• Czwartek, 2 kwietnia 2026

    imieniny: Franciszka, Władysława, Arona

Polacy zasługują na poważne traktowanie

Środa, 11 września 2013 (18:48)

Ze Stanisławem Ożogiem, posłem PiS, wiceprzewodniczącym Podkarpackiej Rady Regionalnej PiS, rozmawia Mariusz Kamieniecki

 

Niepokoje społeczne, rozpoczynający się ogólnopolski protest związków zawodowych czy chociażby sondaże pokazują zapaść tego rządu. Kolejni posłowie opuszczają szeregi PO. Czy to już koniec rządów ekipy Donalda Tuska?

– Choć sondaże pokazują jednoznaczny spadek notowań i ekipa Donalda Tuska powinna zejść ze sceny już dawno, bo to najgorszy rząd od 1990 r., to wydaje mi się, że nie dojdzie do tego tak prędko.

Ten rząd i ta topniejąca w oczach koalicyjna większość będzie starała się trwać za wszelką cenę nawet, gdy stracą większość sejmową. Celem tej ekipy są przyszłoroczne wybory. Z pozycji partii rządzącej łatwiej jest prowadzić kampanię i wygrywać wybory. Będą to wybory do Parlamentu Europejskiego oraz jesienią wybory samorządowe.

Ta próba przetrwania Platformy Obywatelskiej jest zauważalna przez społeczeństwo i straszenie Jarosławem Kaczyńskim czy PiS już się nie sprawdza. Jest to szkodliwy rząd, który przypomnę obiecał obniżenie podatku VAT i skłamał. Co się stało z budżetem też widać gołym okiem, a dziura budżetowa Tuska i Rostowskiego przebija dwukrotnie słynną dziurę Bauca, która, przypomnijmy, zmiotła ze sceny politycznej rząd AWS. Opieka zdrowotna, opieka społeczna, oświata, nauka i szereg innych dziedzin pod rządami PO – PSL po prostu się sypią.

Jesteśmy też świadkami rozsypania się całego systemu podatkowego. Nasza gospodarka rozwija się w tempie poniżej jednego procenta i choć to niewiele, to nikt nie jest w stanie zrozumieć, jak nawet przy tak minimalnym wzroście mogło dojść do zapaści podatkowej. Okazuje się, że system podatkowy, system aparatu skarbowego po prostu u nas nie istnieje. Zaległości podatkowe są ogromne, bo na poziomie ponad 27 miliardów złotych, a ta administracja i ten rząd, owszem, ściągają podatki, ale z ledwo dyszącej budżetówki i biednych emerytów i rencistów.

Sporo do życzenia pozostawia też wykorzystanie środków z kończącej się perspektywy unijnej, które – wbrew temu, co twierdzi minister Bieńkowska – są poniżej średniej europejskiej. To wszystko składa się na fatalny obraz polskiej gospodarki i obraz tego rządu. Nic nie dadzą zmiany nawet spektakularne, jak chociażby zdymisjonowanie ministra Rostowskiego. Nie dajmy się jednak zwieść, za dramatyczny stan finansów publicznych, sektora samorządowego czy rządowego odpowiedzialny jest osobiście Donald Tusk i Platforma Obywatelska.

Ludzie mają już dość. Nic też dziwnego, że wychodzą na ulice. Nie daj Boże, żeby doszło do rozlewu krwi czy do zamieszek. Z drugiej strony należy zapytać, czy organizowanie szczytu klimatycznego w dniu Święta Narodowego 11 Listopada nie jest aby prowokacją. Tak czy inaczej ten rząd już dawno utracił mandat do rządzenia w Polsce i powinien jak najszybciej odejść w niebyt.       

Znakiem na drodze spodziewanych przemian w Polsce jest wygrana kandydata PiS w niedzielnych wyborach uzupełniających do Senatu na Podkarpaciu?

– Te przedterminowe wybory to skutek fatalnych rządów na Podkarpaciu koalicji PO – PSL – SLD i desygnowanego przez ten egzotyczny konglomerat byłego już marszałka Karapyty, który na skutek bezprecedensowej afery usłyszał zarzuty korupcyjne. Odwołanie poprzedniego marszałka i całego zarządu było konieczne także na skutek rażących zaniedbań dotyczących chociażby przygotowania dokumentów związanych ze strategią rozwoju województwa podkarpackiego, z założeniami do Regionalnego Programu Operacyjnego czy chociażby kontraktu terytorialnego.

Wobec powyższego, wzięliśmy na siebie odpowiedzialność za sprawy regionu w zakresie realizacji zadań, które wcześniej były zaniedbywane. Senator Władysław Ortyl, były wiceminister rozwoju regionalnego w rządzie Jarosława Kaczyńskiego, został marszałkiem województwa i z tego powodu konieczne były wybory uzupełniające. Postawiliśmy na Zdzisława Pupę, który był już wcześniej działaczem „Solidarności” RI, parlamentarzystą, doświadczonym samorządowcem. PiS uzyskało wynik 61-procentowy i zostawiło daleko w tyle koalicję PO – PSL, wspieraną przez SLD i Ruch Palikota, która zdobyła 21 proc., i Solidarną Polskę, której kandydat dostał 11 proc. głosów.

Jaka była ta kampania?

– Kampania była agresywna ze strony naszych przeciwników, którzy nie przebierali w środkach, żeby osiągnąć jak najlepszy wynik. Nie pomogły naloty dywanowe ministrów obecnego rządu i liderów innych ugrupowań. 40 proc. przewagi PiS nad połączonymi siłami PO – PSL świadczy o druzgocącej klęsce tej ekipy i tego układu. Na nic zdały się też zabiegi Solidarnej Polski, która wystawiła Kazimierza Ziobrę, wspieranego m.in. przez Zbigniewa Ziobrę, co sprawiało, że ludzie wobec manipulacji nazwiskami tak na dobrą sprawę nie wiedzieli, który to Ziobro startuje.

