• Piątek, 3 kwietnia 2026

    imieniny: Pankracego, Ryszarda

Negocjator mimo woli

Poniedziałek, 23 września 2013 (02:08)

Polskie Stronnictwo Ludowe z chęcią pozbyłoby się funkcji przewodniczącego Komisji Trójstronnej, ale nie zgodzi się na to premier Donald Tusk. Bo PO czerpie z obecnej sytuacji zbyt wiele politycznych korzyści.

Szefem Komisji Trójstronnej jest minister pracy Władysław Kosiniak-Kamysz, ale i on, i ludowcy mają z tego powodu same kłopoty. Publiczną tajemnicą jest to, że minister ma niewielkie możliwości, bo to nie on decyduje o najważniejszych kwestiach gospodarczych i społecznych w rządzie. Tutaj pierwsze skrzypce gra wicepremier, minister finansów Jacek Rostowski. To jednak szef resortu pracy musiał świecić oczami przed związkami zawodowymi, biorąc na siebie największe koszty polityczne posunięć rządu.

Doprowadziło to do tego, że Kosiniak-Kamysz stanął na pierwszej linii wojny rządu ze związkami zawodowymi, której kulminacją było ogłoszenie w czerwcu bojkotu obrad Komisji Trójstronnej przez przedstawicieli pracowników, a związkowcy zgłosili też do premiera postulat dymisji ministra pracy. Wtedy przestałby być on także szefem komisji. To miałby być jeden z warunków ich powrotu do dialogu z rządem.

– Nie zamierzam rezygnować z przewodniczenia Komisji Trójstronnej – odpowiada Władysław Kosiniak-Kamysz, który szybko wszedł w swą rolę. Ale i on, i jego koledzy z PSL chętnie pozbyliby się tego problemu, jakim jest KT, tylko że nie chce im tego ułatwić premier Donald Tusk.

– Ponosimy ogromne koszty polityczne konfliktu rządu ze związkami zawodowymi. O sprawach gospodarczych decyduje tandem Tusk – Rostowski, ale żaden z nich nie chce wziąć na siebie ciężaru negocjacji ze stroną pracowniczą – mówią politycy PSL.

Przypominają choćby sprawę blokowania przez ministra Rostowskiego pieniędzy z Funduszu Pracy na walkę z bezrobociem. Co roku szef resortu finansów oszczędza w ten sposób setki milionów złotych, chomikując je w budżecie, aby zmniejszyć deficyt, ale to ogranicza możliwości wspierania rynku pracy przez państwo. W tym roku też Kosiniak-Kamysz czeka na odblokowanie 500 mln złotych. Dlatego ludowcy chcą, by to Jacek Rostowski kierował komisją.

Uniki Rostowskiego

Pomysł nie jest nowy, bo jeszcze w 2011 r. taki postulat zgłosił ówczesny wicepremier Waldemar Pawlak. Wtedy on kierował Komisją Trójstronną, ale pod koniec 2011 r. złożył rezygnację. Pawlak otwarcie mówił, że Jacek Rostowski byłby najlepszym kandydatem na jego następcę, „bo to od niego zależą kluczowe decyzje budżetowe”.

– Bezpośredni partnerzy rządu, np. „Solidarność”, domagają się takiego twardego zawodnika ze strony rządu. Myślę, że tutaj minister Rostowski odpowiadałby temu wyzwaniu. To uprościłoby też komunikację na linii Komisja Trójstronna – partnerzy społeczni – rząd – mówił wtedy Pawlak.

Wypominał też Rostowskiemu, że to z jego winy blokowane były przez rząd niektóre ustalenia, jakie zapadały na forum KT, jak te, które dotyczyły wysokości płacy minimalnej. Donald Tusk co prawda zgodził się na odejście Pawlaka z komisji, ale zastąpił go nie Rostowski, tylko Władysław Kosiniak-Kamysz. Gdyby nawet on teraz ustąpił, to PSL nic nie zyska, bo wówczas Tusk szefem komisji uczyniłby wicepremiera Janusza Piechocińskiego. Premier nie ma bowiem zamiaru obarczać swojej partii kolejnym trudnym zadaniem, gdyż dla Platformy Obywatelskiej obecna konfiguracja ma same plusy.

Politycy PO mogą bowiem znaczną część odpowiedzialności za błędy w polityce gospodarczo-społecznej rządu zrzucić na swojego koalicyjnego partnera.

– PSL nie może grać teraz swojej ulubionej roli, czyli być w rządzie i jednocześnie odcinać się od jego trudnych gospodarczych decyzji. Nie może powiedzieć, że za wszystko odpowiadają tylko Tusk i Rostowski. Dlatego nie sądzę, aby miało dojść do zmiany szefa Komisji Trójstronnej. Nam się to po prostu politycznie nie opłaca – takie opinie usłyszeliśmy od kilku posłów PO.

Ich zdaniem zresztą Jacek Rostowski nie nadaje się na szefa komisji, bo zważywszy na jego osobowość, raczej tylko by zaogniał relacje rządu ze stroną społeczną. Tusk wie, że Władysław Kosiniak-Kamysz jest bardziej koncyliacyjny i lepiej go zostawić w KT. Ale związki zawodowe już dawno przejrzały tę grę. Dlatego domagają się, aby po drugiej stronie negocjacyjnego stołu zasiadł minister, który ma większy wpływ na politykę rządu. Tylko że ani Tusk, ani Rostowski tego nie chcą.

Krzysztof Losz