• Piątek, 3 kwietnia 2026

    imieniny: Pankracego, Ryszarda

Bez prawdy nie ma mowy o porozumieniu

Piątek, 20 września 2013 (20:01)

Konieczność poszukiwania nowych źródeł w archiwach oraz potrzeba całościowego spojrzenia na konflikt polsko-ukraiński w latach II wojny światowej i po jej zakończeniu to zdaniem historyków, którzy przez dwa dni obradowali na Uniwersytecie Rzeszowskim, główne zadania dla zajmujących się tą tematyką.

Kończącą się dzisiaj konferencję naukową „Stosunki polsko-ukraińskie 1939-1947. Stan badań i perspektywy badawcze” zorganizował rzeszowski oddział Instytutu Pamięci Narodowej oraz Instytut Historii Uniwersytetu Rzeszowskiego. W dyskusji oprócz pracowników IPN biorą udział przedstawiciele polskich uczelni, m.in. z Białegostoku, Gdańska, Koszalina, Krakowa, Lublina, Opola i Rzeszowa, a także badacze z Kijowa, Lwowa czy Łucka.

Od propagandy po fakty

Z uwagi na zainteresowanie prelegentów obrady podzielono na kilka bloków tematycznych. Blok „Propaganda, badania, pamięć” obejmował referaty m.in. na temat kwestii polskiej w propagandzie OUN i UPA w latach 1942-1943. Poruszane zagadnienia dotyczyły też kwestii związanych z obecnym stanem polskich miejsc pamięci ofiar OUN-UPA na Wołyniu. Wśród omawianych problemów był także: AK i UPA w świetle badań polskich i ukraińskich historyków. Uczestnicy konferencji mogli się również zapoznać z aktualnym wykazem ofiar konfliktu ukraińsko-polskiego.

Uczestnicy bloku „Kościoły wobec konfliktu polsko-ukraińskiego” mówili z kolei m.in. o Kościele greckokatolickim i Cerkwi prawosławnej na ziemiach obecnej Polski w latach 1939-1947. Został poruszony też temat polskiego duchowieństwa obrządku łacińskiego jako ofiar ludobójstwa ukraińskich nacjonalistów, a także kwestie związane z relacjami między Kościołami greckokatolickim a katolickim w ZSRS po II wojnie światowej. Kolejne bloki tematyczne w ramach konferencji były poświęcone mikrohistorii, a więc wydarzeniom i konfliktom lokalnym oraz relacjom polsko-ukraińskim po wkroczeniu Armii Czerwonej.

Nie wolno fałszować historii

Według dr. Andrzeja Zapałowskiego, autora referatu „Akcje odwetowe polskiego podziemia w stosunku do ludności ukraińskiej w powiecie przemyskim”, polemiki dotyczące konfliktu ukraińsko-polskiego są wciąż obecne.

W rozmowie z portalem NaszDziennik.pl adiunkt Uniwersytetu Rzeszowskiego i Wyższej Szkoły Prawa i Administracji w Rzeszowie podkreśla zróżnicowane podejście do konfliktu polsko-ukraińskiego w Polsce i na Ukrainie.

– Rozbieżności są spore. Historycy ukraińscy są daleko w tyle pod względem badań. W ich publikacjach dominuje element wspomnieniowy, pojawia się też wiele kontrowersyjnych kwestii dotyczących faktografii – mówi dr Zapałowski.

Jako przykład rozbieżności podaje stwierdzenie prof. dr. hab. Leonida Zaszkilniaka, który w pierwszym dniu konferencji, w swoim wykładzie „Stosunki ukraińsko-polskie w czasie II wojny świato­wej: badania i interpretacje”, stwierdził, że według Ukraińców na Wołyniu zginęło więcej Ukraińców niż Polaków.

– To pokazuje, jak wciąż daleko jesteśmy od ustalenia wspólnego stanowiska w stosunku do tego, co naprawdę wydarzyło się na Wołyniu – uważa dr Zapałowski.

W jego ocenie, nie jest to kwestia kwalifikacji, czy to było ludobójstwo, czy nie, bo dla Polaków jest to jednoznaczne, ale kwestia rzetelnego ustalenia przez Ukraińców choćby przybliżonej ilości strat.

– Nie można negować wieloletnich badań Ewy Siemaszko i innych osób. Jak widać, prof. Zaszkilniak w imieniu środowisk ukraińskich jakby podważa te ustalenia, twierdząc, że na Wołyniu zginęło więcej Ukraińców niż Polaków – dziwi się dr Zapałowski.

