• Wtorek, 24 marca 2026

    imieniny: Marka, Katarzyny, Gabriela

Cel coraz bliżej

Czwartek, 22 sierpnia 2013 (06:13)

Kwalifikacje Ligi Mistrzów: Steaua – Legia 1:1

Piłkarze Legii Warszawa zremisowali wczoraj w Bukareszcie ze Steauą 1:1 w pierwszym meczu czwartej, decydującej rundy kwalifikacji Ligi Mistrzów. To świetny wynik, stawiający podopiecznych Jana Urbana w bardzo korzystnym położeniu przed rewanżem.

Od początku meczu w Bukareszcie przeważała Steaua, w pierwszej połowie górując nad Legią w każdym elemencie futbolowego rzemiosła. Czy to mogło zdziwić? Absolutnie nie. Nie, bo tak wyglądały wszystkie pierwsze połowy pierwszych spotkań w każdej z dwóch rund kwalifikacyjnych, w jakich wcześniej walczyli warszawianie. Czy to w starciu ze słabiutkim walijskim The New Saints, czy przeciętnym norweskim Molde FK podopieczni Jana Urbana zaczynali fatalnie, przegrywając po 45 minutach 0:1. Identycznie było wczoraj.

I podobnie jak w pojedynku z Molde, był to wynik dla legionistów szczęśliwy. Gdyby nie Dusan Kuciak w ich bramce, goli mogli stracić zdecydowanie więcej, dwa, trzy. Do przerwy na boisku istniał bowiem tylko jeden zespół: Steaua. Legia była bezradna, nie potrafiła przeprowadzić składnej akcji, przegrywała praktycznie wszystkie indywidualne pojedynki. Już w 12. minucie powinno być 1:0 dla gospodarzy, lecz Federico Piovaccari nie zdołał pokonać Kuciaka w idealnej sytuacji.

Był to początek popisu Słowaka, który i w kolejnych minutach wychodził obronną ręką z niesamowitych opresji. Wielkie brawa należały mu się przede wszystkim za obronę strzału Cristiana Tanase w 33. minucie. W końcu jednak i on nic nie mógł zdziałać. W 34. min Piovaccari otrzymał podanie za plecy obrońców, warszawianie myśleli, że znajduje się na pozycji spalonej, tak nie było i napastnik gospodarzy efektownie przelobował Kuciaka, zdobywając pierwszego gola.

Do przerwy wynik się nie zmienił, choć w końcówce wreszcie pokazała się Legia. Po dośrodkowaniu Miroslava Radovicia świetnie uderzył głową Jakub Wawrzyniak i niewiele zabrakło mu do szczęścia. 0:1 to był najniższy wymiar kary dla mistrzów Polski. Ich kibice pocieszali się jednak, że zarówno w Walii, jak i w Norwegii w drugich połowach mecze wyglądały zupełnie inaczej, warszawianie zabierali się do pracy, zdobywali bramki i… tak też się stało.

Po przerwie na boisko wyszła inna Legia, waleczna i wiedząca, czego chce. Błyskawicznie też dopięła swego. W 53. min pomysłową akcję przeprowadzili Łukasz Broź z Radoviciem, w polu karnym w piłkę nie trafił Marek Saganowski, ale dopadł do niej Jakub Kosecki i z bliska doprowadził do wyrównania. Dosłownie chwilę później Kosecki ponownie trafił do siatki, jednak tym razem sędziowie dopatrzyli się spalonego i gola nie uznali. Ten krótki fragment meczu wstrząsnął Rumunami i na długo odebrał im pewność siebie. Pod koniec gospodarze jeszcze przycisnęli, stworzyli sobie kilka wybornych okazji, lecz za każdym razem natrafiali na przeszkodę nie do pokonania. Kuciaka. Słowacki bramkarz bronił świetnie, przy tym szczęśliwie, i głównie dzięki niemu Legia wywiozła z Bukaresztu doskonały wynik, przybliżający ją znacznie do fazy grupowej Ligi Mistrzów.

Steaua Bukareszt – Legia Warszawa 1:1 (1:0)
Bramki: Piovaccari (34.) – Kosecki (53.). Legia: Kuciak – Rzeźniczak, Jodłowiec (27. Broź), Junior, Wawrzyniak – Kucharczyk (75. Żyro), Radović, Vrdoljak, Furman, Kosecki – Saganowski (81. Dwaliszwili).

Piotr Skrobisz