Śmieciowe emerytury
Środa, 11 września 2013 (02:00)Likwidacja umów śmieciowych to jeden z głównych postulatów związków zawodowych, które dzisiaj rozpoczynają w Warszawie akcję protestacyjną. Takich umów może być jeszcze więcej, gdy ruszy rządowa reforma systemu emerytalnego.
Okazuje się też, że niewiele da przyszłym emerytom podniesienie wieku emerytalnego, o czym w ubiegłym roku zdecydowała koalicja PO – PSL. Związki zawodowe od początku przestrzegały przed negatywnymi skutkami tych rozwiązań, które godzą w pracowników, zwłaszcza starszych. Chodzi o to, że wiele osób nie będzie w stanie pracować do 67. roku życia. Teraz okazuje się, że nawet jak damy radę dłużej pracować, to wcale nie będziemy mieli z tego powodu wyższej emerytury.
A miało być wedle zasady – im dłużej popracujesz, tym więcej pieniędzy odłożysz i tym większą dostaniesz emeryturę. Rząd przekonywał, że podnosi wiek emerytalny do 67 lat właśnie w trosce o wysokość przyszłych świadczeń.
Dziś wyszło szydło z worka: emeryci prawie w całości mają wrócić na garnuszek ZUS. A tu, w miarę pogarszania się sytuacji demograficznej kraju, emerytury będą stopniowo coraz niższe i coraz później wypłacane. Zamiast zmusić otwarte fundusze emerytalne do efektywnego pomnażania kapitału przez odpowiednie regulacje, rząd wylał dziecko z kąpielą.
Co więcej, przyszli emeryci jeszcze szybciej odczują negatywne skutki reformy emerytalnej. – Składka emerytalna straci walor „odłożonego kapitału”, który pracuje na nasze zabezpieczenie, i ponownie stanie się „podatkiem” – zwraca uwagę dr Cezary Mech, były minister finansów.
A wiadomo, że obywatel, jak świat długi i szeroki, podatków raczej unika. Toteż pierwszym skutkiem rządowej reformy w OFE będzie wzrost zatrudnienia na czarno, liczby umów „śmieciowych” oraz umów o pracę za minimalną stawkę wynagrodzenia. Słowem, patologie na rynku pracy, przeciwko którym protestują związki zawodowe, ulegną dalszemu pogłębieniu.
– Będzie to miało dewastujący wpływ na finanse publiczne. Wystąpią naciski grupowe, aby składki nie płacić, a jak najwyższe emerytury pobierać – przestrzega dr Mech. Bo może istotnie spaść pobór składki.
Trudno oczekiwać, aby rządowa reforma spowodowała polepszenie bytu przyszłych emerytów. Za to można być niemal pewnym, że jeśli na rynku pracy będzie jeszcze więcej patologii związanych z umowami o pracę, które krytykują związki zawodowe, to jeszcze bardziej pogorszy się sytuacja pracowników najemnych, bo będą mieli mniejsze szanse na otrzymanie stałej umowy o pracę, a co za tym idzie – jeszcze mniej środków trafi na ich subkonta w ZUS.
Trudno zaś oczekiwać od ludzi, którzy będą dostawali niewielkie pensje, aby z nich jeszcze odkładali po kilkaset złotych miesięcznie na swoją emeryturę. Za kilkadziesiąt lat będzie więc tak, że emeryci staną się klientami pomocy społecznej, bo nie będą mieli żadnych oszczędności na życie bądź będzie tych pieniędzy bardzo mało.
W ramach reformy otwarte fundusze emerytalne utracą część obligacyjną, tj. 120 mld zł, ulokowaną w papierach dłużnych Skarbu Państwa. Ale nie tylko. Będą także musiały przekazywać co roku do ZUS po 10 proc. środków należących do osób zbliżających się do emerytury.
Ów mechanizm, nazwany suwakiem, obejmie tych ubezpieczonych, których dzieli dziesięć lub mniej lat od przejścia na emeryturę. W przyszłym roku, jak ogłosiło Ministerstwo Finansów, przesunięta zostanie w ten sposób z OFE do ZUS kwota 4,4 mld zł, ale w kolejnych latach przesunięcie będzie narastać. Z niewątpliwą korzyścią dla budżetu, bo minister finansów będzie mógł o tyle mniej dopłacać do ZUS. Po prostu będzie sukcesywnie przejmował emerycki kapitał, wydając go na wypłatę bieżących świadczeń.
Ujemna waloryzacja
Ale będzie to korzyść budżetu na krótką metę, bo równocześnie będą lawinowo narastać przyszłe zobowiązania ZUS. Jeśli państwo zabiera ludziom kapitał, to potem będzie musiało ich utrzymywać. W efekcie przyszłe emerytury będą głodowe. – Oszczędzanie w obu filarach przez 35 lat przy składce od miesięcznego wynagrodzenia na poziomie 2,5 tys. zł da emeryturę na poziomie 800 zł – wylicza ekonomista dr Zbigniew Kuźmiuk, poseł PiS.
