• Czwartek, 2 kwietnia 2026

    imieniny: Franciszka, Władysława, Arona

Odzyskałam dziadka

Wtorek, 27 sierpnia 2013 (02:09)

Z Anną Tasiemską, wnuczką Władysława Borowca „Żbika”, zamordowanego w 1948 r. w więzieniu mokotowskim, rozmawia Piotr Czartoryski-Sziler

Kiedy dowiedziała się Pani, że dziadek może leżeć na Łączce?

– Z telewizji i doniesień prasowych dowiedziałam się, że już rozpoczęły się prace ekshumacyjne. Sama z kolei wiedziałam, że na pomniku-murze na powązkowskiej Łączce znajduje się tabliczka z imieniem i nazwiskiem mojego dziadka. Jej zdjęcie znalazłam w internecie trzy lata temu. Od razu zadzwoniłam wtedy do Instytutu Pamięci Narodowej, gdzie udzielono mi wszelkiej pomocy i podano telefony do prof. Krzysztofa Szwagrzyka i dr. Andrzeja Ossowskiego.

Wcześniej pamięć o dziadku nie była w rodzinie kultywowana?

– Była. Ale nic praktycznie o jego działalności nie wiedziano. W czasach komunistycznych, po wszystkich ciężkich zajściach, aresztowaniach, bano się o nim głośno mówić. Babcia była przesłuchiwana i śledzona przez służby bezpieczeństwa, zresztą mama podobnie, jak również inni członkowie rodziny. Przeżycia okupacji niemieckiej, a później sowieckiej, a także świadomość tego, czym dziadek się zajmował, doprowadziły do wczesnej śmierci babci. Zmarła w wieku 47 lat. Miałam wówczas zaledwie kilka miesięcy, więc przed śmiercią babcia nie mogła mi o dziadku nic powiedzieć. Po latach, będąc już osobą dorosłą, nie opuszczała mnie – podobnie jak mamy – cicha nadzieja, że odnajdziemy miejsce spoczynku Władysława Borowca. Co jakiś czas wpisywałam w internecie jego imię i nazwisko, gdyż wiedziałam, że można tam znaleźć coraz więcej informacji, bo przecież co jakiś czas otwierane są jakieś archiwa. To właśnie wtedy dowiedziałam się o pomniku na Powązkach i zobaczyłam zdjęcie tabliczki z nazwiskiem dziadka. Wtedy pierwszy raz przeczytałam też o Łączce, czyli kwaterze „Ł”. Zaczęłam czytać więcej na ten temat, później odnalazłam – także w internecie – życiorys dziadka. Było to dla mnie niesamowitą rzeczą, bo znałam tylko datę jego śmierci, a nie wiedziałam, kiedy się urodził. Gdy do moich rąk trafiły dokumenty dziadka, w których zobaczyłam jego zdjęcie i podpis, czułam wielkie wzruszenie. Ono z każdym dniem potęguje się, bo dowiaduję się o nim coraz więcej budujących informacji.

W jaki sposób Pani rodzina zdobyła dokumenty Władysława Borowca?

– Moja mama, zanim 17 lat temu zachorowała na alzheimera, a później na chorobę nowotworową, zdążyła być na procesie w Warszawie rehabilitującym dziadka. Miał on miejsce w 1991 i 1992 roku. Wtedy otrzymała jego paszport, kenkartę i przepustkę Biura Rewindykacji i Odszkodowań Wojennych, w którym dziadek pracował jako księgowy, a później intendent przy polskiej misji wojskowej w Berlinie. Dziadek był tam także tłumaczem języka angielskiego, znał bowiem cztery języki obce. Mama dowiedziała się wówczas, że „Żbik” był bohaterem. Zmarła dziesięć miesięcy temu, miesiąc po pobraniu materiału genetycznego. Niestety, nie zdążyła przed śmiercią usłyszeć, że dziadek został zidentyfikowany. Informację o jego rozpoznaniu otrzymałam ok. 3 tygodni temu. Aż do teraz nie mieliśmy stuprocentowej pewności, że on leży na Łączce. Dopiero identyfikacja DNA tak naprawdę dała pewność i w końcu tożsamość dziadka została odzyskana.

Miała Pani świadomość, że dziadek jest jednym z żołnierzy wyklętych?

– Takiej świadomości przez długi czas nie miałam, ponieważ siostry babci, które już też nie żyją, nic mi na jego temat nie przekazały. Jedynie najbliższa kuzynka mamy miała szczątkową wiedzę od swego ojca, który był w tej organizacji co dziadek. Muszę powiedzieć, że także mama nie miała dużej wiedzy o jego działalności. Mówiła mi tylko, że dziadek walczył z okupacją sowiecką o wolną i niepodległą Polskę. Dlatego ten rok jest tak naprawdę dla mnie przełomowy. Mam nadzieję, że teraz będę mogła dowiedzieć się czegoś więcej o dziadku z dokumentacji zgromadzonej w IPN albo w innych instytucjach i poznam, czym dokładnie się zajmował.

Rodzina zdecydowała już, gdzie „Żbik” zostanie pochowany?

– Jeszcze na ten temat nie rozmawiałam z osobami reprezentującymi poszczególne instytucje i nie wiem, jakie mają plany. W zeszłym roku słyszałam o zbiorowej mogile na Łączce. Wydaje mi się, że to dobry pomysł, gdyż byłaby ona także symbolem tamtego reżimu totalitarnego. Dostosuję się do tego, co uzna większość rodzin. Rozważam jednak także pochowanie dziadka w grobie rodzinnym. Już 13 czy 14 lat temu na cmentarzu w Poznaniu umieściliśmy na grobie babci symboliczną tabliczkę z imieniem i nazwiskiem dziadka. Wtedy bowiem, po procesach rehabilitacyjnych, uzyskaliśmy informację na temat daty jego śmierci. Dziś w tym grobie spoczywa także moja mama. Dziadek babcię bardzo kochał, więc byłoby to dla nas ważne i symboliczne, jakby dołączył także do swojej żony i córki. Poznań był także jego ukochanym miastem, więc podjęcie ostatecznej decyzji nie będzie łatwe. Marzeniem mamy było dowiedzieć się, gdzie są pogrzebane szczątki dziadka i jeżeli to będzie możliwe, godne ich pochowanie. Mam nadzieję, że będę mogła teraz spełnić życzenie mamy.

Dziękuję za rozmowę.

Piotr Czartoryski-Sziler