Kto zyska na interwencji w Syrii?
Wtorek, 27 sierpnia 2013 (19:14)Potencjalny atak wojskowy USA na Syrię służyłby interesom Izraela oraz Al-Kaidy i powiązanych z nią organizacji – stwierdził szef syryjskiej dyplomacji Walid el-Mualim. Sprawa pogrążonego w wojnie domowej kraju staje się coraz bardziej napięta.
Syryjski minister spraw zagranicznych dodał, że zagraniczne ataki nie powstrzymają Syrii przed kontynuowaniem walki z rebeliantami. – Armia rządowa nie zakończy wysiłków wojskowych wokół Damaszku. Jeśli celem jest ograniczenie zwycięstw naszych sił zbrojnych, nie będzie to skuteczne – powiedział Mualim i oświadczył, że Syria będzie bronić się wszystkimi możliwymi środkami w przypadku ataku ze strony Stanów Zjednoczonych.
– Jeśli celem potencjalnego uderzenia wojskowego jest stworzenie równowagi sił w konflikcie syryjskim, to jest to urojenie – wskazał Mualim.
Szef syryjskiej dyplomacji Walid el-Mualim zapewnił ponadto, że Rosja nie porzuci swojego syryjskiego sojusznika. – Mogę państwa zapewnić, że Rosja nie opuściła Syrii. Będziemy utrzymywać nasze stosunki we wszystkich dziedzinach i dziękujemy Rosji za wsparcie – powiedział minister.
Wczoraj minister spraw zagranicznych Rosji Siergiej Ławrow zapytany, co uczyni Moskwa, jeśli kraje zachodnie przystąpią do akcji zbrojnej przeciwko Syrii, odparł, że „Rosja nie zamierza z nikim prowadzić wojny”. Ponadto Rosja ostrzegła Zachód przed operacją zbrojną przeciwko Syrii.
Sytuacja wokół Syrii staje się coraz bardziej napięta. Wczoraj sekretarz stanu USA John Kerry potwierdził, że w Syrii w zeszłym tygodniu użyta została broń chemiczna. – Sprawcy tego skandalicznego ataku powinni być pociągnięci do odpowiedzialności – podkreślił, oskarżając siły rządowe o niszczenie dowodów. Kerry dodał, że Stany Zjednoczone mają dodatkowe informacje na temat ataku, które zostaną podane do wiadomości publicznej w najbliższych dniach.
Wielka Brytania przygotowuje plan ewentualnościowy na wypadek interwencji zbrojnej w odpowiedzi na użycie broni chemicznej w Syrii – powiedział rzecznik premiera Davida Camerona. Kancelaria szefa rządu podała, że przygototwywana jest „proporcjonalna odpowiedź”. Ponadto brytyjski premier odwołał parlament z wakacji w związku z sytuacją w Syrii. Rzecznik rządu poinformował, że nadzwyczajne posiedzenie Izby Gmin wyznaczono na czwartek. Natomiast niemiecki rząd potępił użycie broni chemicznej przez siły prezydenta Syrii Baszara al-Asada i zagroził mu „konsekwencjami”. Berlin unika jednak wszelkich wiążących deklaracji. Kwestia udziału Niemiec w ewentualnej interwencji zbrojnej pozostaje otwarta.
Z kolei szef MSZ Turcji Ahmet Davutoglu powiedział, że zeszłotygodniowy atak w Syrii z użyciem gazu bojowego to „zbrodnia przeciwko ludzkości”, która nie powinna pozostać bez odpowiedzi ze strony wspólnoty międzynarodowej.
– To zbrodnia przeciw ludzkości i jako taka nie powinna pozostać bez odpowiedzi. To, co należy zrobić, musi być zrobione. Jest dzisiaj jasne, że wspólnota międzynarodowa stoi w obliczu próby – powiedział Davutoglu. Szef tureckiej dyplomacji mówił wczoraj, że Ankara przyłączyłaby się do każdej międzynarodowej koalicji przeciwko Syrii, gdyby w ONZ nie udało się osiągnąć szerszego konsensusu w sprawie akcji przeciwko temu krajowi.
W Syrii obecni są inspektorzy ONZ do spraw broni chemicznej. Zebrali wczoraj zeznania od ofiar ataku z użyciem gazu bojowego, do którego miało dojść na jednym z kontrolowanych przez rebeliantów przedmieść Damaszku.
IK, PAP