Wirtualny zapis na subkoncie w ZUS ma być waloryzowany nie rentownością obligacji, lecz… wielkością wzrostu PKB. Rozwiązanie przyjęte przez rząd jest dla emerytów wyjątkowo niekorzystne. Jeśli przeciągnie się stagnacja w gospodarce, a wzrost długoterminowy będzie powolny, na poziomie 0,5 proc. PKB, jak prognozuje Bank Światowy, to nasze oszczędności emerytalne na subkontach ZUS, skądinąd wirtualne, pochłonie inflacja. W przypadku recesji subkonta będą kurczyć się w tempie pożaru.
Ukryta wyprzedaż
Na razie właściciele oszczędności – w miejsce przejmowanych przez ZUS akcji spółek giełdowych – otrzymają wirtualny wpis na subkoncie w ZUS. – OFE, żeby dostarczyć do ZUS gotówkę, będą musiały o 10 lat wcześniej spieniężać walory, w których ulokowały składki emerytów, nie wspominając pierwszorocznego efektu odpływu członków do ZUS – tłumaczy Cezary Mech.
Szacuje się, że w rękach OFE znajduje się obecnie 18-20 proc. aktywów na Giełdzie Papierów Wartościowych. Aktualnie właścicielami tej puli są obywatele polscy – członkowie OFE. Co się stanie, gdy OFE rzucą wielomilionowe aktywa na rynek? – Gros akcji zakupią inwestorzy zagraniczni, którzy operują największym kapitałem na rynku – przewiduje dr Mech. – Proponowana przez rząd operacja jest de facto formą ukrytej prywatyzacji resztek polskiego majątku na rzecz obcych podmiotów – podkreśla.
Wycofanie lwiej części kapitału emeryckiego z giełdy spowoduje głęboką przecenę akcji. Jej początki już obserwowaliśmy: zaraz po ogłoszeniu reformy WIG20 stracił blisko 6 proc., a z giełdy wyparowało, według wyliczeń ekspertów, od 50 do 72 mld złotych. Dla zagranicznej konkurencji, w tym inwestorów ze Wschodu, to znakomita okazja do przejęcia polskich przedsiębiorstw o znaczeniu strategicznym po zaniżonej cenie.
Nieuczciwy deal
Co zaś do tej części oszczędności emerytalnych, która pozostanie w OFE na zasadach dobrowolnego wyboru, rząd wystawił interesy emerytów na spekulację rynków. Według Zbigniewa Kuźmiuka, żaden system emerytalny na świecie nie przewiduje tak absurdalnych rozwiązań. – Rząd skazał ubezpieczonych na grę na giełdzie o swoją przyszłą emeryturę – podsumowuje Kuźmiuk. OFE staną się, według niego, hiperryzykownymi funduszami.
OFE będą mogły inwestować nie tylko w akcje spółek giełdowych, ale prawdopodobnie także w ryzykowne instrumenty pochodne. Będą też mogły lokować 30 proc. środków w walory zagraniczne (dotychczas było to 5 proc.).
Wobec braku możliwości kontroli KNF nad tego rodzaju operacjami grozi to wytransferowaniem pieniędzy polskich emerytów za granicę, utopieniem oszczędności – za przykładem Bernarda Madoffa, amerykańskiego potentata ubezpieczeniowego – w szemranych transakcjach na światowych rynkach. Ponadto OFE uzyskają dodatkowo prawo inwestowania w nieruchomości.
– To skandal. W wypadku funduszy emerytalnych dopuszczalne powinny być wyłącznie transparentne transakcje, tzn. inwestycje w aktywa wyceniane na rynku, aby codziennie można było precyzyjnie wyliczyć zysk lub stratę. Nieruchomości nie podlegają wycenie rynkowej, lecz ewentualnie eksperckiej. To ogromne pole do nadużyć – ostrzega dr Mech.
Liberalizacja przepisów krępujących OFE, to – zdaniem ekonomistów – efekt dogadania się rządu z powszechnymi towarzystwami emerytalnymi, które zarządzają funduszami. Rodzaj zapłaty za wytransferowanie części kapitału OFE do ZUS. Ten deal dokonany zostanie kosztem emerytów. Ryzyko po ich stronie wzrośnie, po stronie PTE – zmaleje. Jak to możliwe?
– Przez rezygnację z miernika minimalnej stopy zwrotu na rzecz benchmarków (np. indeksu giełdowego WIG20). Jeśli dany OFE osiągnął wynik poniżej minimalnej stopy zwrotu, to zarządzające PTE musiało dokładać do interesu, podczas gdy inwestując w benchmark, PTE nic nie ryzykuje, bo straty na giełdzie obciążą kieszeń przyszłego emeryta. A walka menedżerów będzie się odbywała nie o efektywniejsze zarządzanie, ale o to, aby spółka znalazła się w benchmarku – tłumaczy Cezary Mech.
Małgorzata Goss