Szabrownicy usłyszą wyrok
Środa, 11 września 2013 (02:00)Prokurator żąda 3 lat pozbawienia wolności dla Siergieja Syrowa i po 2,5 roku dla trzech pozostałych oskarżonych w procesie rosyjskich żołnierzy, którzy ukradli pieniądze za pomocą kart płatniczych Andrzeja Przewoźnika.
Sędzia ogłosi wyrok dziś w południe. Podsądni kajają się, mają nadzieję na karę w zawieszeniu. Ostatnie słowa oskarżonych były krótkie: „Żałuję, przepraszam”. – Do dziś nie rozumiem, jak mogłem to zrobić – powiedział Syrow. Przeprosił też nieobecnych poszkodowanych oraz współoskarżonych, których wciągnął do przestępstwa.
Wypowiedzi adwokatów były mocno polemiczne wobec linii prokuratury. Mecenas Ludmiła Kniaziewa przekonywała w imieniu Syrowa, że jedynie „fakt, iż poszkodowany był wyjątkową osobą, a cała sprawa ma kontekst polityczny”, powoduje, że oskarżenie żąda tak nieproporcjonalnego wymiaru kary. – Bez całego tła, katastrofy prezydenckiego samolotu i wielkiej tragedii byłaby to zwykła kradzież. A kradzieży u nas jest bardzo dużo. Przy takim rozmiarze i po naprawieniu straty, w normalnej praktyce nie zdarzają się wyroki inne niż w zawieszeniu – perorowała. Posunęła się do sugestii, że suma 6 tys. zł nie stanowi poważnej straty dla tak wysoko postawionej osoby jak „członek rządu”.
„Biedni złodzieje”
Na sprytnej prawniczce nie zrobił wrażenia fakt, że rodzina Andrzeja Przewoźnika wielokrotnie deklarowała, iż jest zainteresowana przede wszystkim potępieniem wyjątkowo nagannego czynu, a nie konkretną karą czy tym bardziej zyskiem.
Świadczy o tym dobitnie wola przekazania zadośćuczynienia na konto rosyjskiej organizacji społecznej prowadzącej działalność bliską życiowej misji tragicznie zmarłego sekretarza Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa.
Kniaziewa przyczyny popełnienia przestępstwa upatruje w osobistej „słabości ducha” jej klienta. Podkreślała, że od przestępstwa minęło dużo czasu i Syrow zdążył się zmienić, dojrzeć. Przedstawiła nową, pozytywną opinię z jego zakładu pracy.
– Ludzie tacy jak on, z kryminalną przeszłością, z zarzutami, nie znajdują łatwo pracy, a on ją ma i sprawuje się wyjątkowo dobrze. Jest ceniony, rozwija się. W tym czasie ożenił się, ma dziecko i jest jedynym żywicielem rodziny – przekonywała.
Adwokat wysunęła też argument, że trudno mówić o zamiarze popełnienia przestępstwa, gdy nie ma jakiegoś rozumnego planu, strategii dokonania zbrodni i jej ukrycia. Tymczasem działania podsądnych to miał być wynik spontanicznego impulsu niezbyt rozgarniętych wyrostków.
Argumenty podważające zamiar podejmowania dalszych sum pieniędzy wysuwali też pozostali adwokaci. Bo gdy udowodni się, że zamiar dotyczy mienia „o znacznym rozmiarze”, kara jest większa. A „znaczny rozmiar” to ponad 250 tys. rubli. Na kartach Przewoźnika było więcej pieniędzy, ale – jak przekonywali mecenasi – ich klienci o tym nie wiedzieli, bo znali stan tylko jednego rachunku, na którym było akurat mniej niż graniczna suma (ok. 165 tys. rubli).
Odpowiedź prokuratora była bardzo prosta. – W toku postępowania sądowego wszyscy oskarżeni przyznali, że zamierzali podjąć wszystkie pieniądze ze wszystkich kart, o ile tylko dadzą radę. A przecież podsądny może bronić się jak chce, może milczeć lub nawet kłamać – stwierdził ppłk Władimir Wikarczuk.
Adwokaci podkreślali, że oskarżeni przyznali się od razu, współpracowali ze śledczymi, naprawili szkodę oraz zapłacili zadośćuczynienie za straty moralne. Inne argumenty obrońców odwoływały się do osobistej sytuacji ich klientów. Dowiedzieliśmy się, że ojciec Artura Pankratowa jest ciężko chory, a jego matka (prywatny przedsiębiorca) i on sam mają do spłacenia ok. 450 tys. rubli (ok. 45 tys. zł) kredytu.
W jego imieniu mec. Paweł Romanienkow przekonywał, że o wyroku nie może decydować „polityczny rezonans katastrofy”. Z kolei mec. Władimir Pawłow (obrońca Sańkowa) stwierdził, że nie do końca znamy motywy sprawców, ale i tak zadaniem społeczeństwa jest raczej wychowywać, niż karać. Z kolei mec. Anatolij Iwaszkow w imieniu Igora Pustowara akcentował przede wszystkim wyjątkowość swojego klienta. Pustowar jako jedyny był dotąd niekarany. – Kara sprawiedliwa musi być indywidualna – przekonywał Iwaszkow.
Wstyd, żołnierze
Na tym tle mowa oskarżycielska mogła się wydawać bardzo monotonna. Wikarczuk powtarzał, odczytując beznamiętnie z kartki, rzeczy już znane: okoliczności, dowody, wymieniał świadków. Włączył do przemówienia także ogólnikowe wywody o szkodliwości przestępstw przeciwko mieniu, zapewne cytując jakiś podręcznik. Do tego wybrał fragmenty niezbyt adekwatne, jak te, gdzie stwierdza się, że „każde przywłaszczenie mienia to strata dla gospodarki narodowej” i „szkodzi rozwojowi kraju”.
Niektóre wywody prokuratora trafiają jednak w sedno. – Przestępstwo popełnili odbywający służbę wojskową, powołani przez społeczeństwo i państwo do wypełnienia obowiązku ochrony i obrony bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej. Obywatele widzą w żołnierzach przede wszystkim ludzi niezdolnych do uczynienia im jakiejkolwiek szkody.
Jednak przestępcze zachowanie takich oto niedbałych poborowych depczących prawo, działających wbrew interesom społeczeństwa, niszczy zaufanie ludzi oczekujących od mundurowych pomocy – mówił prokurator wojskowy.
– Tak podrywa się autorytet sił zbrojnych w oczach ludności. W czasie popełnienia inkryminowanych przestępstw oskarżeni powinni byli znać i wypełniać nakazy przepisów sił zbrojnych FR. Oskarżeni złamali nie tylko prawo powszechne, ale i przysięgę wojskową, w której znajduje się obietnica przestrzegania konstytucji i ustaw Federacji Rosyjskiej – dodał.
Prokurator podkreślił, że wszystkie punkty oskarżenia zostały podparte zarówno dowodami rzeczowymi, jak i zeznaniami świadków oraz potwierdzone w wyjaśnieniach oskarżonych. Wniósł o zasądzenie dla Syrowa, jako inicjatora przestępstwa, trzech lat pozbawienia wolności, a dla pozostałych oskarżonych po dwa i pół roku.
Piotr Falkowski, Smoleńsk