Winnych nie ma
Środa, 25 września 2013 (02:00)Prokuratura po raz drugi umorzyła tzw. wątek organizacyjny śledztwa smoleńskiego.
Decyzji prokuratury bronił wczoraj w Sejmie szef MSW Marek Biernacki, zapewniając o bezstronności i profesjonalizmie instytucji podlegającej Andrzejowi Seremetowi, choć jeszcze niedawno minister dosłownie zmiażdżył sprawozdanie z działalności Prokuratury Generalnej przesłane premierowi. Widać Seremet wyciągnął daleko idące wnioski z tej lekcji.
Sprawa, o której umorzeniu poinformowała wczoraj prokuratura, dotyczy działania urzędników kancelarii premiera, MSZ, MON i polskiej ambasady w Moskwie podczas przygotowań do wizyt delegacji państwowych 7 i 10 kwietnia 2010 roku. Uzasadnienie jest bardzo obszerne – ponad 340 stron. Decyzja jest nieprawomocna.
– 20 września prokuratorzy umorzyli śledztwo, stwierdzając, że nie ma znamion czynu zabronionego w działaniu funkcjonariuszy publicznych niebędących żołnierzami w służbie czynnej, którzy brali udział w przygotowaniu wizyt – powiedziała rzecznik Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga Renata Mazur.
Sprawa ta została wyłączona z głównego śledztwa smoleńskiego, które prowadzi prokuratura wojskowa. Dochodzenie dotyczyło wyłącznie cywilów.
Podejrzanymi byli urzędnicy kancelarii premiera odpowiedzialni za organizację i koordynację lotów najważniejszych osób w państwie, Ministerstwa Spraw Zagranicznych, które odpowiadało za uzyskanie koniecznych zezwoleń na przelot i lądowanie od Rosji (i Białorusi), a także pracowników polskiej ambasady w Moskwie, którzy mieli praktycznie realizować uzgodnienia ze stroną rosyjską.
Prokuratura już raz zakończyła śledztwo w tej sprawie umorzeniem. Wówczas stwierdzono, że doszło do szeregu nieprawidłowości i zaniedbań, ale nie dopatrzono się przestępstwa. Urzędnicy KPRM: Monika Boniecka, zastępca dyrektora Biura Dyrektora Generalnego, i Miłosław Kuśmirek, doradca szefa kancelarii, działali opieszale, notorycznie nie dopełniali przewidzianych procedurami terminów, łamali procedury.
Boniecka „na chybił trafił” wybrała dla lotu 10 kwietnia jako zapasowe lotnisko w Witebsku, które nie dość, że leży w innym państwie (na Białorusi), to jest nieczynne w soboty. To samo dotyczy resortu spraw zagranicznych. Polscy dyplomaci w Moskwie za późno zgłosili loty polskich samolotów rządowych, potem zaś nie zadbali o dostarczenie odpowiedniej dokumentacji, w tym kart podejścia do lądowania. Niewystarczająca była koordynacja działań różnych służb i urzędów.
Prokuratura stwierdziła, że urzędnicy mieli pełną świadomość zakresu powierzonych im obowiązków i w swoich działaniach co najmniej godzili się na ich wypełnianie niezgodnie z przepisami.
Śledczy stwierdzili też brak kompleksowych regulacji organizacji wizyt zagranicznych najważniejszych osobistości, co wskazuje na odpowiedzialność kierownictwa zainteresowanych resortów, przede wszystkim ówczesnego szefa KPRM Tomasza Arabskiego.
Wywody prokuratorów kończy stwierdzenie, że loty na Siewiernyj w ogóle nie powinny się odbyć ze względu na status i stan tego lotniska, z czego odpowiedzialni urzędnicy zdawali sobie sprawę. Pozytywnie oceniono tylko pracę Kancelarii Prezydenta, ministerstwa kultury i ROPWiM.
To wszystko nie stanowiło jednak, według prokuratorów, przesłanki do postawienia komukolwiek zarzutów. Naruszenia miały „nie wywoływać negatywnych skutków co do bezpieczeństwa wizyt prezydenta i premiera w Smoleńsku”, a jedynie spowodowały „wzmożone działania innych organów państwa”.
Chaotyczne i wyraźnie bezmyślne działania pracowników MSZ i ambasady usprawiedliwiono brakiem szczegółowych przepisów. W MON też dało się znaleźć winnych, gdyż za przygotowanie operacji lotniczych odpowiadają wojskowi, którzy podlegają prokuraturze wojskowej, natomiast ocena nadzoru ze strony cywilnego ministra Bogdana Klicha nie była możliwa bez zbadania działań podlegających mu mundurowych. Ado tych materiałów cywilni prokuratorzy nie mają dostępu.
Bez konsekwencji
– Stwierdzone przez prokuratorów nieprawidłowości w działaniu urzędników co do lotów VIP-ów do Smoleńska nie wywołały negatywnych skutków dla organów państwa. W związku z powyższym, pomimo stwierdzenia szeregu różnego rodzaju uchybień, brak jest możliwości odniesienia się i wskazania, jakie konkretnie obowiązki zostały niedopełnione, z czego one wynikały oraz jakie ewentualnie zostały przekroczone uprawnienia. Nie każde naruszenie przepisów jest przestępstwem. Jest możliwa także odpowiedzialność służbowa – mówiła w lipcu 2012 r. prok. Renata Mazur.
Zażalenie na umorzenie śledztwa złożyli Jarosław Kaczyński i Marta Kaczyńska. Podważyli tezę prokuratury, że badany wątek sprawy dotyczył wyłącznie działania na szkodę interesu publicznego i nie ma w tej sytuacji żadnych osób pokrzywdzonych. Sąd podzielił ich zdanie i nakazał zbadać naruszenie interesu prywatnego przez funkcjonariuszy państwowych.
