• Sobota, 14 marca 2026

    imieniny: Leona, Matyldy, Jarmiły

Wojna coraz bliżej

Środa, 28 sierpnia 2013 (02:04)

Szef syryjskiej dyplomacji Walid el-Mualim przestrzega Stany Zjednoczone i ich sojuszników przed podejmowaniem interwencji.

– Atak na Syrię to nie jest drobnostka. Dysponujemy środkami obrony, które wszystkich zaskoczą – zapewnił minister. Według el-Mualima, potencjalna interwencja w Syrii służyłaby interesom Izraela oraz Al-Kaidy i powiązanych z nią organizacji. Reżim liczy też na wsparcie Kremla.

Według ekspertów, syryjskie władze dysponują dużymi zapasami broni chemicznej, m.in. sarinu i gazu musztardowego. Jednak w ich ocenie, w przypadku ograniczonego ataku Zachodu reakcja Syrii i jej sojuszników będzie niewielka. Dopiero akcja na szeroką skalę, mająca na celu obalenie prezydenta Asada, rozpaliłaby sytuację w regionie.

Krótki i precyzyjny atak

Przedstawiciele państw zachodnich powiedzieli opozycji syryjskiej, że w ciągu najbliższych dni należy oczekiwać uderzenia w ich kraju – podały źródła po spotkaniu między koalicją syryjskiej opozycji a krajami zachodnimi w Stambule. Pełną gotowość do natychmiastowej reakcji potwierdził minister obrony USA Chuck Hagel w telewizji BBC.

Prasa za oceanem już spekuluje, jak miałaby wyglądać ewentualna operacja przygotowana przez zachodnią koalicję. Według tamtejszych mediów, prezydent Barack Obama rozważa atak przeciwko Syrii, który byłby krótki i miałby ograniczony zasięg. Jego celem byłoby tylko ukaranie reżimu za atak chemiczny na przedmieściach Damaszku. Zdaniem amerykańskich komentatorów, takie uderzenie miałoby na celu zniechęcenie prezydenta Asada do kolejnych ataków tego typu oraz nie wciągnęłoby USA w głębsze zaangażowanie w wojnę domową w Syrii. Według m.in. dziennika „Washington Post”, atak potrwałaby maksymalnie dwa dni i polegałby na wystrzeleniu z morza pocisków manewrujących lub użyciu bombowców dalekiego zasięgu.

Poszlaki wskazują na Asada

Tuż po zakończeniu wczorajszej misji obserwatorów z ONZ, którzy mieli za zadanie zbadać, czy w pobliżu Damaszku doszło do użycia broni chemicznej, część zachodnich polityków oświadczyła, iż nie ma wątpliwości, że do takiego ataku doszło i że stoi za nim armia prezydenta al-Asada. Jako pierwszy taką tezę przedstawił sekretarz stanu USA John Kerry, który poinformował, iż z całą pewnością w Syrii w zeszłym tygodniu użyta została broń chemiczna. Wyjaśnił też, że Stany Zjednoczone mają dodatkowe informacje na temat ataku, które zostaną podane do wiadomości publicznej w najbliższych dniach.

Tuż po wystąpieniu Kerry’ego także władze Wielkiej Brytanii ogłosiły, że przygotowują plan na wypadek interwencji zbrojnej, która ma być odpowiedzią na użycie broni chemicznej w Syrii. Kancelaria szefa rządu Davida Camerona podała, że szykowana jest „proporcjonalna odpowiedź”. Rzecznik brytyjskiego gabinetu poinformował, że siły zbrojne przygotowują się na wypadek decyzji o interwencji, choć – jak podkreślił – żadna decyzja w tej sprawie jeszcze nie zapadła. W związku z doniesieniami o użyciu 21 sierpnia na przedmieściu Damaszku broni chemicznej, gdzie mogło zginąć ponad 1300 osób, Cameron skrócił wakacje i wrócił do Londynu. Odwołał też urlop parlamentarzystom. Dziś ma przewodniczyć spotkaniu Rady Bezpieczeństwa Narodowego, a także rozmawiać ze światowymi przywódcami, aby upewnić się, że każda odpowiedź będzie skoordynowana.

Kongres żąda konsultacji

Tymczasem szef amerykańskiej Izby Reprezentantów John Boehner zażądał, by Biały Dom skonsultował się z Kongresem, zanim podejmie jakąkolwiek decyzję w sprawie ataków. „Spiker wyraził się jasno, że zanim zostaną podjęte jakiekolwiek działania, muszą je poprzedzić sensowne konsultacje z przedstawicielami Kongresu, jak i cele i szersza strategia mająca na celu stabilizację sytuacji” – głosi oficjalne oświadczenie kongresmana. W odpowiedzi szef amerykańskiej dyplomacji poinformował, że administracja prezydenta USA aktywnie konsultuje się z członkami Kongresu i w najbliższych dniach będzie prowadzić z nimi rozmowy.

Warto podkreślić, że istniejąca od 1973 roku uchwała o uprawnieniach wojennych (War Powers Resolution), która wymaga zgody parlamentu na udział sił zbrojnych USA w operacjach poza granicami kraju, była do tej pory wielokrotnie omijana przez szefów państwa. W praktyce żaden amerykański prezydent nie uznał jej za prawomocną, a dwóch – Ronald Reagan i Bill Clinton – ją zignorowało.

Włosi przeciw

Jak się okazuje, przeciwni interwencji w Syrii są już nie tylko Rosjanie i Chińczycy. Wczoraj także Włochy poinformowały, że nie popierają ewentualnej zbrojnej interwencji Zachodu w Syrii. Zdaniem minister spraw zagranicznych Emmy Bonino, można by tego uniknąć, prowadząc międzynarodową kampanię na rzecz wygnania przywódcy kraju. Szefowa włoskiego MSZ podkreśliła jednocześnie, że skierowanie jego sprawy do międzynarodowego trybunału sprawiedliwości przy jednomyślnym stanowisku w Radzie Bezpieczeństwa ONZ pozwoliłoby uniknąć zbrojnego rozwiązania i dalszego rozlewu krwi w Syrii. – Interwencja bez zgody Rady Bezpieczeństwa jest niemożliwa – dodała Bonino. Wyraziła opinię, że trzeba wziąć pod uwagę reakcję Rosji i Iranu.

Słowa włoskiej minister są powtórzeniem apeli szefa rosyjskiej dyplomacji Siergieja Ławrowa, który mówił, że jakakolwiek operacja zbrojna przeciwko Syrii bez mandatu Rady Bezpieczeństwa ONZ byłaby bardzo poważnym naruszeniem prawa międzynarodowego. Jednocześnie Rosja wyraziła żal po ogłoszeniu przez Departament Stanu USA decyzji o odłożeniu planowanych na dziś w Hadze rozmów amerykańskich i rosyjskich dyplomatów poświęconych konfliktowi w Syrii. Strona amerykańska wyjaśniła, że spotkanie odwołano z powodu trwających konsultacji na temat ewentualnej odpowiedzi na atak chemiczny w tym kraju.

Na napięcie wokół Syrii reagują także europejskie giełdy, które poszły wczoraj w dół, osiągając najniższe poziomy od miesiąca. Index FTSEurofirst 300, który mierzy wyniki trzystu największych europejskich spółek, spadł o 1,16 proc., do poziomu, jakiego nie notowano od końca lipca.

Łukasz Sianożęcki