• Czwartek, 2 kwietnia 2026

    imieniny: Franciszka, Władysława, Arona

Akta katyńskie dla historyków

Środa, 18 września 2013 (02:12)

Jest wstępna zgoda prezesa IPN na wypracowanie ścieżki dostępu niezależnych historyków (polskich i rosyjskich) do znajdujących się w dyspozycji prokuratora Głównej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu dokumentów dotyczących Katynia.

Kłamstwo katyńskie jest wciąż żywe, a mord NKWD stawia nowe pytania przed historykami i prawnikami – to konkluzje konferencji na temat 70 lat zmagań o prawdę o Katyniu, która odbyła się wczoraj na Zamku Królewskim w Warszawie.

Data podpisania paktu Ribbentrop-Mołotow to symbol „rozpoczęcia Golgoty Polaków na Wschodzie”, zauważył dyrektor Centrum Polsko-Rosyjskiego Dialogu i Porozumienia dr Sławomir Dębski. Wczorajsza rocznica przypomina też początek sowieckiego kłamstwa – dokładnie 70 lat temu, we wrześniu 1943 r., po zajęciu obwodu smoleńskiego przez Armię Czerwoną, rozpoczęła pracę komisja NKWD, która niszczyła dowody sowieckiego sprawstwa zbrodni i preparowała dowody dokonania jej przez Niemców.

Problem kłamstwa katyńskiego w ocenie zajmujących się tą sprawą wcale nie znikł wraz z upadkiem ZSRS.

– Kłamstwo katyńskie jest elementem składowym sowietyzmu, a sowietyzm trwa. Nigdy nie miałem poczucia, że zajmuję się czymś anachronicznym. Im bardziej się tym zajmuję, tym bardziej zdaję sobie sprawę, że to walka z potworem, który nie upadł – uważa Zbigniew Gluza, dyrektor Ośrodka Karta, który jako jeden z pierwszych, jeszcze przed 1989 r., rozpoczął systematyczną dokumentację sowieckich zbrodni na Polakach.

Przypomniał, że wszystkie dokumenty przekazane przez ZSRS i Rosję w sprawie Katynia zostały udostępnione pod presją konieczności, to jest gdy strona polska już wiedziała o ich istnieniu i wprost domagała się ich wydania.

Działo się to m.in. dzięki współpracy polskich historyków z Memoriałem oraz pracom niezależnych historyków rosyjskich, wśród nich obecnej wczoraj w Warszawie prof. Natalii Lebiediewej z Instytutu Historii Powszechnej Rosyjskiej Akademii Nauk.

Gluza wskazuje na obecną tendencję rosyjskiej polityki kontynuującej „sowiecką rację stanu”, czego przykładem jest obława augustowska, w której to sprawie Instytutowi Pamięci Narodowej odmówiono pomocy prawnej. Stawia to pod znakiem zapytania możliwość odnalezienia miejsc pochówku ofiar tej zbrodni i ich imiennego upamiętnienia.

IPN jest obecnie dysponentem przekazanych Polsce rosyjskich dokumentów dotyczących Katynia. Pion śledczy prowadzi w tej sprawie postępowanie karne i nie ma nadziei, że szybko je zakończy. Przyczyną jest również brak wszystkich rosyjskich dokumentów.

Najbardziej pożądany to oczywiście lista białoruska, dzięki której poznalibyśmy nazwiska nieznanych do tej pory ofiar zbrodni katyńskiej, o której istnieniu wiadomo historykom. –Prokurator nie będzie chciał zamknąć sprawy, zanim nie uzna, że zrobił wszystko, by ustalić to, co się da ustalić – zapewnił prezes Instytutu dr Łukasz Kamiński.

W rozmowie prof. Lebiediewej z prezesem IPN udało się wstępnie uzgodnić stworzenie ścieżki dostępu niezależnych historyków (polskich i rosyjskich) do znajdujących się w dyspozycji prokuratora Głównej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu dokumentów dotyczących Katynia. Dotąd możliwości badania tych akt były bardzo ograniczone.

Co ukrywa Moskwa

Argument, że domaganie się pełnej prawdy o Katyniu zaszkodzi polsko-rosyjskim stosunkom międzynarodowym, skrytykował polski współprzewodniczący Polsko-Rosyjskiej Grupy do Spraw Trudnych Adam Rottfeld.

– Zachowanie pamięci należy do naszego kręgu kultury i cywilizacji. Tak byłoby i w przypadku zbrodni katyńskiej, gdyby wokół tej zbrodni nie powstał swoisty przemysł kłamstwa – mówił Rottfeld.

Przypomniał, że Rosja nieraz deklarowała przekazanie wszystkich dokumentów dotyczących Katynia, po raz ostatni na spotkaniu premierów Putina i Tuska 7 kwietnia 2010 r., a następnie na pogrzebie prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Krakowie. Wystarczy, żeby te obietnice zostały dotrzymane, a Katyń nie byłby problemem między naszymi państwami. Były szef polskiej dyplomacji uważa, że konieczne jest przekazanie wszystkich zachowanych w rosyjskich archiwach materiałów, łącznie z teczkami personalnymi (sprawami) ofiar, które mają szczególne znaczenie.

Katyń jest też wyzwaniem dla prawników. Rosyjska prokuratura wojskowa zakwalifikowała zbrodnię katyńską jako zwykłe nadużycie służbowe, w którym winnymi są Beria i czterech wysokich funkcjonariuszy NKWD, i na tej podstawie sprawę umorzyła. Uzasadnienie postanowienia zostało utajnione.

Jednak rosyjscy eksperci pracujący dla prokuratury uznali, że mord NKWD na Polakach wyczerpuje znamiona aż czterech kategorii prawa międzynarodowego: zbrodnia wojenna, zbrodnia przeciwko ludzkości, zbrodnia przeciwko pokojowi i zbrodnia ludobójstwa. Obecnie spory ekspertów dotyczą tylko tego ostatniego pojęcia.

Część prawników, na przykład dr Patrycja Grzebyk z UW, uważa, że jest zbyt mało przesłanek do uznania zbrodni katyńskiej za ludobójstwo. Chodzi o to, że międzynarodowa konwencja w tej sprawie została podpisana w 1948 r., a weszła w życie w 1951 roku. Wymaga ona, by motywem sprawców zbrodni było wyniszczenie całej lub części grupy narodowej, etnicznej, rasowej lub religijnej, tymczasem trudno jednoznacznie wskazać tok myślenia Stalina, Berii i reszty Politbiura wiosną 1940 roku.

Zdecydowanym zwolennikiem uznania zbrodni katyńskiej za ludobójstwo jest prof. Karol Karski z Instytutu Prawa Międzynarodowego UW. Zwraca on uwagę, że mord w Katyniu należy widzieć w kontekście szeregu innych działań władz sowieckich wobec Polaków, w tym masowych wywózek bliskich ofiar zbrodni katyńskiej.

Wskazuje to na narodowy charakter mordu na Polakach. Trzeba też zauważyć, że gdyby stosować oficjalną definicję ludobójstwa wyłącznie do przestępstw popełnionych po 1951 r., nie podlegałoby jej nawet tak bezdyskusyjne ludobójstwo jak holokaust. Do wstecznego (fachowo –retroaktywnego) stosowania definicji skłania też praktyka międzynarodowych trybunałów i opinie międzynarodowych ekspertów, na przykład w odniesieniu do rzezi Ormian w latach 1915-1917. Za ludobójstwo mord uważa także oficjalnie IPN.

Piotr Falkowski