• Sobota, 14 marca 2026

    imieniny: Leona, Matyldy, Jarmiły

Zmagania Obamy z Putinem

Czwartek, 5 września 2013 (02:10)

Barack Obama może liczyć na poparcie Kongresu dla planów interwencji w Syrii. Pozostaje mu przekonanie Rosji. Dotąd twardo broniący syryjskiego reżimu prezydent Władimir Putin sugeruje, że może pójść na ustępstwa.

Projekt rezolucji, który został wczoraj przedłożony senackiej komisji spraw zagranicznych, daje prezydentowi zgodę na użycie sił zbrojnych w Syrii przez 60 dni z możliwością przedłużenia do 90 dni, jednak z wyłączeniem wojsk lądowych. Porozumienie w tej sprawie osiągnęli dzień wcześniej przedstawiciele obu głównych amerykańskich partii: senatorowie Bob Menendez z New Jersey, szef komisji spraw zagranicznych (demokrata), i Bob Corker z Tennessee (republikanin). Oznacza to, że raczej nie będzie problemu z procedowaniem ani w decydującej komisji, ani na posiedzeniach plenarnych obu izb, które zajmą się dokumentem po wakacyjnej przerwie kończącej się 9 września.

Wcześniej sekretarz stanu John Kerry i szef Pentagonu Chuck Hagel przez cztery godziny przekonywali senatorów z komisji spraw zagranicznych do planowanej interwencji.

– To nie czas na fotelowy izolacjonizm, to nie czas na przyglądanie się masakrze. Kiedy ktoś zabija setki dzieci bronią, której świat zakazał, to jesteśmy wszyscy współwinni – mówił Kerry, przekonany, że to siły Asada użyły broni chemicznej pod Damaszkiem 21 sierpnia, powodując śmierć ponad 1400 ludzi, w tym setek dzieci. Argumentował, że brak reakcji teraz oznaczać może konieczność znacznie poważniejszej interwencji w niedalekiej przyszłości, gdyż amerykańska bezczynność rozzuchwali organizacje takie jak Hezbollah lub państwa łamiące międzynarodowe układy, np. Iran i Koreę Północną.

Pytany, czy według wywiadu USA broń chemiczna znalazła się już w posiadaniu libańskiego Hezbollahu aktywnego w Syrii, Kerry uniknął odpowiedzi. Kerry i Hagel podkreślali, że niezależnie od operacji wojskowej USA będą prowadzić równolegle działania, by wzmocnić umiarkowaną opozycję w Syrii, a także wysiłki dyplomatyczne, by doprowadzić do utworzenia tymczasowego rządu w Syrii i odejścia Asada.

Jaka koalicja

Senatorowie wielokrotnie pytali o sojuszników Ameryki w operacji syryjskiej. Po tym jak z interwencji wycofała się Wielka Brytania, udział deklarują jedynie Francja, Turcja i Liga Arabska. – Nie ma jeszcze ostatecznej listy, ale są chętni i gotowi, by wziąć udział w tej operacji – zapewnił Kerry. W ramach budowania międzynarodowego poparcia planów Waszyngtonu Kerry poleci w sobotę do Wilna na spotkanie ministrów spraw zagranicznych Unii Europejskiej.

Choć obie główne siły polityczne już zdecydowały o zgodzie na wysłanie wojsk do Syrii, to wielu senatorów ma wątpliwości. Podkreślają, że amerykańska operacja zaktywizuje też inne państwa: Rosję i Iran. I że społeczeństwo jest zmęczone wojnami.

– Świat będzie po tym mniej stabilny. Odbieram telefony od tysięcy ludzi. Nikt nie chce tej wojny – mówił związany z Tea Party republikański senator Paul Rand. Demokrata Christopher Murphy zauważa, że o ile sprawa Syrii jest przesądzona, o tyle już przekonanie Amerykanów do ewentualnej interwencji w Iranie może okazać się znacznie trudniejsze.