Jego zdaniem, tego typu konferencje są potrzebne, bo mają na celu utrzymanie dyskusji na wspólnych forach, a nie tylko poprzez publikacje po obu stronach granicy. Jest to też okazja do podsumowania dotychczasowego dorobku historiografii i mimo emocji, jakie wciąż towarzyszą tej problematyce, możliwość przedstawienia postulatów dotyczących przyszłych badań. Jednak porozumienie będzie możliwe tylko wtedy, jeżeli na zachodniej Ukrainie kwestia historyczna przestanie być sprawą polityczną. 

– U nas badania historyczne nie wiążą się w jakikolwiek sposób z polityką głównych partii politycznych. Natomiast na Ukrainie jest to istotna narracja w działaniach partii Swoboda, która sprawuje władzę w zachodnich okręgach. Można powiedzieć, że jest to żywotny interes tamtejszych środowisk politycznych dla utrzymania określonej narracji historycznej, która ma pokazać winę przede wszystkim Polaków i usprawiedliwić siebie. Oczywiście nie należy się tym zrażać. Badania historyczne muszą iść naprzód, niemniej jednak ten element we wzajemnych relacjach jest zasadniczą przeszkodą w uzgadnianiu wspólnego stanowiska – konkluduje dr Andrzej Zapałowski.

Poszukiwanie pełnej prawdy

Historycy obecni na rzeszowskiej konferencji mimo zróżnicowanego podejścia do interpretacji konfliktu polsko-ukraińskiego zapowiadają dalszą współpracę. Ich zdaniem, niełatwo będzie dojść  do wspólnych wniosków i porozumienia, ale mimo emocji w rozstrzyganiu kwestii historycznych, nawet przy różnicy zdań, powinien dominować język naukowy. Warunkiem rzetelności badań i rozmów na płaszczyźnie historycznej powinna być też dobra wola.

Tomasz Bereza, historyk rzeszowskiego oddziału IPN, w rozmowie z portalem NaszDziennik.pl podkreśla, że konferencja z jednej strony podsumowuje dotychczasowy dorobek naukowy, a z drugiej ma wytyczyć nowe kierunki badawcze.

– Konferencja jest podsumowaniem ostatniego ćwierćwiecza nieskrępowanych badań naukowych nad stosunkami polsko-ukraińskimi, które na dobrą sprawę rozpoczęły się po 1989 roku. Jest także próbą ustalenia nowych pól badawczych. Wspólnie chcemy zastanowić się, gdzie szukać nowych źródeł na temat wydarzeń z lat 1939-1947 – podkreśla Bereza.

W jego ocenie, ważne na tej drodze jest poszukiwanie takich źródeł, które pozwolą lepiej zrozumieć to, co się wydarzyło przed laty.

– Trzeba się zastanowić, jakie źródła czy archiwalia w Polsce nie zostały jeszcze wykorzystane i gdzie ewentualnie szukać tych informacji – wskazuje historyk IPN.

Dodaje, że po 25 latach badań do końca nieznana jest lokalizacja wszystkich materiałów, które mogą  okazać się pomocne. Nawet w polskich archiwach, również archiwach IPN, są np. oryginalne dokumenty niemieckie dotyczące lat 1940-1944, które nie były dotąd analizowane przez historyków.

 – Warto zastanowić się, co możemy jeszcze znaleźć u nas w Polsce. Cenne byłoby też dotarcie do rzadko wykorzystywanych do tej pory archiwów niemieckich. Dotyczy to zwłaszcza zbrodni wołyńskiej. Pamiętajmy, że wydarzenia np. na Wołyniu w 1943 r. działy się na zapleczu frontu, na zapleczu niemieckim i Niemcom zależało, żeby mieć spokój na tyłach. Stąd też starali się dość skrupulatnie obserwować wydarzenia i diagnozować przyczyny czy ustalać sprawców. Myślę, że kwerenda w archiwach niemieckich znacząco poszerzyłaby naszą wiedzę na temat wydarzeń wołyńskich, a pewnemu nurtowi, który mocno się uaktywnił po stronie ukraińskiej, odebrałaby jakiekolwiek argumenty – podkreśla Tomasz Bereza.

W ocenie uczestników konferencji w Rzeszowie, ugruntowaniem wiedzy na temat wydarzeń w relacjach ukraińsko-polskich byłoby też dotarcie i zbadanie archiwów w Kijowie, w Moskwie, być może w Mińsku.

Mariusz Kamieniecki