Pisarek: Widzimy efekt tych skrajnych oszczędności
Niedziela, 22 lipca 2012 (19:38)Tadeusz Pisarek, przewodniczący Zarządu Głównego NSZZ Pracowników Schronisk dla Nieletnich i Zakładów Poprawczych zrzeszonym w Forum Związków Zawodowych:
Od dawna alarmowaliśmy, apelowaliśmy do Ministerstwa Sprawiedliwości, któremu podlegają zakłady poprawcze i schroniska dla nieletnich. Zwracaliśmy od dawna uwagę na tragiczną sytuację tych ośrodków. Interweniowaliśmy u ministra na różne sposoby, informując go o zagrożeniach i niedoskonałości tej służby.
Służba ochrony tych placówek funkcjonuje bez uprawnień ustawowych, gdyż nie ma w Polsce żadnej ustawy, która regulowałaby powoływanie strażników w zakładach. Minister sprawiedliwości nie posiada delegacji ustawowej do wydania rozporządzenia w tej sprawie. Tymczasem w 2010 roku powstało takie rozporządzenie, które jest niekonstytucyjne i nie miało żadnego prawa bytu. W ubiegłym roku była zmieniana ustawa o postępowaniu z nieletnimi. Był to niby projekt ministerstwa, ale przekazano go do Senatu, dlatego został zgłoszony jako projekt senacki. Wówczas próbowaliśmy wpisać dwa zdania jako jeden artykuł lub jako ustęp. Chcieliśmy wpisać, że „ochroną zakładów zajmują się strażnicy”, a drugie zdanie miało brzmieć: „prawa i obowiązki strażników określi minister sprawiedliwości w rozporządzeniu”.
W 2006 r. zorganizowaliśmy wielkie spotkanie w Warszawie, w którym wzięli udział przedstawicie strażników i służby więziennej z całej Polski, gdzie wypracowaliśmy gotowy projekt przekwalifikowania strażników w zakładach dla nieletnich. Przedyskutowaliśmy różne warianty i wybraliśmy najlepsze formy szkolenia strażników. Ministerstwo nie zareagowało.
W tym roku przypada trzeci rok z rzędu, kiedy zamrożone są wynagrodzenia sfery budżetowej, w tym naszych strażników, zorganizowaliśmy ogólnopolski protest strażników. Oflagowaliśmy zakłady w całej Polsce, media nagłaśniały nasz protest. Zwracaliśmy w ten sposób uwagę na zagrożenia wynikające z naszej pracy przy tak niskich zarobkach. Żaden nasz projekt, żadna uwaga dotycząca funkcjonowania służb ochrony w naszych placówkach nie zostały przez ministra sprawiedliwości uwzględnione. Przeszło, minęło… Resort sprawiedliwości zamiast działać i pomóc nam, to zaczął nas inwigilować. Sprawdzano m.in., jak wyglądają protesty, kto w nich bierze udział, jak długo…
Jesteśmy świadomi swojej pracy. Strajk byłby ostateczną koniecznością, gdyż każdemu na pracy zależy. Jednak w tej chwili mamy nóż na gardle, być może to jest jedyna droga dotarcia do ministerstwa. W tym roku zlikwidowano schroniska dla nieletnich: Łańcut, Pobiedziska i Stawiszyn. Na bruk wyrzucono ponad 190 osób. Nie patrzono na nic i niczym się nie przejęto. Ludzie ci z kilkoma fakultetami, doświadczeniem są na bezrobociu, a ze względu na wiek - są to głównie osoby około 50. roku życia, które po 30 lat pracowały w placówce - mają małe szanse na znalezienie pracy. Rzekomym powodem likwidowania placówek była zmniejszająca się liczba nieletnich w schroniskach. Ale mamy dużą liczbę nowych skierowań, jest coraz więcej podopiecznych, co nie pozostaje bez wpływu na takie tragiczne w skutkach sytuacje. [W piątek zmarł pracownik Schroniska dla Nieletnich w Chojnicach (woj. pomorskie), który został ciężko pobity przez czterech wychowanków placówki – przyp. red.]. Liczą się jedynie oszczędności, tylko oszczędności i jeszcze raz oszczędności… W przypadku Chojnic także widzimy efekt tych skrajnych oszczędności. Grupa tych młodych ludzi nie powinna przebywać na warsztatach pod nadzorem jedynie dwóch pracowników.
Sytuacja schronisk dla nieletnich i zakładów poprawczych jest tak tragiczna, że dyrektorzy są zmuszeni do maksymalnego ograniczania liczby wychowawców i strażników, co jest zgodne z prawem, ale wbrew logice. Ta grupa podopiecznych z Chojnic należała do najgroźniejszej w placówce, czyli tzw. grupy interwencyjnej.
Szczególnie trudnym okresem dla placówek są wakacje. Wówczas ci młodzi ludzie mają różne pomysły, chcą wracać do domu, gdzieś wyjechać na wakacje. Można było przewidzieć, że nastroje mogą być różne. Tylko, co w tej sytuacji mogą zrobić dyrektorzy placówek, jeśli nie mają pieniędzy na zatrudnienie kolejnych pracowników i trzymają się wymaganego minimum ze względów oszczędnościowych, wprowadzonych przez ministerstwo. Oszczędności na zabezpieczeniu osobowym i technicznym w tych zakładach dla nieletnich są powodem wielu tragicznych wydarzeń na przestrzeni ostatnich lat. Śmiało można powiedzieć, że 50 proc. winy za tę tragedię ponosi ministerstwo.
To wszystko przekłada się na bezpieczeństwo zarówno pracowników, jak i podopiecznych ośrodków. Naprawdę wiele dramatycznych przypadków ma miejsce w placówkach, o których się nie mówi. Jednak pracownicy nie chcą tego zgłaszać, bo boją się, że utracą pracę.
Wydarzenia z Chojnic nie są odosobnione. To nie jest pierwszy i zapewne nie ostatni taki przypadek. Ministerstwo teraz mówi, jak to wielką opieką otoczy wszystkich. Cztery lata temu wychowanek zaatakował na zajęciach opiekuna w Zakładzie Poprawczym w Jerzmanicach-Zdroju, ministerstwo obiecało pomoc… Tymczasem nic nie dostał. Człowiek żyje, ale nie jest w stanie normalnie funkcjonować w społeczeństwie i podjąć pracy. Wielkie deklaracje są składane, a potem nic. Dlaczego po tych tragediach nie widać żadnych zmian?
Nikt nie zaproponował nowego standardu szkolenia strażników. W 2008 roku, kiedy była przygotowywana ustawa emerytalna tzw. pomostowa, brałem udział w konsultacjach jako przedstawiciel centrali związkowej. Próbowaliśmy zapisać w ustawie, by strażnicy podlegali ustawie pomostowej. Nie udało się. Dlaczego? W rejestrze zawodów nie ma takiej profesji. Alarmowaliśmy w ministerstwie, innych instytucjach, ale nikt nas nie słuchał.
not. IK