Dane przekażą rodziny
Wtorek, 24 września 2013 (02:06)„Nasz Dziennik” poznał szczegóły projektu rekonstrukcji tzw. białoruskiej listy katyńskiej.
Podjęło się jej Centrum Polsko-Rosyjskiego Dialogu i Porozumienia.
Jej poszukiwania jak dotąd nie przynoszą żadnych efektów. Nie można też liczyć na współpracę władz Białorusi (ani Rosji). Profesor Natalia Lebiediewa w oparciu o znajomość mechanizmów zadaniowania i raportowania operacji NKWD ma nawet wątpliwości, czy taka lista w ogóle istnieje; nazwa „lista białoruska” powstała jedynie przez analogię do listy ukraińskiej.
Centrum chce poznać listę ofiar zbrodni katyńskiej zamordowanych na Białorusi (prawdopodobnie 3870 osób) dzięki danym przekazywanym przez rodziny Polaków więzionych przez sowieckie specsłużby na terenach tzw. Białorusi Zachodniej, czyli polskich wschodnich województw włączonych do Białoruskiej SRS.
– Nasza inicjatywa polega na zebraniu wszystkich świadectw i dokumentów dotyczących osób zaginionych na tym obszarze między 17 września 1939 roku a czerwcem 1940 roku. Wobec nich zachodzi podejrzenie, że były ofiarami zbrodni katyńskiej – mówi dr Piotr Głuszkowski.
Centrum chce z listy wszystkich osób zaginionych (aresztowanych) w tym czasie odjąć tych, których spotkał inny los, na przykład deportowano ich do Kazachstanu. To trudne zadanie, rozłożone na lata i wymagające współpracy z wieloma innymi instytucjami (IPN, ROPWiM, Ośrodek Karta, Memoriał), badania wspomnień i dokumentów z czasów wojny. Jak dotąd historycy CPRDiP odtworzyli prawie sto nazwisk.
Równolegle z badaniami historyków sprawa katyńska trafiła na salę sądową, i to najpoważniejszą w Europie. Przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka toczy się postępowanie przeciwko Federacji Rosyjskiej z pozwu grupy katyńskich rodzin. Trybunał z własnej inicjatywy uznał Katyń za zbrodnię wojenną.
– To duży sukces Polski. Po raz pierwszy jakiś międzynarodowy trybunał uznał zbrodnię katyńską za przestępstwo, zbrodnię prawa międzynarodowego. A jeśli jest zbrodnia, to konieczne są działania naprawcze. Jakie by one nie były, to jest to, czego Federacja Rosyjska się obawia – komentuje prof. Ireneusz Kamiński z Instytutu Nauk Prawnych PAN i pełnomocnik skarżących przed ETPC.
Obecnie Wielka Izba Trybunału debatuje nad ostatecznym wyrokiem w tej sprawie. Zostanie on ogłoszony jeszcze w tym roku lub na początku przyszłego. Trybunał w Strasburgu ma rozstrzygnąć, czy doszło na naruszenia chronionego przez Europejską Konwencję Praw Człowieka prawa do życia, na które w myśl orzecznictwa Trybunału składa się także obowiązek ścigania zbrodni zabójstwa, jaką był Katyń.
Sędziowie muszą tylko zgodzić się na to, żeby ocenić prowadzenie przez Rosję (w latach 1990-2004) śledztwa katyńskiego. Samo śledztwo było niedawno i podlega orzecznictwu ETPC, ale dotyczyło sprawy z okresu II wojny światowej, a więc sprzed powstania Trybunału i podpisania ustanawiającej go konwencji. Profesor Kamiński uważa, że są powody do optymizmu.
Trybunał w tego rodzaju wątpliwościach (co do swojej właściwości) kieruje się „wartościami założycielskimi Europejskiej Konwencji Praw Człowieka”, a należy do nich zapobieganie zbrodniom prawa międzynarodowego. Fakt zainteresowania sędziów kwalifikacją Katynia jako zbrodni wojennej wskazuje, że ten przypadek może podlegać temu tokowi rozumowania. Wygrana polskich skarżących może oznaczać nawet zmuszenie Rosji do wznowienia postępowania katyńskiego.
Piotr Falkowski