Platforma z Warszawą w tle
Wtorek, 10 września 2013 (02:10)Referendum w sprawie odwołania prezydent Warszawy wpłynie na wybory szefów regionów w Platformie Obywatelskiej. Kto zyska, kto straci na odwołaniu Hanny Gronkiewicz-Waltz?
Newralgicznym regionem w walce o wpływy w Platformie Obywatelskiej jest na pewno Dolny Śląsk, któremu szefuje Grzegorz Schetyna. Donald Tusk chciałby na jego czele umieścić Jacka Protasiewicza i w ten sposób pokazałby Schetynie miejsce w szeregu. Ale świadkiem nie mniej ostrej rywalizacji staje się Mazowsze, gdzie szefem PO jest poseł Andrzej Halicki, jeden z najbliższych współpracowników Schetyny. Halickiemu pomagają kłopoty, jakie spadły na prezydent Warszawy Hannę Gronkiewicz-Waltz.
Mazowsze jest ważne
Sytuację wewnętrzną w Platformie znacznie skomplikowały wybory przewodniczącego partii, które co prawda wygrał Tusk, ale nie z takim wynikiem, jak się spodziewał. Okazało się, że opozycja w partii wobec Tuska jest większa, niż przypuszczano. I to opozycja skupiona raczej nie wokół Jarosława Gowina, ale wciąż wokół Grzegorza Schetyny.
– Nie przeciwstawialiśmy się zabiegom premiera, który chciał usunąć z partii Gowina przed wyborami szefów regionów, bo wbrew pozorom nie miał on za sobą zbyt wielu szabel w PO. A my nie mogliśmy teraz wywoływać wojny z Tuskiem o Gowina – mówi nam jeden z posłów z frakcji Schetyny.
– Po odejściu Gowina sytuacja w partii jest zresztą bardziej jednoznaczna: z jednej strony Tusk, a z drugiej Schetyna – wyjaśnia. W tej konfiguracji były szef MSWiA jest de facto jedyną opozycją wobec Tuska, a ponieważ grono działaczy niezadowolonych z polityki premiera jest w partii spore, Schetyna może skupić wokół siebie liczne grono niezadowolonych.
– To przynaj- mniej co trzeci członek Platformy – twierdzą schetynowcy.
Schetyna liczy na to, że uda mu się utrzymać w swoim ręku Dolny Śląsk, a także na to, że kilka regionów będzie kierowanych przez jego ludzi. W tym kontekście kluczowe jest Mazowsze. Od 2010 r. szefem największej struktury wojewódzkiej PO w Polsce jest poseł Andrzej Halicki – wcześniej Mazowsze było w rękach marszałek Sejmu Ewy Kopacz, wówczas ministra zdrowia.
Kopacz złożyła tę funkcję, bo Tusk zdecydował, że ministrowie nie mogą być szefami regionów (w nagrodę została wiceprzewodniczącą PO). Jednak cały czas pozycja Halickiego jest kwestionowana przez część działaczy z obozu Tuska. Mocne wpływy w regionie ma chociażby prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz, wiceprzewodnicząca Platformy.
– Nie mamy złudzeń, że plan premiera polega na tym, że na Dolnym Śląsku i na Mazowszu szefami regionów mają zostać posłuszni mu działacze. Jeśli to by mu się udało, to i w innych regionach nasza pozycja byłaby dużo słabsza. A w rezultacie niedługo zaczęłoby się wypychanie Grzegorza Schetyny z Platformy, jak to miało miejsce z Gowinem – mówi senator PO. – Dlatego utrzymanie Mazowsza jest nie mniej ważne niż Dolnego Śląska – dodaje.
Referendum pomaga
Wśród działaczy mazowieckiej PO skupionych wokół Andrzeja Halickiego panuje przekonanie, że ich patronowi sprzyjają kłopoty, jakie ma teraz Hanna Gronkiewicz-Waltz.
Jeszcze niedawno prezydent Warszawy była wymieniana wśród głównych rozgrywających przed wyborami szefa regionu, a atmosfera wrogości, jaka istnieje między nią a Schetyną, nie jest w PO dla nikogo tajemnicą.
Teraz jednak Gronkiewicz-Waltz ma poważniejsze zmartwienia niż walka ze schetynowcami, bo musi przede wszystkim walczyć o uratowanie swojej posady w warszawskim ratuszu. Zresztą poseł Halicki stara się i przy tej okazji wzmacniać swoją pozycję.
Należy bowiem do tych polityków PO, którzy najostrzej krytykują referendum na temat odwołania prezydent Warszawy i był też bardzo aktywny w staraniach o unieważnienie wniosku o przeprowadzenie tego głosowania. Tylko że jak usłyszeliśmy od kilku wysokich rangą działaczy PO, nie chodziło o obronę Gronkiewicz-Waltz, ale o pokazanie, że Andrzej Halicki jest lojalnym członkiem PO, a jako szef regionu dba o interesy Platformy.
