• Niedziela, 15 marca 2026

    imieniny: Klemensa, Ludwiki, Longina

Nie jesteśmy "sektą smoleńską"

Wtorek, 10 września 2013 (21:19)

Tradycyjnie od 41 miesięcy rodziny smoleńskie oraz rzesze wiernych zgromadziły się w bazylice archikatedralnej pw. Męczeństwa św. Jana Chrzciciela w Warszawie, by na wspólnej modlitwie eucharystycznej polecać miłosiernemu Bogu wszystkie ofiary katastrofy rządowego samolotu Tu-154M w kwietniu 2010 roku.

– Przybywamy, bo pamiętamy. Przybywamy, bo kochamy. Przybywamy, bo chcemy, aby miłość i prawda zwyciężały – powiedział ks. prałat Bogdan Bartołd, proboszcz warszawskiej archikatedry, który przewodniczył Eucharystii sprawowanej w intencji w intencji ofiar smoleńskich.

Na wstępie dzisiejszej homilii ks. Bartołd przypomniał, że uczniów Chrystusa, którymi jesteśmy, powinna charakteryzować miłość.

– Prawdziwa miłość wymaga i trudu, i poświęceń. Wymaga przezwyciężania siebie i tego, co nazywamy, my, ludzie wiary, dźwiganiem krzyża – wskazał kapłan, dodając, że nigdy nie jest tak, aby miłość była niemożliwa, o ile powierzymy ją Panu Bogu.

Kaznodzieja zwrócił ponadto uwagę, że „źródłem praw człowieka nie jest prawo ludzkie, ale prawo Boże”. – Bo to z Ewangelii, a nie z Konstytucji wypływa przykazanie miłości Boga i bliźniego – wskazał.

Ksiądz Bogdan Bartołd przypomniał, że 10 kwietnia 2010 roku śmierć poniosła cała delegacja udająca się na uroczystości 70. rocznicy zbrodni katyńskiej dokonanej na Polakach. Jak zauważył kaznodzieja, dramatyczne wieści napływające ze Smoleńska sprawiły, że po całej Polsce rozlały się smutek i cierpienie.

– Jakże wtedy czuliśmy wszyscy, że cała Polska została tak boleśnie zraniona. Ale była w nas również i ta wielka wiara, że jeśli będziemy mądrzy, pokorni i jeśli okażemy się być uczniami Chrystusa, to z tych ran otwartych może popłynąć przeogromne dobro – zwrócił uwagę ks. Bartołd, dodając, iż w sercach Polaków rodziła się wiara, że z tych bolesnych wydarzeń może popłynąć także dar jedności czy wzajemnego szacunku.

Jak podkreślił kaznodzieja, wówczas byliśmy przekonani, że będzie między nami więcej zrozumienia, a mniej kłótni i waśni.

– Wtedy, w tym samolocie, wszyscy lecieli razem. Ramię w ramię. W jednym kierunku, by uczcić ofiary katyńskiej zbrodni. Nikt z nich nie wiedział, że wsiadając do samolotu, że znicze, które zabrali ze sobą i które miały zapłonąć w miejscu kaźni z roku 1940, będą paliły się dla ich pamięci – podkreślił.

Proboszcz archikatedry warszawskiej dodał, że tragedia smoleńska miała nam pokazać, iż w istocie nasz los jest wspólny. – A dziś niestety widzimy, jak poprzez różne kłamstwa, niedomówienia, nienawiść zostaliśmy podzieleni – zaznaczył kaznodzieja i dodał, że „mimo upływu czasu nie mamy wewnętrznego pokoju”.

– Wciąż nam brakuje prawdy. A człowiek do prawdy został stworzony przez Boga, by ją poszukiwał, by jej doświadczał – zaznaczył ks. prałat Bohdan Bartołd.

Zwrócił przy tym uwagę, iż szybko powróciła mowa nienawiści i pogardy, a tych, którzy domagają się prawdy o wydarzeniach 10 kwietnia 2010 roku – zaznaczył kapłan – nazywa się dzisiaj „sektą smoleńską”.

– Nie jesteśmy „sektą smoleńską”, która zagubiła się w dzisiejszym świecie i nie wie, dokąd zmierza. Jesteśmy ludźmi miłującymi prawdę i dobro. Jesteśmy uczniami Chrystusa, który nas wybrał i umiłował do końca. Jesteśmy, jak nam przypomina Prymas Wyszyński, dziećmi Bożymi – nie sektą – wskazał ks. Bartołd.

Transmisję Mszy św. przeprowadziły Radio Maryja i Telewizja Trwam.

Izabela Kozłowska