• Czwartek, 2 kwietnia 2026

    imieniny: Franciszka, Władysława, Arona

Nie chcemy podpalać Polski

Wtorek, 10 września 2013 (18:17)

Z Tadeuszem Majchrowiczem, wiceprzewodniczącym NSZZ „Solidarność”, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Jutro rozpoczyna się kilkudniowy protest przeciwko polityce rządu PO – PSL. Biorąc pod uwagę wachlarz uczestników, będzie to chyba akcja niespotykana w Polsce po 1989 r.?

– Sytuacja w Polsce jest nadzwyczajna. Niestety nasz kraj jest w bardzo trudnej sytuacji. Dzięki przyjaznym rządowi mediom i PR-owi uprawianemu przez Platformę Obywatelską ludzie są wprowadzani w błąd, skołowani, ogłupiani i nie zdają sobie sprawy z tego, co nam grozi. Tak na dobrą sprawę w Polsce nie ma dzisiaj ani jednej branży czy dziedziny życia, która funkcjonowałaby normalnie – począwszy od gospodarki, ubezpieczeń społecznych, służby zdrowia skończywszy na edukacji itp. Ten katastrofalnie zły stan rzeczy spowodował, że głoszone przez NSZZ „Solidarność” postulaty zyskały poparcie nie tylko pozostałych dwóch central związkowych: OPZZ i Forum Związków Zawodowych, ale także wielu różnych środowisk, które przyjadą do Warszawy w geście poparcia na nasze dni protestu. Będą to m.in. NSZZ „Solidarność” Rolników Indywidualnych, z OPZZ-tem będą działkowcy, będą spółdzielcy tzw. oburzeni, młodzi ludzie, którzy protestowali przeciwko Acta i wiele innych środowisk, którym polityka tego rządu się nie podoba. Takiego pospolitego ruszenia w Polsce dotychczas rzeczywiście jeszcze nie było.

O czym to świadczy?

– To dowodzi, że przedstawiane przez nas postulaty nie tylko związkowe, pracownicze, ale także ogólnonarodowe zyskują poparcie. Domagamy się m.in. zmian w Konstytucji Rzeczypospolitej w sprawie referendów obywatelskich. Nie może być w Polsce tak, że 2,5 miliona podpisów zebranych przez „Solidarność” w sprawie referendum dotyczącego wieku emerytalnego nic nie znaczy, bo koalicja rządząca – „wybrańcy narodu” mówią, że wiedzą lepiej, do jakiego wieku Polacy mają pracować i podnoszą wiek emerytalny do 67. roku życia, a prezydent Komorowski to akceptuje. Zależy nam na tym, aby w ważnych sprawach dla Narodu polskie społeczeństwo mogło się wypowiadać w referendum. Jest także wiele innych postulatów nie tylko pracowniczych, ale także społecznych.  

O tym, że protest się odbędzie, wiadomo było od dawna. Tymczasem rząd nie zrobił nic, żeby usiąść do stołu i przynajmniej próbować rozmawiać. Koalicji PO – PSL nie zależy na porozumieniu?

– Rząd pod kierownictwem Donalda Tuska robi wszystko, żeby jeszcze bardziej zdeterminować i zachęcić ludzi do przyjazdu do Warszawy na 14 września i dni poprzedzające tę datę. Ten rząd, działający na zlecenie Platformy Obywatelskiej, robi wszystko, żeby atakiem i próbami zmian w ustawie o związkach zawodowych sprowokować cały ruch związkowy w Polsce. Wprowadzenie bez dialogu, bez uzgodnień elastycznego czasu pracy i podpis prezydenta świadczą o tym, że ten rząd, ta władza nie chcą rozmawiać ze społeczeństwem, ze związkami zawodowymi. Przewodniczący NSZZ „Solidarność” Piotr Duda, przewodniczący OPZZ Jan Guz, przewodniczący Forum Związków Zawodowych Tadeusz Chwałka skierowali do prezydenta Komorowskiego pismo, które pozostało bez odpowiedzi samego prezydenta, a także jego kancelarii. Jak można dłużej żyć w kraju, gdzie głos społeczny jest lekceważony przez władzę, która ze swej natury powinna służyć, a nie utrudniać życie obywatelom. Przecież my, jako związki zawodowe, nie reprezentujemy siebie, ale wszystkich pracujących Polaków. Jeżeli cokolwiek wynegocjujemy z pracodawcami, to nie dla siebie, ale dla pracowników.

