Bezrobocie jest dużo wyższe
Wtorek, 24 września 2013 (18:42)Dane GUS należy interpretować w dwojaki sposób. Z jednej strony rzeczywiście należy się cieszyć, że stopa bezrobocia nie rośnie, ale z drugiej strony jest to po pierwsze spadek kosmetyczny, bo zaledwie o 0,1 punktu procentowego w stosunku do lipca, a po drugie bez wątpienia jest on spowodowany w pierwszej kolejności wahaniami sezonowymi – pozytywnymi w przypadku letnich miesięcy.
Mam tu na myśli prace sezonowe i branże, które są uzależnione od kalendarza i pór roku, jak chociażby budownictwo, które ożywia się w cieplejszych miesiącach. Drugi wniosek jest taki, że być może wchodzimy na ścieżkę delikatnej poprawy sytuacji ogólnoekonomicznej.
Nie jest to jednak spowodowane czynnikami endogenicznymi, a więc wewnętrznymi, wynikającymi np. z działań rządu i ożywienia branż polskiej gospodarki, ale ta zmiana stopy bezrobocia jest pochodną głównie sytuacji, jaka istnieje w zachodniej Europie, głównie w Niemczech, gdzie i nastroje wśród przedsiębiorców odrobinę się ostatnio poprawiły, i obiektywnie również wskaźniki w najważniejszych branżach uległy delikatnej poprawie.
Wiemy doskonale, że polska gospodarka w dużej mierze jest zależna od gospodarki niemieckiej, w związku z tym nasze czynniki ekonomiczne są skorelowane dodatnio z niemieckimi. Dodajmy do tego, że polityka gospodarcza polskiego rządu od kilku lat – mówiąc kolokwialnie – polega na podwieszeniu się pod gospodarkę niemiecką i, co istotne, wierzy w tę gospodarkę. Można zatem powiedzieć, że hasło obecnego rządu brzmi: podwieśmy się pod Niemców, a dalej jakoś to będzie.
Owszem, może to nas obronić przed czymś w rodzaju gwałtownych zawirowań w sferze realnej gospodarki, bo Niemcy rzeczywiście najlepiej w Europie radzą sobie w dziedzinie ekonomii, ale z drugiej strony takie podejście do polityki gospodarczej przez rząd naszego kraju uniemożliwia nam nadrobienie dystansu do państw i gospodarek lepiej od nas rozwiniętych. Tak czy inaczej takie podejście skazuje nas na bycie ubogim krewnym Niemiec, zapleczem warsztatowo-magazynowym ich gospodarki. Ponadto uniemożliwia nam rywalizację na równych zasadach i utrwala stan, z jakim mamy do czynienia.
Dodajmy do tego, że ta 13-procentowa stopa bezrobocia w obecnych warunkach, w warunkach członkostwa Polski w Unii Europejskiej i postępującej liberalizacji unijnego rynku pracy, powinna być korygowana o znaczną liczbę tych wszystkich osób, które znalazłyby się na listach polskich urzędów pracy jako bezrobotni, gdyby nie wyjechały z naszego kraju i nie zasiliły gospodarek zachodnioeuropejskich, głównie gospodarki brytyjskiej.
Myślę, że swobodnie można uznać, że gdyby ci ludzie pozostali w Polsce, to stopa bezrobocia sięgnęłaby dzisiaj przynajmniej 20 proc., czyli rekordowego poziomu od początku transformacji ustrojowej. Te wyjazdy tylko chwilowo poprawiły sytuację na polskim rynku pracy. W dłuższej perspektywie odbije się to negatywnie na kondycji ekonomicznej Polski, bo doprowadzi do załamania systemu ubezpieczeń społecznych, spowoduje trudności w całej sferze finansów publicznych, a w końcu doprowadzi do poważnego kryzysu gospodarki jako takiej.
Tak naprawdę 13-procentowa stopa bezrobocia to słaby wskaźnik. Zdecydowanie zbyt wysoki, ale jeżeli polska gospodarka rozwija się w tempie 1-1,5 proc. PKB w ciągu roku, no to niestety na radykalną poprawę, jeśli chodzi o spadek bezrobocia, liczyć nie możemy.
not. MaK
Dr Marian Szołucha, ekonomista
Dr Marian Szołucha