Prokuratura wykonała to polecenie, ale jej działania sprowadzały się do zabiegów formalnych. Ustalono listę wszystkich pasażerów lotów 7 i 10 kwietnia 2010 r. do Smoleńska, nie tylko Tu-154M, ale i towarzyszących im samolotów z dziennikarzami. Razem to 382 osoby, zarówno żyjący, jak i bliscy ofiar katastrofy. Przesłano im odpowiednie zawiadomienia o ich statusie i prawach.
„Pokrzywdzony” Arabski
Co ciekawe, jest wśród nich m.in. Tomasz Arabski, osoba odpowiedzialna jako szef kancelarii premiera za dysponowanie flotą rządowych statków powietrznych i nadzór nad urzędnikami bezpośrednio zajmującymi się organizacją lotów. Arabski, obecnie ambasador w Hiszpanii, leciał z premierem 7kwietnia i stąd jest on, co może się wydać paradoksalne, nie sprawcą zaniedbań, lecz pokrzywdzonym.
W ramach korzystania z uprawnień strony mec. Piotr Pszczółkowski złożył wniosek dowodowy o włączenie do akt sprawy i przeanalizowanie raportu NIK dotyczącego organizacji lotów VIP.
Jednak ani ten materiał dowodowy, ani nowa sytuacja prawna nie zmieniły oceny prokuratorów. – Stwierdzili oni, że interes prywatny w tym przypadku polega na prawie do bezpiecznej podróży, zaś ci funkcjonariusze publiczni, którzy brali udział w organizacji i przygotowaniu wylotów, nie realizowali przelotów. Stąd uznaliśmy, że nie ma znamion czynu zabronionego – tłumaczyła wczoraj Mazur.
Teraz postanowienie o umorzeniu zostanie wysłane do wszystkich poszkodowanych, którzy mogą złożyć zażalenie. Chce tak zrobić mec. Pszczółkowski.
– Będę konsekwentnie skarżyć to postępowanie w kierunku obrazy prawa materialnego, to znaczy podzielając ustalenia faktyczne prokuratury, nie zgadzam się z tym brakiem odwagi w ocenie prawnokarnej zachowań urzędników. Prokuratura uważa, że „liczne nieprawidłowości” nie stanowią przestępstwa, a ja uważam, że wyczerpują znamiona art. 231 kodeksu karnego mówiącego o niedopełnieniu obowiązków przez funkcjonariuszy państwowych i narażeniu w ten sposób ważnego interesu publicznego i prywatnego – mówi „Naszemu Dziennikowi” adwokat.
Niechęć do angażowania się
Zaskarżenie ostatniego postanowienia wiąże się z problemem prawnym. Otóż sąd już raz rozpatrywał zażalenie na działanie prokuratury w tej sprawie. Ale tylko na podstawie wniosku dwóch osób (brata i córki Lecha Kaczyńskiego), natomiast pozostałe zostały włączone do postępowania później.
Według kodeksu postępowania karnego przysługują im teraz inne prawa. Rodzina prezydenta może złożyć do sądu tzw. subsydiarny akt oskarżenia, a pozostali zażalenie.
– Z punktu widzenia formalnego mogę to sobie wyobrazić, ale merytorycznie należy się zastanowić, jak ujednolić uprawnienia poszkodowanych –tłumaczy Pszczółkowski.
Może się wówczas okazać, że oba „odwołania” będą rozpatrywane oddzielnie przez różnych sędziów, którzy wydadzą odmienne orzeczenia. Prokurator i prawnicy reprezentujący zainteresowanych zaskarżeniem poszkodowanych muszą znaleźć rozwiązanie pozwalające uniknąć takiej sytuacji.
Poza kwestią prawną pozostaje kwestia merytorycznej oceny decyzji prokuratury.
– Nie sądzę, że doszło do złamania niezależności prokuratorów. Raczej zadziałała niechęć do angażowania się w sprawę, która mogłaby być uznana za polityczną. Z przykrością należy zauważyć, że czyny urzędników państwowych, często najwyższych szczebli, traktowane są z najwyższym pobłażaniem. Moim zdaniem, sam skutek tych czynów już determinuje wyciąganie surowych konsekwencji, a nie – jak mówią prokuratorzy –odpowiedzialności „pracowniczej”, „urzędniczej”, „dyscyplinarnej”. Jeżeli w wyniku czyichś zaniechań mamy do czynienia z katastrofą tak bezprecedensową, to nie ośmieszajmy się i mówmy nie o odpowiedzialności jakiejś innej, tylko karnej – uważa Pszczółkowski.
Poza wątkiem organizacyjnym ze śledztwa do odrębnego postępowania wyłączono kwestię zaniedbań BOR podczas wizyt w Smoleńsku i fałszowania dokumentacji przez funkcjonariuszy tej służby.
Zakończyło się ono w ubiegłym roku postawieniem zarzutów byłemu wiceszefowi Biura gen. Pawłowi Bielawnemu. Toczyło się też śledztwo w sprawie braku nadzoru nad BOR przez ówczesnego ministra spraw wewnętrznych i administracji Jerzego Millera, zakończone podobnie jak wątek organizacyjny dwukrotnym umorzeniem.
Inne sprawy związane z katastrofą to śledztwo w sprawie niszczenia wraku tupolewa (zawieszone), ryzykownego lądowania Jaka-40 w Smoleńsku, zniszczenia dowodu osobistego Tomasza Merty (niedawno umorzone) i użycia po katastrofie telefonu komórkowego prezydenta (zostało zawieszone, ma zostać wznowione).
Piotr Falkowski