• Piątek, 3 kwietnia 2026

    imieniny: Pankracego, Ryszarda

Czas Noska minął

Piątek, 20 września 2013 (19:44)

Maciej Lew-Mirski – prawnik, współtwórca Służby Kontrwywiadu Wojskowego (SKW) i członek komisji weryfikacyjnej WSI – komentuje wiadomość o wszczęciu procedury odwołania szefa Służby Kontrwywiadu Wojskowego gen. bryg. Janusza Noska:

Krótko mówiąc, dobrze, że wreszcie to nastąpiło. Od dzisiaj polska armia będzie na pewno dużo bezpieczniejsza. Czas kolejnego smoleńskiego generała dobiegł na szczęście końca.

Jeżeli chodzi o wykrywanie i zwalczanie korupcji, to SKW w tym okresie praktycznie w ogóle nie radziła sobie z tym problemem w polskiej armii. Kiedy ministrem obrony narodowej został Tomasz Siemoniak, zobaczył, jak wyglądają działania SKW w tym zakresie, to od razu do walki z korupcją włączył Centralne Biuro Antykorupcyjne. Nie wiadomo tylko, dlaczego tak długo i niepotrzebnie zwlekał z dymisją Janusza Noska.

Ostatnia afera w Malborku pokazała, że SKW nie ma żadnego rozeznania w tej materii. Tego rodzaju sprawy ustawowo podlegają ścisłej kontroli i nadzorowi Służby Kontrwywiadu Wojskowego, której obowiązkiem jest pełnienie nadzoru nad bezpieczeństwem kontrwywiadowczym i fizycznym jednostek wojskowych.

To SKW wyrabia osobom przeprowadzającym przetargi certyfikaty uprawniające do dostępu do tajemnicy państwowej i w trakcie tej procedury zbiera informacje, np. gdzie pracuje rodzina osoby sprawdzanej czy jaki ma majątek. SKW sprawdza w analogiczny sposób firmy realizujące dla wojska przetargi, a to oznacza, że wszystkie firmy muszą uzyskać pozytywną opinię tej służby. W każdej jednostce wojskowej powinien być też oficer obiektowy SKW oraz grupa osób współpracująca niejawnie z SKW, które informują służbę o każdej anomalii.

Tymczasem okazuje się, że mając teoretycznie tak olbrzymi potencjał informacyjny, służba, którą dowodził Janusz Nosek, nie wykryła afery w Malborku. Z mediów dowiedzieliśmy się, że to funkcjonariusze policji oraz Żandarmerii Wojskowej (ŻW) wykryli te działania korupcyjne. Przypuszczam, że ŻW brała udział w działaniach ze względu na niemożność działania policji na terenie jednostek wojskowych.

Natomiast SKW zajmuje się tym, że jednostka GROM – w ocenie SKW – kupiła sobie sprzęt do nurkowania wyższej klasy niż powinna.

Z jednej strony mamy do czynienia z aferą wartą kilkanaście milionów złotych oraz kwestią niewłaściwego zapewnienia bezpieczeństwa jednostce wojskowej. Przypomnę, że z tych informacji prezentowanych nam w mediach dowiedzieliśmy się, że firma ochroniarska nie realizowała umowy o ochronę jednostki.

Z drugiej strony mamy SKW, która „wytropiła przekręt” na 20 tys. zł, co okrzyknięto wielkim sukcesem tej służby. Jest to nic innego, jak całkowite pomylenie proporcji. To Żandarmeria Wojskowa powinna zajmować się tymi mniejszymi sprawami, a Służba Kontrwywiadu Wojskowego jest ustawowo zobowiązana do tropienia korupcji tam, gdzie jest zagrożenie dla bezpieczeństwa lub zdolności bojowej Sił Zbrojnych.

Powodów do odwołania Janusza Noska było wiele. Od tych najbardziej banalnych, jak posądzenie przez SKW swojego przełożonego wiceministra obrony narodowej o korupcję, przez inwigilację posłów opozycji, prowadzenie potajemnej współpracy ze służbami rosyjskimi, po niedopilnowanie bezpieczeństwa remontowanych w Rosji rządowych samolotów i niezapewnienie osłony uczestnikom tragicznego lotu 10 kwietnia 2010 roku.

not. IK