W przeddzień protestu premier zarzucił trzem centralom związkowym działanie polityczne. Czy Donald Tusk ze swoją ekipą dąży do konfrontacji?

– Wydaje mi się, że rządzący dziś Polską stracili rozum. Kombinować nad wprowadzeniem zmian w ustawie o związkach zawodowych, które to zmiany, de facto, mogą prowadzić do likwidacji ruchu związkowego w Polsce, może tylko ten, kto stracił rozum. Myślę, że rząd Donalda Tuska jest na tym etapie. Ci ludzie potracili rozum i już nie wiedzą, co począć dalej. Przez jakiś czas fascynowali się słupkami sondażowymi, które radykalnie zaczęły spadać i w tej sytuacji, której – pewni siebie widać nie przewidzieli – zaczynają robić jakieś dziwne ruchy.

Akcja „STOP – dość lekceważenia społeczeństwa – Ogólnopolskie Dni Protestu”, to nie są żadne działania polityczne, jak głosi premier Tusk. Jeżeli trzy centrale związkowe zawiesiły udział w Komisji Trójstronnej, to tylko dlatego, że nie chcą być przysłowiowym kwiatkiem do kożucha. Weźmy chociażby sytuację, kiedy np. minister Kosiniak-Kamysz przychodzi na spotkanie i łaskawie komunikuje, co uzgodnił z pracodawcami, którzy nota bene przyklepują każdą propozycję rządu. To pokazuje, dlaczego ten pozorowany przez rząd dialog musiał zostać przerwany. Trzy centrale związkowe doszły do przekonania, że czas najwyższy zerwać z tą fikcją i skoro po drugiej stronie nie ma partnera do rozmów, to trzeba go sobie poszukać, zmieniając dotychczasowego.

Rzeczywiście strona związkowa nie ukrywa, że celem tych protestów jest odsunięcie od władzy Donalda Tuska i jego ekipy….

– Naszym celem jest doprowadzenie do sytuacji, żeby ten rząd przeszedł do historii, a raczej na śmietnik historii i to jak najszybciej. Polskie społeczeństwo i związki zawodowe, które je reprezentują, nie mają już o czym rozmawiać z tą władzą. Dlatego nie planujemy żadnych protestów przed Kancelarią Prezesa Rady Ministrów. Z tym rządem, który wykazał się totalną ignorancją, hipokryzją i niejednokrotnie pokazał, że ma w poważaniu postulaty związkowe, nie mamy już nic do rozmowy. Wielu ludzi, którzy są przy władzy, zapomniało, że to dzięki „Solidarności” piastują swoje urzędy, bezczeszcząc ideały ruchu społecznego, który wyniósł ich na szczyty.          

Patrząc na sondaże, widać, że poparcie dla PO jest coraz niższe. Czy wasz protest doprowadzi do dymisji rządu?

– Uważam, że wybory przedterminowe do parlamentu powinny się odbyć jak najwcześniej. Społeczeństwo powinno wybrać takich ludzi, którzy będą słuchać Narodu przez cały czas, a nie tylko podczas kampanii wyborczej. Nie może być tak, że podczas kampanii wyborczej najdroższy jest wyborca, a zaraz po wyborach drożeje wszystko. Poprzez ten protest chcemy obudzić polskie społeczeństwo. Zależy nam na tym, aby ludzie wreszcie przejrzeli na czy i wybrali takich przedstawicieli, którzy będą działać dla dobra swojej Ojczyzny, a nie tylko na rzecz swojej partii. Nie może być tak, że liczy się tylko interes partyjny i słupki poparcia w sondażach. Najwyższy czas, żeby zaczął się liczyć interes polskiego społeczeństwa, interes polskiego Narodu.

