycznej końcówce lepsi okazali się jednak Biało-Czerwoni, a ostatni punkt zdobyli po przekroczeniu linii trzeciego metra u przeciwników.
W drugiej partii długo prowadzili Bułgarzy: minimalnie, jednym, góra dwoma punktami. Od stanu 17:19 Polacy zagrali jednak kapitalnie. W decydujących fragmentach po profesorsku atakowali: Marcin Możdżonek, Bartosz Kurek i Michał Winiarski, doskonale spisywał się nasz blok i Biało-Czerwoni wykonali ogromny krok w stronę ćwierćfinału. Niestety, w trzecim secie kompletnie się rozregulowali. Z wyjątkiem końcówki, gdy w beznadziejnej sytuacji Polacy spróbowali jeszcze powalczyć, ale zagrali fatalnie. Nie udawało się im praktycznie nic, a solidni rzemieślnicy, czyli siatkarze Bułgarii, bezlitośnie to wykorzystali.
Zrobiło się zatem trochę nerwowo, a co gorsze, od początku kolejnej partii znów dominowali przeciwnicy. Szalał Cwetan Sokołow, który zdobywał punkty z każdej pozycji, a przy wyniku 7:11 Andrea Anastasi poprosił o przerwę. Nasi zbliżyli się do Bułgarów na dystans dwóch punktów, rywale długo na więcej nie pozwolili.
W porywającej końcówce Polacy jednak wyrównali na 24:24, lecz ostatnie słowo należało do Bułgarów. O wszystkim musiał zatem rozstrzygnąć tie-break, ta próba nerwów tylko dla najbardziej wytrwałych. Najmocniejszych, nie tylko fizycznie, ale przede wszystkim psychicznie. Polacy zaczęli go fatalnie (0:3, 3:5), ale potem dostali wiatru w żagle (6:5), parli do przodu niczym taran (9:6), nagle wyhamowali, jakby uderzyli w drzewo (9:10), podnieśli się (od 11:13 do 13:13), by po heroicznej walce polec (16:18). W ten sposób w grze o medale pozostali Bułgarzy, a nam pozostał gigantyczny żal po niewykorzystanej szansie.
Grono ćwierćfinalistów uzupełnili wczoraj też Włosi, Rosjanie i Serbowie.
Polska – Bułgaria 2:3 (25:22, 25:22, 20:25, 24:26, 16:18)
Polska: Nowakowski, Winiarski, Kurek, Żygadło, Możdżonek, Bociek, Zatorski (libero) oraz Wiśniewski, Drzyzga, Kubiak, Ruciak.
Piotr Skrobisz