Jest mobilizacja i siła
Poniedziałek, 16 września 2013 (02:00)Po czterech dniach protestów na ulicach Warszawy związki zawodowe oczekują odzewu na pracownicze postulaty.
Jest gotowość rozmów z reprezentantem rządu, który miałby faktyczne pełnomocnictwo od premiera Donalda Tuska do uzgadniania ze stroną społeczną wspólnego stanowiska. Zaproszenie dla związkowców do „dialogu” i powrotu do Komisji Trójstronnej systematycznie ponawia minister pracy.
Marszem na plac Zamkowy w Warszawie związkowcy z trzech największych central: NSZZ „Solidarność”, Forum Związków Zawodowych i Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Zawodowych, zakończyli w sobotę protest na ulicach stolicy przeciw lekceważeniu obywateli i antypracowniczej polityce rządu.
Postulaty zgłaszane przez związkowców najczęściej dotyczyły żądań walki z zatrudnianiem na umowy śmieciowe, wycofania się przez rząd Donalda Tuska z ustawy o elastycznych formach zatrudnienia czy też z przyjętej w ubiegłym roku ustawy podwyższającej wiek emerytalny. Wzywali jednocześnie do rozpoczęcia ze stroną społeczną realnego, a nie pozorowanego dialogu.
Czterodniowa, bardzo sprawnie zorganizowana akcja protestacyjna pokazała wielką mobilizację uczestników, którzy w liczbie szacowanej przez organizatorów nawet na 200 tys. mogli czuć się naprawdę silni.
– Czekamy teraz na odzew drugiej strony. Chcemy rozmawiać, też mamy swoich ekspertów i ekonomistów – mówił przewodniczący Komisji Krajowej NSZZ „Solidarność” Piotr Duda.
Tak jak związkowcy domagają się podjęcia dialogu, tak też do dialogu – w praktycznie każdej swojej wypowiedzi w ostatnich dniach – wzywa ich minister pracy i polityki społecznej Władysław Kosiniak-Kamysz.
Trudno w tej chwili rozstrzygać, czy powtarzanie zaproszeń do dialogu jest jedynie kolejną propagandową zagrywką rządu Tuska, będącą faktycznie nie chęcią podjęcia uczciwej dyskusji, lecz dążeniem do konfrontacji i próbą przekonania społeczeństwa, że to związkowcy nie chcą rozmawiać, mimo iż rząd wyciąga do nich rękę.
Czwartkowe wystąpienie ministra pracy, który przedstawiał w Sejmie informację rządu w sprawie dialogu społecznego prowadzonego ze związkami zawodowymi i opowiadał, jak to rząd rozmawia z partnerami społecznymi, sprawiając wrażenie, że kompletnie nie wie, o co teraz związkowcom chodzi, skłania jednak do konkluzji, że żadnych wniosków ekipa Donalda Tuska nie wyciągnęła.
To dopiero początek
Przywódcy związków zawodowych zapowiedzieli w sobotę, że na tym proteście nie można zakończyć walki o zaprzestanie przez rząd lekceważenia obywateli. Niewzięcie przez ekipę Tuska pod uwagę postulatów manifestantów może niechybnie skutkować kolejnymi wyjściami na ulice.
– Dziś rząd dostaje ostatnie ostrzeżenie. Jeśli nie wyciągnie z tego wniosku, zablokujemy cały kraj, wszystkie drogi, autostrady. Nie ma przyzwolenia na taką politykę. (…) Polityka tego rządu doprowadza do tego, że wiele osób nie wytrzymuje psychicznie, dochodzi do samopodpaleń, odbierania sobie życia. Ludzie nie widzą przyszłości pod kierownictwem tego rządu – mówił przewodniczący OPZZ Jan Guz, nawiązując do antypracowniczej polityki rządu Tuska.
Przewodniczący „Solidarności” Piotr Duda podkreślał w sobotę, przemawiając do zgromadzonych na pl. Zamkowym, że rządzący oderwali się od społeczeństwa i rządzą sami dla siebie.
