• Sobota, 21 marca 2026

    imieniny: Benedykta, Filemona

Rostowski wierci dziurę

Czwartek, 29 sierpnia 2013 (02:03)

7,6 mld zł cięć, głównie w inwestycjach i nauce, oraz 16 mld zł dodatkowego zadłużenia złoży się na pokrycie większej o blisko 24 mld zł dziury Tuska w tegorocznym budżecie państwa.

 

Sejm rozpoczął prace nad zmianą ustawy budżetowej. Od ministra finansów, wicepremiera Jacka Rostowskiego „dowiedzieliśmy się” wczoraj, kto jest winny tego, że Rostowski pomylił się, układając tegoroczny budżet, o 24 miliardy. Jak możemy się domyślać, winni są wszyscy, tylko nie on sam. Zawinił Europejski Bank Centralny – bo na 2013 rok przyjął zbyt optymistyczną prognozę wzrostu gospodarczego w strefie euro, na której minister Rostowski oparł tegoroczny budżet państwa. Winni są przedsiębiorcy – nasłuchując informacji o zapowiadanym ożywieniu, jakoś w to nie uwierzyli i nie zmienili planów inwestycyjnych, które mogły się przełożyć na zwiększenie liczby miejsc pracy i większe dochody budżetowe. Odpowiedzialność ponosi też Rada Polityki Pieniężnej – niewystarczająco szybko obniżała stopy procentowe. Naturalnie winowajcą jest parlamentarna opozycja, bo nie przygotowała pomysłów gospodarczych, które minister Rostowski mógłby wprowadzić w życie.

Tej wyliczance winnych „pomyłki” o 24 mld zł towarzyszyło także oświadczenie ministra finansów, że co prawda pomyliliśmy się, ale też pomylili się wszyscy inni. Na dowód natomiast, że nie zawsze się mylił, Rostowski przypomniał, że „budżet na rok 2012 nowelizowany nie był”. Informując wcześniej o budżetowych oszczędnościach i zwiększeniu deficytu, minister zapowiedział, że nowa prognoza deficytu budżetowego jest wyliczona z pewnym zapasem. Niewykluczone, że ogłoszenie na koniec roku mniejszego deficytu od przyjętego będzie rządowi Tuska służyć propagandowo do przekonywania, że oto nadeszło zapowiadane od połowy tego roku ożywienie gospodarcze.

Jacek Rostowski przypominał wczoraj, że już podczas prac nad tegoroczną ustawą budżetową informował, że „nie wyklucza” jej nowelizacji, jeśli będzie taka konieczność. O potrzebie takiej zmiany już jednak w grudniu ubiegłego roku przekonani byli politycy partii opozycyjnych.

W największym stopniu – według wicepremiera Rostowskiego – na przestrzelenie prognoz budżetowych miały wpłynąć nietrafione przewidywania Europejskiego Banku Centralnego. – Przygotowując prognozę wzrostu PKB na 2013 rok w Polsce, opieraliśmy się na centralnej prognozie EBC z września 2012 r., która zakładała wzrost w strefie euro na poziomie 0,5 proc. PKB. Prognoza EBC odpowiadała naszej prognozie 2,2 proc. dla Polski. Jak już wiem, tempo wzrostu w pierwszej połowie roku w Polsce wyniosło 0,9 proc. zamiast 2,2 proc. zakładanych przez nas, a wzrost w strefie euro minus 0,9 proc. PKB – mówił Rostowski.

Według ministra finansów, nasze prognozy muszą być oparte na prognozach wzrostu gospodarczego w strefie euro, gdyż polska gospodarka jest uzależniona od eksportu do strefy euro jak żadna inna duża gospodarka Unii Europejskiej. – Eksport polskich dóbr i usług do strefy euro stanowi 23,4 proc. naszego PKB. Bijemy w tym na głowę największe gospodarki samej strefy euro. Na przykład eksport Niemiec do strefy euro stanowi jedynie 18 proc. niemieckiego PKB, Francji – 13,3 proc., Hiszpanii – 15,7 proc., a eksport Włoch – 12 proc. PKB – dodał. Zdawał się też bagatelizować sam fakt nowelizacji budżetu. – Już 11 krajów Unii Europejskiej także znowelizowało w tym roku budżet, niektóre więcej niż jeden raz, a oczekuje się, że do końca roku 17 krajów UE będzie nowelizowało swoje budżety. Pomyliliśmy się, ale pomylili się prawie wszyscy – dodał Jacek Rostowski.

Gdy już wicepremier Jacek Rostowski znalazł wszystkich winnych swojej pomyłki o 24 mld zł, w propagandowej opowieści szefa resortu finansów nastąpił niespodziewany zwrot. Począł wręcz zachwalać dokonywane w drodze nowelizacji zwiększenie deficytu budżetowego i cięcia w budżecie. Przekonywał, że zwiększenie deficytu spowoduje powstanie impulsu stymulacyjnego, który „zadziała pozytywnie na popyt wewnętrzny i pozwoli na podtrzymanie wzrostu gospodarczego, zatrudnienia i konsumpcji w tak trudnych warunkach”. – Wzrost deficytu dodatkowo wzmocni naszą gospodarkę, a oszczędności w resortach rzędu 7,6 mld zł – czyli około 0,5 proc. PKB – obniżą deficyt strukturalny, zapewniając bezpieczeństwo i wiarygodność polskich finansów publicznych – dodał Rostowski.

