Długi zamiatane pod dywan
Środa, 28 sierpnia 2013 (15:57)W Sejmie odbywa się pierwsze czytanie projektu nowelizacji budżetu na 2013 rok oraz ustaw okołobudżetowych. Nowelizacja budżetu jest przyznaniem się do poważnych błędów popełnionych przez obecny rząd w polityce finansowej i gospodarczej. W połowie roku dowiedzieliśmy się, że brakuje blisko 30 miliardów wpływów podatkowych. W związku z tym, że rząd nie ma pomysłu, jak zapełnić tę dziurę, to zaproponowano nam zwiększenie deficytu o 16 mld zł do kwoty 51 mld zł oraz cięcia wydatków na blisko 8 mld złotych.
Nie ulega wątpliwości, że cięcia wydatków nie oznaczają stymulacji gospodarki. Minister Rostowski nieustannie twierdził, że cięcia wydatków nie będą odczuwalne przez Polaków. Nasuwa się pytanie: skoro budżet dotyczy nas wszystkich, to w jaki sposób nieodczuwalne mają być te ogromne ograniczenia wydatków? Przypomnę, że tylko na nowe uzbrojenie nie zostanie przeznaczone 3,5 mld złotych. Większość tych pieniędzy nie trafi do zakładów zbrojeniowych. To z kolei wpłynie na zmniejszenie zatrudnienia w tych przedsiębiorstwach i być może na obniżkę płac dla pracowników. Zatem zaproponowane cięcia dotkną setki, a nawet tysiące polskich rodzin.
Podobnie jest z ograniczeniami wydatków w innych dziedzinach. Chodzi m.in. o infrastrukturę kolejową czy ograniczanie funduszy celowych służących do realizacji projektów unijnych. Oczywiste jest, że ograniczenia te dotkną Polaków i wpłyną na obniżenie popytu konsumpcyjnego i inwestycyjnego.
Szef resortu finansów sugeruje ponadto, że zaproponowane w nowelizacji cięcia nie dotkną wydatków o charakterze rozwojowym. Jest to nieprawda. Ucinamy ponad miliard złotych wydatków na modernizację kolei, to są wydatki o charakterze rozwojowym. Zaproponowano zmniejszenie wydatków w dziale nauka, to jednocześnie jest podcinanie możliwości rozwojowych w przyszłych latach. Dlatego te deklaracje i tłumaczenia Rostowskiego w dalszym ciągu niewiele nam wyjaśniają, a są jedynie próbą zaklinania rzeczywistości. Bardzo wyraźnie widać, że skala załamania dochodów podatkowych powoduje ogromną panikę wśród rządzących.
Pokazano 30-miliardową dziurę budżetową, a jednocześnie minister Rostowski powiększa limit kredytów dla Funduszu Ubezpieczeń Społecznych z dotychczasowych 12 na 18 mld złotych. Oznacza to, że w dalszym ciągu duża część długów jest zamiatana pod dywan. Fundusz Ubezpieczeń Społecznych nigdy nie będzie miał nadwyżki, aby kredyt ten spłacić. Na koniec tego roku kwota jego kredytów wyniesienie 38 mld złotych. Następca ministra Rostowskiego zapewne będzie musiał je umorzyć. Wówczas zamienią się one w wydatek budżetowy, a w konsekwencji w deficyt budżetowy i w dług publiczny. Mimo pokazania tej ogromnej dziury w tegorocznym budżecie w dalszym ciągu odbywają się operacje ukrywania prawdziwej rzeczywistości finansów publicznych.
W opinii Rostowskiego, polska gospodarka jest uzależniona od eksportu do strefy euro jak żadna inna duża gospodarka w Unii Europejskiej. Minister, stawiając tego rodzaju tezę, sam sobie zaprzecza. Oczywiście, że recesja w strefie euro osłabia nasze możliwości eksportowe. Jednak eksport rośnie w stosunku do roku ubiegłego. Wskaźnik eksportu netto w 25 proc. wpływa na nasze PKB. 75 proc. zależy od czynników krajowych, takich jak konsumpcja i inwestycje, te czynniki są w rękach ministra. Tym samym Rostowski sam sobie zaprzecza. Potwierdza z jednej strony, że eksport tworzy 25 proc. polskiego PKB, a następnie mówi, że w zasadzie w całości to, co dzieje się w polskiej gospodarce, zależy od polskiego eksportu. Polski rząd robi wszystko, aby ograniczać konsumpcję. Nie stwarza bodźców o charakterze prorozwojowym, w związku z czym spada zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw. Podobnie jest z inwestycjami. Mamy ostatnie lata realizowania perspektywy unijnej 2007-2013. Okazuje się, że wydatki inwestycyjne o charakterze publicznym zamiast rosnąć – maleją. Rząd jednak nie ma pomysłu na poprawę tej sytuacji. W zamian próbuje uciec w slogany, które w znacznej części są nieprawdziwe.
Rostowski ocenił, że w Polsce widać już pierwsze oznaki ożywienia gospodarczego. W okresie letnim mamy spadek bezrobocia o charakterze sezonowym. Tymczasem według nowelizacji, jaką zaproponował minister Rostowski, wskaźnik bezrobocia na koniec roku ma wynieść 14 procent. Przewidywane jest, że w ostatnim kwartale 2013 roku bezrobocie wzrośnie o 1 punkt procentowy. Mówienie, że widoczne jest jakiekolwiek polepszenie sytuacji, jest nieporozumieniem.
not. IK
Dr Zbigniew Kuźmiuk – ekonomista, poseł Prawa i Sprawiedliwości, członek sejmowej Komisji Finansów Publicznych
Dr Zbigniew Kuźmiuk