• Sobota, 14 marca 2026

    imieniny: Leona, Matyldy, Jarmiły

Obalić Asada

Czwartek, 29 sierpnia 2013 (02:07)

Prezydent USA Barack Obama i premier Wielkiej Brytanii David Cameron, którzy rozmawiali we wtorek przez telefon o sytuacji w Syrii, nie mają wątpliwości co do odpowiedzialności reżimu Asada za atak chemiczny – poinformowało biuro prasowe przy Downing Street.

Obaj przywódcy zgodzili się, iż wszystkie dostępne informacje potwierdzają, że doszło do ataku chemicznego. Zgodzili się też, że nie ma wątpliwości co do odpowiedzialności prezydenta Baszara al-Asada. Cameron i Obama omówili kwestie ewentualnej reakcji na użycie w tym kraju broni chemicznej.

Dowody z podsłuchów?

Jak dotąd nie potwierdzono oficjalnie, jakie informacje przesądzają o jednoznacznej winie armii Asada za atak chemiczny. Zdaniem magazynu „Foreign Policy” amerykańskie służby wywiadowcze nie dysponują tradycyjnymi dowodami na użycie gazu bojowego, jak próbki ziemi czy krwi pobranej od ofiar. Waszyngton ma natomiast posiadać nagranie z podsłuchu przedstawiciela syryjskiego ministerstwa obrony, który w rozmowie telefonicznej z dowódcą oddziału broni chemicznej panikował po zeszłotygodniowym ataku chemicznym.

Zdaniem gazety to właśnie te przechwycone rozmowy mają być zasadniczym powodem, dla którego USA deklarują gotowość do operacji militarnej w Syrii. Agencja Bloomberga podała wczoraj, że za atakami z użyciem broni chemicznej stał osobiście brat syryjskiego prezydenta. „To Maher al-Asad, młodszy z braci głowy państwa, dowodzący Gwardią Republikańską i kontrolujący 4. dywizję pancerną syryjskiej armii, jednostkę elitarną, miał autoryzować atak na przedmieścia stolicy Damaszku, do którego doszło 21 sierpnia” – pisze agencja. Zdaniem autora artykułu, który powołuje się na anonimowego przedstawiciela ONZ, użycie broni chemicznej mogło być bardziej „spontaniczną decyzją Mahera” niż częścią jakiegoś strategicznego planu prezydenta.

Wczoraj syryjski reżim po raz kolejny oskarżył rebeliantów o użycie broni chemicznej, tym razem dodając, iż pomagały im w tym procederze państwa zachodnie. Wiceminister spraw zagranicznych Syrii Fajsal Makdad powiedział, że USA, Wielka Brytania i Francja pomogły „terrorystom” użyć broni chemicznej w Syrii i że wkrótce ci ludzie użyją jej przeciw Europie. Makdad dodał, że przedstawił na to dowody oenzetowskim inspektorom ds. broni chemicznej.

Bez rezolucji

Wielka Brytania przygotowała projekt rezolucji potępiającej użycie broni chemicznej w Syrii, został on przekazany Radzie Bezpieczeństwa ONZ. Szef brytyjskiego rządu David Cameron wyraził nadzieję, że Rada tym razem zgodnie przyjmie tę rezolucję. – Zawsze podkreślaliśmy, że oczekujemy od Rady Bezpieczeństwa ONZ, że sprosta spoczywającej na niej odpowiedzialności w kwestii Syrii. Dziś ma ona okazję, by to zrobić – dodał Cameron.

W odpowiedzi władze Rosji stwierdziły, że jest jeszcze zbyt wcześnie na uchwalanie tego dokumentu. – Rada Bezpieczeństwa ONZ powinna poczekać na raport inspektorów w sprawie domniemanego użycia w Syrii broni chemicznej – powiedział wiceminister spraw zagranicznych Władimir Titow.

