• Sobota, 14 marca 2026

    imieniny: Leona, Matyldy, Jarmiły

Syrow w kolonii karnej

Czwartek, 12 września 2013 (05:00)

Sędzia ppłk Rauf Ibragimow skazał wczoraj w Smoleńsku Siergieja Syrowa na dwa lata kolonii poprawczej normalnego reżimu za kradzież pieniędzy z konta Andrzeja Przewoźnika.

Jego wspólnicy dostali wyroki w zawieszeniu na okres próby dwóch lat: Igor Pustowar i Jurij Sańkow po dwa lata, a Artur Pankratow – rok i osiem miesięcy. Sąd odrzucił wniosek o zadośćuczynienie strat moralnych, a kwestię odszkodowania z tytułu straty materialnej uznał za podlegającą sądom cywilnym.

Wyrok w żaden sposób nie wspomina o odrażającym charakterze popełnionej zbrodni. Syrow przeczesywał miejsce katastrofy, pełne ludzkich ciał, ale nie zrobiło to na nim żadnego wrażenia. Myślał o możliwości łatwego wzbogacenia się. Całą sytuację obserwowali jego koledzy (z wyjątkiem Sańkowa) oraz przełożony. Na miejscu pojawili się też funkcjonariusze OMON, ministerstwa sytuacji nadzwyczajnych i inni. Nikt z nich nie poniósł odpowiedzialności, a sankcje służbowe dotknęły jedynie podobno nieznanych z nazwiska i rangi oficerów za brak dyscypliny w jednostce.

Tymczasem przed sądem stanęli wyłącznie czterej szeregowi, osobnicy zdemoralizowani, ale dość przypadkowi. Komitet Śledczy i prowadząca czynności śledcze FSB nie zainteresowały się też, dlaczego dwóch byłych kryminalistów zostało wyznaczonych do pchania trapu, którym miał schodzić prezydent innego państwa.

Długo nie posiedzą

Sędzia uznał także za bezpodstawne zgłoszone przez bliskich poszkodowanego żądanie przeprosin ze strony rosyjskiego ministerstwa obrony. Resort jednak deklarował, że po wyroku przeprosi rodzinę Andrzeja Przewoźnika za zachowanie swoich podwładnych. Jedyny postulat Jolanty Przewoźnik i jej córki zaaprobowany przez sąd to zwrot zabranego portfela z zawartością. I to nie całą, bo jedna z kart płatniczych zatrzymana przez bankomat zaginęła.

Natychmiast po odczytaniu wyroku na salę weszli policjanci, którzy zakuli Siergieja Syrowa w kajdanki. Po dopełnieniu ostatnich formalności został on wyprowadzony z budynku i zaprowadzony do karetki więziennej, którą odjechał. Zdążył jednak krótko porozumieć się z obrońcą. Mecenas Ludmiła Kniaziewa powiedziała po wyjściu dziennikarzom, że z pewnością będzie się odwoływać.

– Wyrok w odniesieniu do mojego klienta uważam za nadmiernie surowy. Już uzgodniliśmy, że zostanie zaskarżony. Sąd uznał Syrowa za najbardziej aktywnego w popełnieniu tego przestępstwa, ale w mojej ocenie niewystarczająco uwzględnił okoliczności łagodzące – stwierdziła. Te okoliczności to sytuacja życiowa Syrowa, który jest jedynym żywicielem rodziny, oraz obecna dobra opinia o nim.

Wszystkie te fakty, tak w odniesieniu do Syrowa, jak i pozostałych szabrowników, były znane sądowi, nawet przytoczył je w uzasadnieniu. Co więcej, jak to określił, „względy sprawiedliwości społecznej” skłoniły go, by nie dokładać już do wyroku grzywny ani ograniczenia wolności, co przewiduje kodeks karny, a co miałoby negatywny wpływ na rodziny skazanych.

Sędzia Ibragimow uwzględnił też przyznanie się do winy i dobrą współpracę z wymiarem sprawiedliwości. Nieco niższy wyrok w zawieszeniu dla Artura Pankratowa wynika zapewne z jego trochę mniejszego udziału w przestępstwie. – On wypłacał pieniądze tylko jeden dzień, a potem już nie wychodził i nie wziął części pieniędzy – mówi jego adwokat Paweł Romanienkow. W rzeczywistości Pankratow został przez wspólników oszukany przy podziale łupu.