– Dzisiaj nas jest tutaj prawie 200 tysięcy. To jest nasz sukces, Polski. Ale znając tę władzę, będzie się trzymała za wszelką cenę u steru, bo ich łączą tylko dwie rzeczy: władza i pieniądze. Dlatego musimy podejmować kolejne działania. I proszę was o to. My jako liderzy związkowi w pojedynkę niczego nie zrobimy. Wrócimy do domu, ale będziemy się zastanawiać, co dalej, i to w krótkim okresie. Musimy iść za ciosem, bo jeżeli ten rząd będzie dalej tak podchodził – z arogancją, butą – do obywatela, to nie możemy poprzestać tylko na tej sobocie – powiedział Duda.
Przewodniczący „Solidarności” już zasygnalizował kolejną akcję – symboliczną, bo nieniosącą ze sobą żadnych skutków prawnych – zbierania podpisów pod wnioskiem o zakończenie tej kadencji parlamentu.
– Nie ma to prawnego wymiaru, ale polityczny – ludzie się organizują, a to jest najważniejsze – wyjaśniał przewodniczący „Solidarności”.
Propaganda na telewizyjnych paskach
Duda zwracał uwagę na wszędobylską propagandę, mającą wskazywać, że racja jest po stronie rządu.
– Słyszymy z różnych przekazów, czy to polityków, czy pana premiera: „o co im chodzi, przecież wszystko jest w porządku, ich postulaty kosztowałyby polski budżet 150 miliardów złotych”. Skąd te wyliczenia? Nie wierzcie w to. To jest tylko propaganda, tej koalicji polityczno-biznesowej, która chce mieć z nas niewolników w naszym kraju – mówił Piotr Duda.
Wyliczał, że „1600 złotych płacy minimalnej to nie jest gwiazdka z nieba” i jest coraz więcej wykluczonych społecznie pracowników, którzy nie są w stanie związać końca z końcem.
– Słyszy się z różnych przekazów: „zapomnijcie już o podwyższeniu wieku emerytalnego, uciszyło się”. Nic się nie uciszyło. To była dopiero obłuda polityków. Mówili, że to robią dla was, dla społeczeństwa, szczególnie dla kobiet: „będziecie dłużej pracowały, będziecie miały większą emeryturę”. To jest obłuda, bo widzimy, o co chodziło – o to, żebyśmy pracowali aż do śmierci albo szybciej umarli z głodu, bo widzicie, co się dzieje z systemem emerytalnym – przemawiał do zgromadzonych Duda.
Lider „Solidarności” zwracał uwagę na problem zatrudniania na czarno i na podstawie umów śmieciowych. W rezultacie wiele pracujących osób nie odprowadza składek ubezpieczeniowych i nie jest w stanie odkładać na emerytury.
– Nie dajcie sobie wmówić jednego – że lepsza umowa śmieciowa niż w ogóle. Pewne standardy obowiązują – standardy europejskie, takie jak niemieckich, francuskich pracowników. Wmawiają nam, że elastyczny czas pracy pozwoli na więcej miejsc pracy. Nie – staniemy się pracownikami na rozkaz, niewolnikami we własnym kraju. Popatrzmy na Hiszpanię, Włochy, Grecję – tam jest najbardziej elastyczny czas pracy i bezrobocie na poziomie 38-40 proc. – mówił Duda.
Przewodniczący „Solidarności” dowodził także lekceważenia społeczeństwa przez rząd, o czym ma świadczyć ignorowanie woli obywateli. Przykład? Pod wnioskiem na rzecz przeprowadzenia referendum w sprawie podniesienia wieku emerytalnego zebrano 2,5 miliona podpisów, mimo to się nie odbyło. Według Dudy, należy zmienić ustawę o referendum.
– Czas najwyższy, żeby to też zmienić, bo tak się wydaje – a właściwie tak jest – że demokracja dla zwykłego obywatela jest raz na cztery lata, jak mamy iść wrzucić kartkę do urny. Mamy być tylko bydłem wyborczym, a później mamy siedzieć cicho i się nie odzywać. Musimy zrobić wszystko, żeby doszło do zmiany Konstytucji w obszarach o referendum krajowym, bo w ważnych sprawach mamy prawo jako Polacy się wypowiadać. To jest najlepsza kontrola polityków – zaznaczył Piotr Duda.
Artur Kowalski