Odwołanie niemal pewne
Piątek, 23 sierpnia 2013 (02:09)Wynik referendum w sprawie odwołania prezydent Warszawy będzie dla Hanny Gronkiewicz-Waltz niekorzystny – twierdzi PiS, powołując się na swoje badania.
Platforma Obywatelska panicznie boi się wyniku głosowania, w którym prestiżowy fotel prezydenta stolicy stracić może wiceszefowa partii rządzącej i zaufana premiera.
Aby odwołać Hannę Gronkiewicz-Waltz, 13 października do urn pójść musi co najmniej 389 tys. wyborców. Tylko wtedy wynik głosowania będzie wiążący. Dlatego prezydent Warszawy, rządząca stolicą Platforma, premier Donald Tusk i prezydent Bronisław Komorowski prowadzą absencyjną antykampanię, bez żenady apelując przy każdej okazji o bojkot. Wcześniej poseł Andrzej Halicki kwestionował ważność formularzy, na których zbierano podpisy pod wnioskiem o referendum. Czy władze PO boją się jego rezultatu? Na pewno tak.
PiS już w maju prowadziło badania sondażowe, z których wynika, że frekwencja podczas referendum może być wysoka, pozwalająca spokojnie osiągnąć próg konieczny, by jego wynik był wiążący. Co więcej, przesądzający o odwołaniu prezydent.
Zdaniem Macieja Wąsika, warszawskiego radnego PiS, wybór terminu na 13 października to nie przypadek.
– Został on przesunięty najdalej. Tak, by doprowadzić do sytuacji, żeby po ewentualnym odwołaniu Hanny Gronkiewicz-Waltz władzę w mieście przejął komisarz wyznaczony przez rząd – tłumaczy Wąsik. W przypadku odwołania prezydent wybory nowego włodarza miasta mogłyby się odbyć najwcześniej w styczniu. Ale ponieważ do terminu wyborów samorządowych pozostanie wtedy mniej niż rok, Rada Warszawy może zadecydować o rezygnacji z przyspieszonych wyborów. Wówczas komisarz będzie rządził stolicą aż do listopada 2014 roku.
Kiełbasa wyborcza
Kampania referendalna powoli się rozkręca. Władze miasta starają się akcentować swoje sukcesy. Prezydent apeluje o cierpliwość, przeprasza za błędy. Zaczęło się rozdawanie kiełbasy wyborczej. Na 2014 r. miasto przygotowało podwyżkę cen biletów komunikacji miejskiej. Prezydent zapowiedziała jednak wczoraj, że nie wzrośnie cena biletu 20-minutowego, a mieszkańcy Warszawy płacący tu podatki mniej zapłacą za bilety długookresowe. Bilet jednorazowy komunikacji miejskiej w Warszawie będzie zastąpiony 75-minutowym – przesiadkowym za 4,40 zł.
Na razie prym w kampanii w sprawie odwołania wiedzie lewicowy lider Warszawskiej Wspólnoty Samorządowej Piotr Guział. Już zapowiedział, że chce debaty z prezydent. Miałaby się ona odbyć we wrześniu. Jednak jego awanse zostały odprawione z kwitkiem. Gronkiewicz-Waltz dyskutować nie ma ochoty. – Pan Guział pomylił referendum z wyborami. W związku z tym nie ma powodu do debaty – oświadczyła w TVP prezydent stolicy.
Tymczasem zarzutów pod adresem Hanny Gronkiewicz-Waltz jest cała lista. – O licznych podwyżkach czy fatalnym wprowadzaniu ustawy śmieciowej nie mówię, bo to kwestia oczywista. Jednak jej największą słabość widzę w tym, czym się ona najbardziej szczyci, a więc realizowanych inwestycjach. Wydaje się w Warszawie na nie bardzo wiele, ale tylko dlatego, że są one niezwykle drogie – mówi Wąsik. Podaje przykład remontu 770 metrów ul. Prostej w centrum miasta, na który miasto przeznaczyło 220 mln złotych. Na razie został ogłoszony przetarg. – To droższa inwestycja niż S7 na Bemowie, która i tak była droga – dodaje Wąsik.
Do tego dochodzi przedłużająca się w nieskończoność budowa drugiej linii metra, ogromne koszty budowy Stadionu Narodowego, marnowanie milionów na projekty budowlane, które nigdy nie powstały. Zarówno WWS, jak i PiS zarzucają prezydent drakońskie podwyżki cen biletów i jednoczesne cięcia w komunikacji miejskiej, duże cięcia w oświacie, skandalicznie wysokie stawki za wywóz śmieci, które są kilkakrotnie wyższe niż w innych dużych miastach, oraz gigantyczny rozrost administracji. Chodzi o zwiększenie liczby urzędników o prawie tysiąc osób, w tym zatrudnienie ponad 20 pełnomocników.
Referendum w sprawie odwołania Hanny Gronkiewicz-Waltz odbędzie się 13 października. Pod wnioskiem o jego rozpisanie podpisało się 232 tys. osób. Po podliczeniu podpisów okazało się, że ważnych głosów jest 166 726, a więc o 30 tys. więcej niż wymagany próg.
Maciej Walaszczyk