Wyborcy z Podkarpacia pokazali koalicji rządzącej Polską czerwoną kartkę, że najwyższy czas na zmiany nie tylko w regionie, ale i w całej Polsce. Sygnał do tego jest bardzo wyraźny.

Przegrani próbują jednak zlekceważyć wynik wyborczy, swoją przegraną tłumaczą niską frekwencją…

– Frekwencja na poziomie 15,84 proc. nie jest może najwyższa, jeżeli mamy na myśli wybory terminowe. Natomiast w przypadku wyborów uzupełniających do Senatu jest to frekwencja najwyższa od 13 lat. Z reguły wybory uzupełniające miały frekwencję na poziomie 3-5 proc. Wysoką 12-procentową frekwencję zanotowano w 2008 r., kiedy po śp. senatorze Andrzeju Mazurkiewiczu wygrał Stanisław Zając.

Podobnie poniżej 12 proc. było w Rybniku parę miesięcy temu, kiedy wybory uzupełniające do Senatu wygrał Bolesław Piecha. Teraz na Podkarpaciu była frekwencja blisko 16-procentowa. To bardzo dużo i jeżeli ktoś twierdzi inaczej, to proszę, żeby spojrzał na konkretne dane, a nie manipulował opinią publiczną.

Wygrana Zdzisława Pupy jest bezapelacyjna, to jednak walka – jak pan wspomniał – była zacięta i nie zawsze czysta. Czy chodziło tu tylko o mandat senatora?

– Wygrana to zwycięstwo PiS, co także podkreśla senator Zdzisław Pupa. Program PiS wygrał te wybory, inna sprawa, że kandydat był bardzo dobry, co także ma znaczenie. Wbrew temu, co usiłują sugerować nasi przeciwnicy, wybory te były bardzo ważne. To nie sondaż telefoniczny przeprowadzony na reprezentatywnej grupie tysiąca badanych osób, ale to była konkretna sytuacja: długopis, karta wyborcza, urna.

Jeżeli ponad 35,5 tysiąca ludzi opowiedziało się za PiS, a czterokrotnie mniej za koalicją PO – PSL i sześciokrotnie mniej za Solidarną Polską to o czymś to świadczy. Ten wynik ma swój bardzo istotny wymiar. 61 proc. wyborców opowiedziało się przeciwko polityce tego rządu, przeciwko Platformie Obywatelskiej i Polskiemu Stronnictwu Ludowemu. To najlepszy sondaż z jednej strony poparcia dla PiS, z drugiej zaś negacja polityki ekipy Donalda Tuska. To był miernik nastrojów społecznych panujących obecnie w Polsce. Był to plebiscyt, gdzie ludzie z własnej nieprzymuszonej woli poszli do lokali wyborczych w sposób bardzo precyzyjny i jednoznaczny dokonali wyboru, tym samym dając wyraz tego, co żyjący na Podkarpaciu myślą o obecnej rzeczywistości politycznej w Polsce.

PiS od Podkarpacia rozpoczyna marsz po objęcie rządów w Polsce?

– Zdecydowanie tak. O tym mówimy głośno i z tym się nie kryjemy. Jesteśmy na to gotowi.

Co wobec tego ugrupowanie Jarosława Kaczyńskiego ma do zaoferowania Polakom?

– Przede wszystkim chcemy Polakom zaoferować normalność, której od dawna próżno by szukać w naszym kraju. Nie może być tak, że w blisko 40-milionowym narodzie z bogatą historią i tradycją społeczeństwo staje się przedmiotem politycznych gierek. Nie może być tak, że decyzje o sprawach ważnych dla Polski zapadają gdzieś za zachodnią granicą, że tam są pisane podręczniki do historii naszej Ojczyzny, że ten Naród obdzierany jest z historii, że fałszuje się fakty, a wszystko to dzieje się za przyzwoleniem polskich władz.

Dość już rządów, które nie dbają o oświatę i wychowanie młodego pokolenia, które za nic mają polską rodzinę, której nie stwarza się warunków do posiadania potomstwa, co w konsekwencji prowadzi do stopniowego wymierania naszego Narodu. Nie godzimy się na kryzys moralny, ale i gospodarczy, gdzie dług publiczny pozbawia nadziei nawet nasze wnuki. Temu wszystkiemu musimy powiedzieć stanowcze nie. Tej wielowymiarowej ruinie chcemy przeciwstawić nasz program, ciągle modernizowany czy modyfikowany, bo sytuacja w Polsce jest dynamiczna.

Kiedy będziemy mogli poznać założenia tego programu dla Polski?

– Ostateczną wersję naszego programu przedstawimy w styczniu bądź w lutym przyszłego roku. W przeciwieństwie do obecnej władzy mówimy społeczeństwu, jak sytuacja wygląda. Nie organizujemy spotkań zamkniętych tylko dla wybranych. Nie chowamy prezesa Jarosława Kaczyńskiego przed ludźmi, tak jak robi to Platforma Obywatelska z Donaldem Tuskiem. Na spotkanie z Jarosławem Kaczyńskim może przyjść każdy, każdy też może zadać pytanie w przeciwieństwie do naszych oponentów. Ludzi nie należy się bać, dlatego nie uciekamy przed Polakami, nie boimy i nie wstydzimy się ludzi. Chcemy pracować na rzecz tego społeczeństwa, na rzecz naszej Ojczyzny, bo Polska i Polacy na to zasługują, zasługują też na poważne traktowanie.       

Dziękuję za rozmowę.                                

Mariusz Kamieniecki