Apelacja w Moskwie

Tak czy inaczej, trójka Pustowar, Pankratow i Sańkow może być spokojna. Wyszli z sądu wolni. Muszą jeszcze tylko do uprawomocnienia się wyroku zgłaszać się co jakiś czas na policję, a potem przez dwa lata uważać, żeby nie popełnić kolejnego przestępstwa.

Wszyscy pojawią się też w Moskwie na rozprawie apelacyjnej przed Wojskowym Sądem Okręgowym. Obrońcy trójki skazanej na karę w zawieszeniu nie planują odwoływać się, ale poza Syrowem ma taką możliwość jeszcze prokurator oraz strona poszkodowana. Podpułkownik Władimir Wikarczuk nie chciał jednak wczoraj rozmawiać z mediami. Natomiast Jolanta Przewoźnik nie wyklucza takiego kroku.

Wyrok z uzasadnieniem był bardzo długi. Sędzia czytał go prawie 40 minut. Ale to w większości powtórzenie znanych faktów i ustaleń dowodowych. Słuchając go, trudno wniknąć w tok rozumowania sędziego. Było oczywiste, że Syrow otrzyma wyrok surowszy niż jego koledzy, ale zaskakująca jest aż taka różnica między nimi. Prokurator żądał dla głównego oskarżonego 3 lat pozbawienia wolności, a dla pozostałych – 2,5 roku. Tymczasem wspólnicy Syrowa zostali potraktowani bardzo łagodnie.

Można w tym widzieć próbę takiego rozmieszczenia akcentów, że szabrowanie na miejscu katastrofy jest znacznie większym złem niż sama kradzież pieniędzy, ale w tej sytuacji dwa lata dla Syrowa to wyrok bardzo mały, biorąc pod uwagę ogólną surowość rosyjskiego wymiaru sprawiedliwości i fakt narażenia dobrego imienia sił zbrojnych. Z drugiej strony, państwo rosyjskie bardzo niechętnie karze własnych funkcjonariuszy, a oskarżeni w momencie popełnienia przestępstwa do tej uprzywilejowanej grupy należeli.

Wśród widzów, przede wszystkim rosyjskich dziennikarzy, przeważało współczucie dla Syrowa i przekonanie, że pozbawienie go wolności to skutek rozgłosu nadanego sprawie i jej politycznego wydźwięku. Dziennikarz smoleńskiego dziennika „Raboczij Put” (Droga Robotnicza) Michaił Matiuszenkow, który jako jedyny poza korespondentami „Naszego Dziennika” był na wszystkich rozprawach, powiedział po wyroku, że jest to tak naprawdę kara za złe wychowanie młodych ludzi.

– Obserwując przez tyle dni oskarżonych, ich wyjaśnienia i zachowanie, zrozumiałem, że oni, kiedy to wszystko robili przy bankomatach itd., w ogóle nie zdawali sobie sprawy z najważniejszego: że to jest coś złego, przestępstwo. Widzieliśmy w sądzie na ekranie ich szczerą radość, gdy bankomat wypłacił pieniądze. Dla nich to był dar losu, wygrana na loterii, że udało się coś znaleźć na wrakowisku – komentuje.

– Sąd dopytywał o moment ich zmowy. Ja myślę, że nie trzeba było żadnej zmowy. Dla nich to było oczywiste. Poczuli, że im się powiodło, i myśleli tylko o numerach PIN. O niczym innym. Nikt ich nie nauczył, że robią coś niemoralnego – dodaje.

Sąd zdecydował o odrzuceniu wniosków rodziny Przewoźnika. Zarówno odszkodowanie (zwrot wypłaconych 6 tys. zł), jak i zadośćuczynienie na rzecz stowarzyszenia Memoriał zostały już wypłacone. Ale sędzia uznał, że to „indywidualna inicjatywa strony bez wpływu na wyrok”. W tej sytuacji nawet adwokaci skazanych nie wiedzieli, co dalej zrobić.

Prawdopodobnie sędzia kierował się znajomością realiów postępowań tego typu. Akceptując roszczenia strony pokrzywdzonej, musiałby uznać, że zostały przez oskarżonych zaspokojone. A to okoliczność łagodząca (naprawa szkody, próba pojednania) i wyrok, przynajmniej dla Syrowa, musiałby być jeszcze niższy.

Piotr Falkowski, Smoleńsk