Prezydent Barack Obama wezwał amerykańskich parlamentarzystów do szybkiego głosowania w sprawie zgody na interwencję. Przekonywał, że dotyczący Syrii plan USA ma ograniczony zasięg i nie spowoduje uwikłania kraju w długą wojnę, jak w przypadku Iraku i Afganistanu. Obama powiedział przywódcom Kongresu na spotkaniu w Białym Domu, że Stany Zjednoczone dysponują planem wsparcia syryjskich rebeliantów w ich walce z reżimem Asada.

Rosja zbroi Asada

Niewykluczone, że amerykańskiej dyplomacji uda się pokonać najpoważniejszą przeszkodę w podjęciu działań zbrojnych w Syrii, to jest brak zgody Rady Bezpieczeństwa ONZ, w której prawo weta mają sprzeciwiająca się interwencji Rosja oraz Chiny. Wczoraj prezydent Władimir Putin nie wykluczył, że Moskwa jednak poprze operację wojskową w Syrii, jeśli będą niezbite dowody, że władze tego kraju użyły broni chemicznej.

Deklarację tę złożył w rozmowie z mediami przed rozpoczynającym się dziś dwudniowym szczytem grupy G20 w Petersburgu.

– Zgodnie z prawem międzynarodowym zgodę na użycie broni przeciwko suwerennemu państwu może dać tylko Rada Bezpieczeństwa ONZ. Bez takiej zgody byłaby to agresja. Rosja stoi na pryncypialnym stanowisku, iż użycie broni masowego rażenia jest zbrodnią. Jeśli będziemy mieli precyzyjne dane mówiące o tym, kto dopuścił się tej zbrodni, to wówczas będzie reakcja – stwierdził.

Zasugerował, że być może to zbrojna opozycja użyła środków masowego rażenia w Syrii.

– Co wtedy USA z nimi zrobią? Co sponsorzy zrobią z bojownikami? Wstrzymają dostawy broni? Zaczną przeciwko nim działania bojowe? – pytał rosyjski prezydent, odnosząc się po raz kolejny do pomocy udzielanej przez Zachód syryjskim powstańcom. Dodał, że Rosję w kwestii użycia broni chemicznej mogą przekonać tylko twarde dowody przedstawione Radzie Bezpieczeństwa. Przypomniał, że „wszyscy pamiętają błędne argumenty USA” dotyczące broni masowego rażenia przy ataku na Irak.

Prezydent Rosji przyznał, że jego kraj przekazał Syrii niektóre komponenty przeciwlotniczych systemów rakietowych S-300, rosyjskiego odpowiednika patriotów, jednak dostawę pozostałych wstrzymał.

O Syrii Putin chce rozmawiać z Obamą w Petersburgu, chociaż szczyt G20 poświęcony będzie głównie problemom gospodarczym.

W interwencji w Syrii weźmie udział inny stały członek RB ONZ – Francja. Wczoraj w parlamencie rozpoczęła się debata nad zgodą analogiczna do trwającej w USA. – Francja nie będzie interweniować sama. Ale jeśli powstanie koalicja, to akcja militarna jest najwłaściwsza – powiedziała rzecznik rządu Najat Vallaud-Belkacem.

W zasadność i legalność amerykańskich i francuskich planów wątpi sekretarz generalny ONZ Ban Ki Mun. Uważa, że „karna akcja” USA wobec Syrii za domniemane użycie broni chemicznej może wywołać jeszcze większy zamęt i rozlew krwi w podzielonym wojną domową kraju. Ostrzegł przy tym państwa, które mogą rozważać uderzenie na Syrię, że byłoby ono zgodne z prawem tylko wtedy, gdyby miało charakter obronny na mocy Karty Narodów Zjednoczonych lub jeśli zostałyby zatwierdzone przez Radę Bezpieczeństwa ONZ.

Piotr Falkowski