• Czwartek, 2 kwietnia 2026

    imieniny: Franciszka, Władysława, Arona

15 złotych dla koronera

Środa, 4 września 2013 (02:00)

Za zbadanie osoby zatrzymanej przez policję lekarz dostaje 15 złotych. Albo nic. Naczelna Rada Lekarska domaga się zwiększenia stawek, ale trafia w próżnię.

Prawo wiąże lekarzom ręce. Zgodnie z art. 15 Ustawy z dnia 6 kwietnia 1990 r. o Policji osobę zatrzymaną funkcjonariusz powinien niezwłocznie poddać – w razie uzasadnionej potrzeby – badaniu lekarskiemu lub udzielić jej pierwszej pomocy medycznej. Rozporządzenie Ministra Spraw Wewnętrznych z dnia 13 września 2012 r. w sprawie badań lekarskich osób zatrzymanych przez Policję mówi, że badanie przeprowadza lekarz udzielający świadczeń zdrowotnych na miejscu lub z najbliższego szpitala czy przychodni rejonowej.

Po przeprowadzeniu badania lekarz stwierdza istnienie lub brak przeciwwskazań medycznych do umieszczenia zatrzymanego w areszcie śledczym, policyjnej izbie dziecka, zakładzie karnym, schronisku dla nieletnich lub zakładzie poprawczym. Albo też zaleca skierowanie zatrzymanego do szpitala czy przychodni.

Może także stwierdzić wskazania do stosowania leków i ich dawkowanie. Policja musi przestrzegać tych procedur, bo inaczej naraża się na kroki prawne ze strony zatrzymanego, który może oskarżyć funkcjonariuszy o łamanie praw obywatelskich.

Wszystkie decyzje, jakie lekarz podejmuje w stosunku do badanego, muszą zostać potwierdzone w stosownym zaświadczeniu. Tyle że, jak stwierdza szef Naczelnej Rady Lekarskiej Maciej Hamankiewicz, przepisy ustawy o policji nie określają wysokości wynagrodzenia lekarza za przeprowadzenie wszystkich badań i wypełnienie biurokratycznych obowiązków. Nie wiadomo też, w jaki sposób należy ustalać stawki, które mieliby otrzymywać medycy.

To istotna luka w prawie, bo wynagrodzenie dla zakładów opieki zdrowotnej zatrudniających lekarza przeprowadzającego tego typu badania jest ustalane w drodze umowy cywilnoprawnej, którą placówki te zawierają z właściwą komendą policji. Ale sami lekarze nie mają wpływu na wysokość otrzymywanej płacy, a ich gratyfikacja nie jest adekwatna do warunków, w jakich te badania są często przeprowadzane. Mało tego – lekarz nie może nawet liczyć na zwrot kosztów w przypadku, gdy musi dojechać do osoby zatrzymanej.

Nie wie nawet, czy dostanie cokolwiek za swoją pracę, która jest wykonywana w ciężkich warunkach. – Lekarze muszą się liczyć z agresją osób badanych, często z marginesu lub będących pod wpływem alkoholu, substancji psycho- tropowych lub innych środków odurzających – zaznacza w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” prezes Naczelnej Rady Lekarskiej.

Maciej Hamankiewicz nie ukrywa, że lekarze są sfrustrowani całą sytuacją, bo państwo nakłada na nich ciężkie obowiązki, rozlicza z wykonywanych usług, ale nie chce za nie płacić.

– Zawód lekarza polega na badaniu, diagnozowaniu, leczeniu i orzekaniu. Jednym z najtrudniejszych zadań jest ocena stanu zdrowia tych osób. Za tę decyzję i jej skutki lekarz odpowiada osobiście. Badając osobę zatrzymaną przez policję, lekarz bardzo często spotyka się z groźbami. Zatrzymanie najczęściej dokonuje się w warunkach nagłych, gwałtownych, w środku nocy, często w pośpiechu – zaznacza Maciej Hamankiewicz.

– W przypadku osób będących pod wpływem różnego rodzaju środków odurzających zawsze jest możliwość wystąpienia zaburzeń w układzie oddychania, zaburzeń pracy serca czy zaburzenia psychicznego. Trzeba rozsądzić, czy w tym momencie to schorzenie jest przesłanką do całkowitej bezkarności wobec wymiaru sprawiedliwości – tłumaczy nasz rozmówca.

Jeszcze na początku sierpnia prezes Naczelnej Rady Lekarskiej zwrócił się do premiera Donalda Tuska, ministra zdrowia Bartosza Arłukowicza i ministra spraw wewnętrznych Bartłomieja Sienkiewicza z prośbą o przeanalizowanie sprawy finansowania badań lekarskich osób zatrzymanych przez policję. Chodzi przede wszystkim o uregulowanie prawne zasad finansowania tych badań. Postulatem Rady jest wzrost wynagrodzenia przynajmniej do wysokości kwot, jakie otrzymują lekarze sądowi. Do dziś szef NRL nie otrzymał żadnej odpowiedzi na swoje pismo.

– Za wydanie orzeczenia typu, że świadek nie może stawić się do sądu z powodu złego stanu zdrowia, lekarz sądowy otrzymuje kwotę 100 złotych brutto – po odliczeniu wszelkich podatków, składek wychodzi nieco ponad 50 złotych. W przypadku lekarza badającego osobę zatrzymaną jest to od 15 do 20 złotych. To kwota kuriozalnie niska. A bywają też sytuacje, gdy lekarz nie dostaje nic – komentuje Hamankiewicz.

– Oczywiście problemu wyższa kwota całkiem nie załatwi. Moim zdaniem, badanie osoby zatrzymanej nie powinno być zadaniem publicznej ochrony zdrowia, policja powinna mieć swoich lekarzy, tzw. koronerów, którzy badaliby zatrzymanych, wystawiali karty zgonu itp. – dodaje.

W tej kwestii policja jest ostrożna. – Pytanie, czy byłoby nas na to stać, by zapewnić całodobową usługę we wszystkich jednostkach. To jest kilkaset jednostek w całym kraju. Myślę, że trzeba byłoby zapewnić etaty dla około dwóch tysięcy lekarzy. Wydaje się, że w tym systemie byłoby to przedsięwzięcie bardzo kosztowne. Pytanie też, czy potrzebne przy tej liczbie zdarzeń, jaką mamy – zastanawia się insp. Mariusz Sokołowski, rzecznik prasowy komendanta głównego policji. – Ale to jest do dyskusji – zastrzega.

Anna Ambroziak