To ma spowodować, że zdobędzie podczas wyborów także głosy niezdecydowanych członków partii, nieidentyfikujących się ani z frakcją Tuska, ani Schetyny, ale dostrzegających katastrofalną politykę Hanny Gronkiewicz-Waltz.
– Wybory w regionie mają się odbyć po referendum w Warszawie i jeśli mieszkańcy odwołają prezydent stolicy, to nie sądzę, aby Halicki stracił swoje stanowisko, bo wzrośnie niezadowolenie z rządów Tuska i jego dworu – uważa jeden z działaczy warszawskiej Platformy.
Dlaczego nie Kopacz
Poza tym to, co się dzieje w Warszawie, wpływa też na sytuację w innych miastach. Działacze PO w Poznaniu, Gdańsku czy Białymstoku winą za spadek notowań swojego ugrupowania obarczają głównie Tuska i jego ekipę, do której należy też Gronkiewicz-Waltz. I rozglądają się za kimś, kto mógłby coś w Platformie zmienić – na scenie został w zasadzie tylko Schetyna, bo Gowina w PO już nie ma.
To zaś daje schetynowcom szanse na zdobycie silnych przyczółków przynajmniej w kilku innych regionach, gdzie nie rządzą. Tym bardziej że Grzegorz Schetyna na spotkaniach z kolegami i koleżankami partyjnymi w całym kraju zapewnia ich, że dąży do zmiany zasad kierowania PO, aby więcej do powiedzenia mieli terenowi działacze, których w ostatnich latach Tusk konsekwentnie pomijał.
Dlatego od warszawskiego referendum są częściowo uzależnione losy rywalizacji schetynowca Rafała Grupińskiego z Waldym Dzikowskim o przywództwo w Wielkopolsce. Porażka PO w Warszawie może też pomóc innemu współpracownikowi Schetyny Robertowi Tyszkiewiczowi odzyskać funkcję szefa Platformy na Podlasiu, którą w 2010 roku stracił na rzecz Damiana Raczkowskiego.
Może to też wzmocnić innego człowieka Schetyny – Stanisława Gawłowskiego, który w walce o utrzymanie fotela szefa partii w zachodniopomorskiem ma zmierzyć się z europosłem Sławomirem Nitrasem. Co ciekawe, Gawłowski chce pozbawić Nitrasa funkcji szefa PO w samym Szczecinie, bo na przewodniczącego miejskich struktur partii forsuje Olgierda Geblewicza, marszałka województwa zachodniopomorskiego.
W innych regionach pozycja schetynowców nie jest już tak mocna, ale mogą zdobyć władzę w wielu miejskich lub powiatowych strukturach. Gdyby Schetynie udało się utrzymać lub odzyskać władzę przynajmniej w tych wspomnianych wyżej województwach, oznaczałoby to poważne wzmocnienie jego pozycji.
Tusk przy pomocy swoich najbliższych współpracowników nie ustaje więc w montowaniu koalicji, które mają pokrzyżować plany byłego wicepremiera. Jednak akurat na Mazowszu nie wygląda to najlepiej, bo Tusk nie ma w tej chwili człowieka, który mógłby poważnie zagrozić Halickiemu. Najczęściej w tym kontekście pada nazwisko wiceministra obrony Czesława Mroczka, ale nie ma on takiej pozycji w partii jak obecny szef mazowieckiej PO.
Z kolei Małgorzata Kidawa-Błońska zadowala się funkcją szefa PO w Warszawie, a o kandydaturze Hanny Gronkiewicz-Waltz nikt już z oczywistych względów nie mówi.
Co ciekawe, nasi rozmówcy zdradzają, że w otoczeniu Donalda Tuska pojawił się pomysł, żeby w tej trudnej dla premiera sytuacji na stanowisko szefa PO na Mazowszu wystartowała znowu Ewa Kopacz. Pani marszałek jest nadal aktywna w życiu partyjnym i ma w regionalnej Platformie silne wpływy.
Nie unika też angażowania się w partyjne spory, to przecież Kopacz należy do najostrzejszych krytyków Jarosława Gowina i Grzegorza Schetyny, których nieraz gwałtownie atakowała za łamanie jedności w PO na posiedzeniach władz Platformy. Jej lojalności Tusk może być pewien. Jest tylko jeden szkopuł: marszałek Sejmu, zgodnie z partyjnym prawem, nie może być szefem regionu, a nie ma już czasu, żeby dokonać zmian w statucie i innych dokumentach wewnętrznych regulujących kwestie wyboru władz lokalnych w Platformie.
Krzysztof Losz