Pozostaje tylko pytanie, dlaczego – skoro zwiększenie deficytu i cięcia wydatków mają mieć tak zbawienny wpływ na gospodarkę – rząd nie tnie i nie zwiększa deficytu jeszcze bardziej. Nietrudno sobie wyobrazić, że gdyby podobne rzeczy opowiadał polityk innej partii, minister Rostowski miałby przeciwne zdanie. Wczoraj przekonywał, że cięcia wydatków nie dotkną zwykłych obywateli. Ucierpieć mogą natomiast inwestycje i innowacyjność. Na 7,6 mld zł cięć wydatków złoży się m.in. zaniechanie wydatkowania pieniędzy budżetowych na armię (3 mld zł), infrastrukturę kolejową (około 1 mld zł), naukę, ograniczone będą także wydatki na obsługę zadłużenia. Ogółem cięcia zaplanowanych w ciągle obowiązującym budżecie państwa wydatków wynieść mają 7 mld 656 mln złotych. Uwzględniając, że dodatkowe 16 mld zł rząd zamierza pożyczyć, zwiększając deficyt budżetowy, ogółem dziura w tegorocznym budżecie państwa – nadwyżka wydatków nad dochodami budżetowymi – zwiększy się z planowanych 35,6 mld zł do maksymalnie 51 mld 565 mln złotych.

Kandydat na podmiankę

O nowelizacji budżetu, która zawiera „cięcia w rozsądnych granicach”, mówił przewodniczący sejmowej Komisji Finansów Publicznych Dariusz Rosati (klub PO). Rosati, który wskutek zapowiadanej przez premiera Tuska rekonstrukcji rządu mógłby, po zakończeniu prac nad przyszłorocznym budżetem państwa, zastąpić Rostowskiego w resorcie finansów, podkreślił, że z niepokojem przyjmuje ograniczenie wydatków na naukę. – Jeżeli rzeczywiście uważamy, że powinniśmy chronić wydatki rozwojowe, takie, które przyczyniają się do potencjału wzrostowego w naszej gospodarce, tworzenia nowych miejsc pracy, to wydaje mi się jednak, że wydatki na naukę powinny być chronione – stwierdził Rosati. Odnosząc się do przyjęcia zbyt optymistycznych prognoz w nowelizowanym budżecie, ocenił, że dobrze byłoby wrócić do koncepcji powołania rady polityki fiskalnej, która byłaby ciałem oceniającym prognozy i założenia ekonomiczne poczynione przez ministra finansów. 

Cios w naukę

Nierzetelne przygotowanie przez rząd nowelizowanego budżetu krytykowała opozycja. – Pan jest od tego, żeby się nie mylić, tylko by planować budżet tak, aby nie trzeba było przeprowadzać nowelizacji, która odbije się na różnych resortach i dziedzinach życia – mówiła do ministra finansów Beata Szydło (PiS). Przypomniała, że już podczas prac nad budżetem państwa, kiedy nad Europę nadciągał kryzys gospodarczy, Prawo i Sprawiedliwość postulowało podjęcie działań – poniesienie przez budżet wydatków prorozwojowych, które dadzą polskiej gospodarce impuls do rozwoju. Wtedy jednak pomysł opozycji był wyśmiewany. Szydło zwróciła uwagę, że cięcia wydatków zawarte w nowelizacji zmierzają do ograniczenia środków na innowacyjność nauki.

Ryszard Zbrzyzny (SLD) oceniał, że nowelizacja pogłębia kryzys gospodarczy. – Czy następne pokolenia – nasze dzieci i wnuki, będą w stanie spłacić długi, które dzisiaj zaciąga rząd Donalda Tuska i PSL? Gierek przy Tusku to był trampkarz. To, co zrobił w tej materii Gierek przez dekadę, Tusk zrobi w jeden rok i to jest mistrzostwo świata – stwierdził Zbrzyzny. Andrzej Romanek (SP) zachęcał premiera do usunięcia Rostowskiego ze stanowiska ministra finansów, obarczając go winą za gigantyczny chaos w finansach i zadłużanie kraju, które na koniec czerwca sięgnęło 844 mld złotych.

Projekt nowelizacji budżetu został wczoraj skierowany do dalszych prac w sejmowych komisjach. Posłowie nie poparli wniosku opozycji o odrzucenie go po pierwszym czytaniu. Spośród 429 posłów biorących udział w głosowaniu wniosek o odrzucenie poparło 194, przeciw było 231, a czterech się wstrzymało.

Artur Kowalski