Nie obawiacie się prowokacji?

– Patrząc na to, z kim mamy do czynienia, wszystko jest możliwe. Owszem, liczymy się z tym, ale nie mamy już innego wyjścia. Polska i my wszyscy jesteśmy pod ścianą i nie mamy się gdzie cofnąć. 2 tysiące policjantów będzie jutro protestowało pod Ministerstwem Spraw Wewnętrznych, tych samych funkcjonariuszy, których część być może przebierze mundury i będzie ochraniało nasze miasteczko i nasz protest. Policjanci, służba więzienna i wielu przedstawicieli różnych resortów idzie z nami. Trudno się zresztą temu dziwić, skoro nie ma ani jednego resortu, o którym można by powiedzieć, że jest normalnie.

A zatem Donald Tusk został sam ze swoją ekipą?

– Myślę, że tak. Dzisiaj marszałek Kopacz zapowiedziała, że podczas protestu pod Sejmem nie będzie żadnych barierek. To tylko pokazuje, że ta władza sama wystarczająco odgrodziła się od polskiego społeczeństwa i w tej sytuacji żadne dodatkowe barierki nie są już konieczne. Rządzący już dawno przestali słuchać społeczeństwa, a my jesteśmy bez wyjścia i musimy walczyć o godność ludzi pracy. W Polsce, niestety, doszliśmy do momentu, kiedy setki ludzi są zwalniani czy wyrzucani z pracy wyłącznie dlatego, że mają odwagę upominać się o swoje słuszne prawa. Kuriozalnym jest przypadek spod Grójca, gdzie człowiek upomniał się od 2 tysiące złotych wynagrodzenia, a właściciel firmy budowalnej z innym pracownikiem wywieźli go i okaleczyli z zamiarem pozbawienia życia. To są sytuacje dramatyczne, do których nigdy wcześniej nie dochodziło i więcej dochodzić nie może.

Przewodniczący Piotr Duda apelował do pracodawców, aby nie utrudniali swoim pracownikom udziału w warszawskich protestach. Są przypadki, że pracodawcy utrudniają?

– Nie mamy informacji o szykanach ze strony pracodawców. Natomiast zaczynają do nas docierać sygnały, że część przewoźników jest szykanowana za to, że udostępniają pojazdy dla demonstrantów, którzy udają się do Warszawy.

Dzisiaj uczestniczył Pan w spotkaniu przedstawicieli forum central związkowych, biorących udział w rozpoczynającym się jutro proteście. Jakie są ostatnie ustalenia?

– Były to ostatnie uzgodnienia, bo wszystko jest już od dawna dopracowane w szczegółach. Dzisiaj też spotykamy się z policją i funkcjonariuszami, którzy będą odpowiedzialni za poszczególne odcinki, gdzie demonstracja będzie się odbywała. Współpraca z policją i z Biurem Bezpieczeństwa i Zarządzania Kryzysowego Miasta Stołecznego Warszawy układa się bardzo dobrze. Wszyscy są świadomi, że nie przyjeżdżamy, aby podpalać Warszawę, ale po to, żeby wyrazić swoje niezadowolenie z siedmiu lat rządów Donalda Tuska i jego ekipy. Nam niepotrzebne są barierki, nie potrzeba nam także kordonów policji. Poprzez swoje służby porządkowe będziemy się starali zadbać o to, żeby nie doszło do prowokacji. Z naszej strony będziemy też uczulali policję na ewentualnie utrudnienia, jakie mogą się pojawić. Jeżeli zauważymy prowokatorów, będziemy to zgłaszać policji, aby w zarodku tłumić zagrożenie. Nie chcemy, żeby cała Polska liczyła rozbite szyby, spalone opony czy inne zniszczenia. Chcemy, żeby cała Polska dowiedziała się, z jakimi postulatami demonstranci przyjeżdżają do Warszawy.

Dziękuję za rozmowę.     

Mariusz Kamieniecki