• Piątek, 3 kwietnia 2026

    imieniny: Pankracego, Ryszarda

Kasacja oprawcy oddalona

Piątek, 20 września 2013 (02:00)

Sąd Najwyższy odrzucił kasację od wyroku skazującego byłego śledczego Urzędu Bezpieczeństwa Jerzego Kędziorę. To oznacza, że powinien teraz trafić do więzienia.

 

Rok temu Sąd Okręgowy w Warszawie skazał prawomocnie Kędziorę na trzy lata więzienia. Były funkcjonariusz Urzędu Bezpieczeństwa został uznany za winnego znęcania się nad więźniami politycznymi okresu stalinowskiego.

Wczoraj Sąd Najwyższy podtrzymał wyrok i odrzucił wniosek o kasację. Kasację wniosła obrona Jerzego Kędziory. Zarzucono sądowi pierwszej instancji, że w 1955 roku prokuratura prowadziła postępowanie w sprawie przekroczenia uprawnień przez Kędziorę. Zostało ono jednak umorzone bez skargi na tę decyzję.

Obrońca Sławomir Chmielewski wskazywał, że pominięto fakt prowadzenia tego postępowania. A prokuratura zajmowała się wtedy działalnością Jerzego Kędziory od 1948 do 1950 roku w Miedzeszynie i Warszawie jako oficera śledczego Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego.

W ocenie mecenasa, nieuprawnione więc było wszczynanie w 2009 roku przez Okręgową Komisję Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu (to jeden z działów Instytutu Pamięci Narodowej) kolejnego postępowania przeciwko Kędziorze, które dotyczyło tych samych czynów. A polskie prawo zabrania ścigania dwa razy za ten sam czyn.

– Te przepisy zostały wprowadzone do polskiego ustawodawstwa, aby nie powtarzało się bezprawie, jakie miało miejsce w latach 40. i 50. – mówił obrońca Kędziory.

Mecenas Chmielewski kwestionował ogólnie zasadność oskarżania Jerzego Kędziory o zbrodnię przeciw ludzkości, a także podważał bezstronność i niezawisłość sędziów orzekających w pierwszej i drugiej instancji.

Prokurator Robert Kopydłowski z Głównej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu podkreślał, że nie doszło do utraty prawa do skargi po decyzji z 1955 roku, ponieważ trudno stwierdzić, że postępowanie o nadużycia było prowadzone dokładnie w sprawie Wacława Sikorskiego, jednej z ofiar Kędziory, który zeznawał na jego procesie.

Wskazywał również, że sądy po roku 1990 działają według zasady restytucji praworządności, w związku z tym zaniechania procesowe czy niedbalstwo postępowania z 1955 roku nie mogą skutkować stworzeniem barier prawnych w dochodzeniu teraz sprawiedliwości wobec osoby, która popełniła zbrodnie komunistyczne.

Tym bardziej że gdy odbywał się pierwszy proces przeciwko Kędziorze, jego ofiary nie mogły zeznawać.

– W 1955 roku pan Sikorski był jeszcze w więzieniu. Nie miał pełnomocnika – dodał oskarżyciel.

Trudno więc było tamto postępowanie traktować jako prowadzone w zgodzie z wymogami prawa. I Sąd Najwyższy podzielił te argumenty, uznając, że proces Kędziory przed warszawskim sądem był prowadzony prawidłowo i nie ma powodów, aby ten wyrok unieważniać i wszczynać postępowania sądowe na nowo.

Skazany ma też zapłacić koszty sądowe, ale poważniejszą konsekwencją dla byłego ubeka jest to, że teraz w każdej chwili powinien spodziewać się pisma z wezwaniem do odbycia kary we wskazanym więzieniu.

Jerzy Kędziora został skazany w styczniu 2012 r. przez Sąd Rejonowy Warszawa-Mokotów za to, że w 1948 r. znęcał się fizycznie i psychicznie nad żołnierzami AK Wacławem Sikorskim i Władysławem Jedlińskim. Kędziora przesłuchiwał ich w mokotowskim więzieniu wielokrotnie i przez wiele godzin, a więźniowie byli brutalnie bici gumą czy żelazem owiniętym w ręcznik.

Wyrok ten w czerwcu ub.r. podtrzymał Sąd Okręgowy w Warszawie, ale obniżył wymierzoną karę z 4 do 3 lat więzienia. Uzasadnił to tym, że Kędziora opiekuje się chorą osobą, a poza tym „przez większość życia żył zgodnie z prawem”.

Prokurator Instytutu Pamięci Narodowej Edyta Myślewicz mówiła przed sądem, że Jerzy Kędziora był szczególnie zaufanym śledczym, „prawą ręką” Adama Humera, osławionego szefa departamentu śledczego Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego.

Służył m.in. w tajnej komórce UB tropiącej rzekomych zdrajców wśród komunistów. Po odejściu z resortu bezpieczeństwa pracował m.in. jako nauczyciel przysposobienia obronnego w jednym z warszawskich liceów, gdzie chwalił się tym, jak to łamał kości „bandytom”.

A w ostatnich latach zapowiadał napisanie wspomnień o „ludowej” partyzantce, mimo że w 1992 r. pozbawiono go uprawnień kombatanckich. Śledczy prowadził m.in. sprawy mjr. Hieronima Dekutowskiego „Zapory”, legendarnego dowódcy Armii Krajowej, czy prezesa II Zarządu WiN Franciszka Niepokólczyckiego.

Za stosowanie brutalnych metod przesłuchania został skazany jeszcze w 1955 r., ale szybko zwolniono go z więzienia. Według relacji Wacława Sikorskiego, Kędziora znęcał się m.in. nad: Hieronimem Dekutowskim „Zaporą”, Edmundem Tudrujem, Arkadiuszem Wasilewskim, Jerzym Jedlińskim, Włodzimierzem Lechowiczem, Stanisławem Nienałtowskim.

Wśród przesłuchiwanych przez niego był także płk Łukasz Ciepliński, co przyznał sam Kędziora. Prokuratorzy z IPN informowali kilka lat temu, że chcieliby oskarżyć Kędziorę także za czyny wobec płk. Cieplińskiego, innych członków IV Zarządu WiN, ale rozkładają ręce, tłumacząc, że nie mają wystarczających dowodów.

Maciej Walaszczyk