Milion to dopiero początek
Czwartek, 12 września 2013 (18:10)Z Michałem Baranem, prezesem Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży Archidiecezji Warszawskiej, członkiem Polskiego Komitetu Narodowego Europejskiej Inicjatywy Obywatelskiej „Jeden z nas”, rozmawia Izabela Kozłowska
Udało się zebrać milion podpisów pod Europejską Inicjatywą Obywatelską „Jeden z nas”. To dużo...?
– Może się wydawać, że to niewiele, w końcu Europa liczy ponad pół miliarda mieszkańców. Jednak każdy, kto interesuje się życiem publicznym, wie, jak trudno zaktywizować obywateli do poparcia jakiejkolwiek inicjatywy czy wzięcia udziału w jakimkolwiek referendum.
Jeśli dołożymy do tego różnice narodowe i kulturowe (bo głosy te muszą spłynąć z minimum siedmiu krajów, które przekroczą określony próg), to mamy już naprawdę spore wyzwanie. Jednak to, że milion Europejczyków podpisało się pod projektem, świadczy o olbrzymiej wielomilionowej rzeszy, która utożsamia się z tą inicjatywą i bezwarunkowym szacunkiem dla życia. Przecież w tym samym czasie zwolennicy aborcji mogli zbierać własne podpisy, szukać poparcia dla własnych inicjatyw. Dlaczego tego poparcia nie szukano? Bo tego poparcia u szarych obywateli Europy po prostu nie ma.
O czym świadczy fakt, że milion Europejczyków opowiedziało się za obroną ludzkiego życia?
– Zwróćmy uwagę na historyczność tej chwili. Dopiero niedawno powstał mechanizm prawny pozwalający Europejczykom wypowiedzieć się we własnym imieniu. I właśnie teraz mamy ten moment, kiedy Europejczycy rzeczywiście się wypowiedzieli. Można by powiedzieć górnolotnie: Europa przemówiła.
I co najpiękniejsze, jest to głos w obronie życia, w obronie godności przysługującej każdemu człowiekowi od momentu poczęcia. W tym historycznym momencie właśnie ujawniają się prawdziwe wartości europejskie. Nie wartości lobbowane przez różne grupy nacisku, ale wartości rzeczywiście wyznawane i popierane przez obywateli.
Reprezentuje Pan Katolickie Stowarzyszenie Młodzieży Archidiecezji Warszawskiej. Młodzi Polacy chętnie opowiadają się za obroną poczętego życia?
– Zdecydowanie tak. Młodzi ludzie mają to do siebie, że chcą podążać za ideałami, nie godzić się na kompromisy moralne, nazywać rzeczy po imieniu, dlatego tak wyraźnie opowiadają się za życiem. Bo czy można inaczej?
Jeśli zwykła logika nakazuje myśleć, „to jest człowiek”, to zdrowe serce nie pozwala pozostawać biernym wobec ponad 50 milionów bezbronnych dzieci zabijanych każdego roku na świecie. Młodych ludzi trzeba nie raz poprowadzić, wskazać działania, które są najbardziej płodne, ale też dać przestrzeń na własną inwencję. Natomiast jeśli czegoś brakuje, to z pewnością nie zapału, a właśnie czytelnych i dobrych propozycji, które uchronią przed kręceniem się w kółko. Cieszy, że jedną z takich propozycji stała się właśnie inicjatywa „Jeden z nas”.
Inicjatywa „Jeden z nas” może być jakimś przełomem w postrzeganiu poczętych dzieci w Europie i świecie?
– Mamy taką nadzieję. Z pewnością od dziś nie da się już powiedzieć, że obrona życia to jakaś nisza, że Ci, którzy dopominają się o tych najmniejszych, to jakaś mniejszość. Przełomem powinno być właśnie dostrzeżenie, że to tu jest główny nurt poglądów Europejczyków, tu są prawdziwe wartości europejskie. Liczymy, że dzięki takim inicjatywom również politykom będzie łatwiej opierać się presji lobbystów i odważnie bronić życia, wsłuchując się w głos obywateli.
Jedną z wymiernych korzyści, jakie już przyniosła ta ogólnoeuropejska inicjatywa, są m.in. ruchy pro-life w Bułgarii. Jakie Pan dostrzega korzyści płynące z tej akcji?
– Na pewno inicjatywa już dziś stała się przełomem dla europejskiego środowiska obrońców życia. Nawet jeśli dotychczas była w tym środowisku wymiana informacji czy wzajemny przekaz doświadczeń, to dopiero teraz, na naszych oczach nawiązała się praktyczna współpraca wokół konkretnych europejskich propozycji i problemów.
W listopadzie spotkamy się na Europejskim Kongresie PRO-LIFE, który odbędzie się u nas, w Łagiewnikach. Na polskim gruncie powołujemy do istnienia Fundację „Jeden z nas”, która już przygotowuje się do kolejnych intensywnych działań promujących życie. Zapewne podobne procesy mają miejsce w innych europejskich krajach, które w niektórych przypadkach organizacyjnie rok temu zaczynały od zera. Krótko mówiąc, powstał jakiś olbrzymi potencjał, który w listopadzie w Krakowie będziemy się starali jak najlepiej ukierunkować.
Milion był wymaganym minimum. Głosów tych potrzeba jednak więcej. Jak zachęciłby Pan te osoby, które jeszcze nie podpisały się pod akcją, by to uczyniły?
– Myślę, że wszyscy zdajemy sobie sprawę z potężnej wagi gestów i znaków. A my naszymi głosami budujemy konkretny komunikat dla Europy, komunikat nadziei i troski o każdego człowieka.
Wszyscy pragniemy, by ten komunikat był jak najgłośniejszy, dlatego celem nie jest milion, a półtora, może nawet dwa miliony.
Podejmijmy wspólny wysiłek, by ten wynik był jak najlepszy. Zwłaszcza że nigdy nie chodzi o same tylko podpisy czy wręczone ulotki. Takie odważne wyjście na ulice jest okazją do rozmów, zderzeń z myślącymi inaczej, którym możemy ze spokojem i cierpliwością powtarzać, że „tu przecież chodzi o człowieka”. To właśnie dlatego warto, byśmy wszyscy w naszych parafiach i środowiskach podjęli konkretny trud, szczególnie w tygodniu od 22 do 29 września, by z jednej strony zebrać kolejne dziesiątki podpisów, a z drugiej po prostu docierać do ludzkich serc. Bo przecież o to w tym wszystkim chodzi.
Dziękuję za rozmowę.
Izabela Kozłowska