Zdarta płyta
Czwartek, 19 września 2013 (02:09)Po 22 latach śledzenia każdego kroku twórcy Radia Maryja i daremnych próbach storpedowania planów utworzenia przez niego medialnego centrum ewangelizacji w Polsce dziennikarze „Gazety Wyborczej” dostali zlecenie na materiał w postaci „reporterskiej biografii” o. Tadeusza Rydzyka.
Autorzy książki, Piotr Głuchowski i Jacek Hołub, to – rzec można –eksperci w temacie.
Pierwszy, jako redaktor terenowego dodatku „GW”, zainteresował się dyrektorem Radia Maryja już w chwili stawiania pierwszego masztu radiowego, jeszcze zanim głos Radia pojawił się w eterze.
Drugi, z nieco krótszym stażem, to autor m.in. paszkwilanckiego bloga na temat Radia Maryja i jego dyrektora.
Z jednej strony, książka nie zawiedzie tych, którzy spodziewają się znaleźć w niej kumulację jadu pod adresem o. Tadeusza Rydzyka, tak charakterystyczną dla publicystyki „Gazety Wyborczej”.
Z drugiej strony, na kartach liczącej blisko 450 stron pozycji, wydanej przez Agorę pod wyzywającym tytułem „Imperator” (uosobienie Zła z filmu „Gwiezdne Wojny”?), autorzy obalają jeden po drugim mity, które przez dwa dziesięciolecia sami budowali lub kolportowali: o rzekomym bogactwie zakonnika, luksusach, maybachu, finansowych przekrętach, cynicznym drenowaniu emeryckich kieszeni.
Przede wszystkim zaś otwarcie przyznają, że imputowanie dyrektorowi Radia Maryja ambicji politycznych było ze strony ich własnego środowiska grubym nadużyciem, bo jedyne, co zakonnikowi od początku przyświeca, to pragnienie ewangelizacji Polski i świata poprzez media.
Wszystko inne –dostrzegają – jest temu celowi podporządkowane, zarówno „przedsięwzięcia biznesowe”, jak i „alianse polityczne”…
To zaskakujące u ludzi Agory wyznanie jest raczej mało odkrywcze dla środowisk katolickich i konserwatywnych. Czyżby zatem „Imperator” nie był skierowany do nich, lecz do grona z własnego podwórka? Czyżby wydawnictwo Agora pragnęło uderzyć się w piersi i naprawić szkody, a wyhodowaną przez siebie armię zdeklarowanych wrogów dyrektora Radia Maryja przeobrazić w jego słuchaczy? Innymi słowy: dla kogo właściwie dziennikarze napisali tę książkę i po co Agora ją wydała?
Jedno możemy z całkowitą pewnością wykluczyć – to, że środowisko Adama Michnika nagle zmieniło postawę. Nie! „Imperator” nie jest przeznaczony dla swoich, jego celem nie jest prostowanie własnych kłamstw i przeinaczeń. Agora chce podsunąć tę książkę czytelnikom katolickim i konserwatywnym. Nie po to, by poprawić wizerunek o. Tadeusza Rydzyka, bo w tych kręgach jest on bardzo dobry, lecz po to, żeby go oszpecić. Ba, ale jak trafić do tych ludzi, skoro nikt tu Agorze nie wierzy? Jest na to sposób: z dawnych kłamstw, nieskutecznych, należy się ostentacyjnie wycofać, przyznać rację, polukrować, a pod spodem – zaserwować kłamstwa nowe!
Tak właśnie zrobili autorzy „Imperatora”. Pod lukrowanym wierzchem aż roi się od insynuacji i pomówień, opartych na nieujawnionych źródłach. Dziennikarze nie wahają się np. cytować anonimowej osoby, rzekomo zakonnika, która rzuca na dyrektora Radia Maryja szkalujące podejrzenie o rzekome nierozliczenie się z zakonem z jakichś pieniędzy 30 lat wstecz (sic!).
Anonim tylko się domyśla, przyznaje, że nie wie, a mimo to autorzy skwapliwie to wykorzystują. Bez ryzyka, wiedzą bowiem, że o. Tadeusz Rydzyk, pochłonięty Dziełem, nie ma zwyczaju tracić czasu na pisanie pozwów.
Widać też, jak desperacko poszukują autorzy w życiu dyrektora Radia Maryja jakichkolwiek wątków esbeckich. Pomimo najwyższych wysiłków dokopali się wyłącznie do informacji, że o. Tadeusz Rydzyk był osobą rozpracowywaną, pokrzywdzoną przez SB. Przyjmują to z zawodem, szukają dalej, ale nie znajdują. Jaki stąd wyciągają wniosek? –Jeśli nic nie ma, to znaczy, że było, tylko zostało zniszczone – twierdzą, ponownie podpierając się anonimowym autorytetem.
To znów próbują bez jakichkolwiek podstaw powiązać redemptorystę z działającym w latach 80. w Watykanie podwójnym agentem bezpieki – współpracownikiem wywiadu zachodnioniemieckiego. Choć nie ma żadnych śladów, aby obaj kiedykolwiek się poznali.
–Jeśli nic nie ma, to znaczy, że może być w aktach zastrzeżonych, do których nie ma dostępu – sugerują autorzy biografii. Gdy znajdują notatkę MSW z lat 80. odnośnie do przyznania księdzu paszportu, której treść ktoś zamazał flamastrem, z miejsca uznają to za dowód obciążający zakonnika. I tak w kółko. Jedna wielka hucpa.
Na koniec, po bezowocnym przeszukaniu akt bezpieki, reporterzy „GW” obwieszczają triumfalnie, że oto „ten wątek biografii ojca Tadeusza Rydzyka pozostaje otwarty”.
Jak reagować na tak pokrętny tok rozumowania? Najlepiej – biorąc rzeczy na chłopski rozum. Skoro tak wpływowe środowisko jak Agora, którego niepisany lider jako pierwszy po wyborach czerwcowych już w 1989 r. został wpuszczony i buszował w archiwach bezpieki, przez tyle lat nie zdołało wynaleźć na dyrektora Radia Maryja żadnych „kwitów” – należałoby to raczej uznać za swoisty „certyfikat nieskazitelności”, a nie „otwartą sprawę”. Tak każe logika. Bez niej sprawy stają na głowie. I tu mamy taki właśnie przypadek.
Małgorzata Goss