Przedstawiciele pięciu państw – stałych członków Rady Bezpieczeństwa ONZ (USA, Chin, Wielkiej Brytanii, Francji i Rosji) nie doszli jednak do porozumienia w sprawie brytyjskiej propozycji. W wyniku kilkugodzinnego spotkania w Nowym Jorku dokument został wczoraj odesłany do rządów pięciu krajów w celu konsultacji. Podczas rozmów Rosja, która ma w RB ONZ prawo weta, miała powtórzyć swój sprzeciw wobec międzynarodowej interwencji w Syrii. Według agencji AFP, przyjęcie rezolucji oznaczałoby przyzwolenie na ewentualne użycie siły wojskowej przeciwko Asadowi.

Francja zapowiedziała zwołanie nadzwyczajnej sesji parlamentu poświęconej Syrii. Parlamentarzyści zbiorą się w przyszłą środę, 4 września. Minister ds. relacji z parlamentem Alain Vidalies powiedział, że debata odbędzie się jednocześnie na forum połączonych izb Zgromadzenia Narodowego i Senatu. Nie sprecyzował, czy ewentualna operacja militarna mogłaby się odbyć dopiero po debacie. Zdaniem francuskich agencji wsparcie Paryża dla międzynarodowej akcji mogłoby polegać na precyzyjnym ostrzale celów pociskami rakietowymi ze stacjonujących w Zatoce Perskiej myśliwców typu Raphale.

Inspektorzy pracują

W tym samym czasie inspektorzy ONZ ds. broni chemicznej po raz drugi skontrolowali miejsce domniemanego ataku chemicznego z zeszłego tygodnia. Sekretarz generalny ONZ Ban Ki Mun podkreślił, że muszą mieć czas na dokładne zbadanie okoliczności ataku, w którym według opozycji syryjskiej mogło zginąć do 1,3 tys. osób. – Niezbędne jest ustalenie faktów. Po to na miejscu jest misja śledcza ONZ. Kilka dni po ataku eksperci zebrali istotne próbki i rozmawiali z poszkodowanymi – zaznaczył.

Dzień wcześniej samochody ekspertów zostały ostrzelane w drodze na miejsce inspekcji, nikomu nic się nie stało. ONZ poinformowała, że specjaliści mogą potrzebować więcej czasu niż planowane początkowo 14 dni. Zdaniem części komentatorów, do czasu pobytu inspektorów na terytorium Syrii interwencja zbrojna wojsk Zachodu jest mało prawdopodobna.

Tymczasem w ocenie amerykańskich mediów atak rakietowy USA może nastąpić w najbliższych dniach. Takie informacje podała m.in. telewizja NBC, powołując się na anonimowych przedstawicieli władz. Jej zdaniem uderzenia o ograniczonym charakterze potrwają 3 dni, a Waszyngton nie rozważa użycia sił lądowych.

Obecnie dyskusja rozbija się o to, czy operacja w Syrii odbędzie się za zgodą Rady Bezpieczeństwa ONZ, czy bez jej mandatu. Wcześniej za pominięciem zezwolenia ze strony tej organizacji opowiedziała się m.in. Turcja. Podobne sygnały odebrano też z Niemiec. Szef komisji spraw zagranicznych niemieckiego Bundestagu Ruprecht Polenz uważa uderzenie na Syrię, nawet bez mandatu ONZ, za uprawnione. Ale rząd w Berlinie konsekwentnie unika zajęcia jednoznacznego stanowiska w tej sprawie.

Perspektywa interwencji militarnej w Syrii wywołała spadki na światowych giełdach. Inwestorzy obawiają się eskalacji konfliktu na inne państwa Bliskiego Wschodu. World Indeks MSCI, który dotyczy akcji z 23 krajów rozwiniętych gospodarczo, w tym USA, był wczoraj na najniższym poziomie od siedmiu tygodni. Waluty sąsiadującej z Syrią Turcji – lira i indyjska rupia, biją rekordy osłabienia względem amerykańskiego dolara.

Wzięcia udziału w takiej misji nie przewiduje Polska.

Łukasz Sianożęcki