Łączka pod kreską
Czwartek, 22 sierpnia 2013 (02:07)Z dr. Witoldem Mieszkowskim, synem komandora Stanisława Mieszkowskiego, dowódcy floty, zamordowanego w więzieniu mokotowskim, rozmawia Piotr Czartoryski-Sziler
Dziś IPN ogłosi kolejne nazwiska osób pogrzebanych na powązkowskiej Łączce. Drugi etap prac ekshumacyjnych nie spotkał się jednak z jakimś specjalnym zainteresowaniem dziennikarzy.
– Myślę, że spowodowane jest to tym, iż w ostatnim czasie wiele miejsca poświęcono dociekaniom dotyczącym obławy augustowskiej czy rzezi wołyńskiej, a sam profesor Krzysztof Szwagrzyk oprócz badań na Łączce prowadzi także wiele innych, m.in. w Białymstoku czy Opolu, dlatego zainteresowanie tymi pracami trochę jakby siadło. Brak zainteresowania Łączką jest jednak niekorzystny, dlatego że jest to wyjątkowe miejsce. To nie tylko miejsce pochówku żołnierzy wyklętych, przecież w stolicy wykonano wyroki na wielu światłych obywatelach II Rzeczypospolitej. Dlatego myślę, że powinno być ono szczególnie uhonorowane.
W jaki sposób?
– Łączkę powinno się uhonorować jakimś większym memoriałem w przyszłości. Wprowadzić ją niejako w obieg pierwszych miejsc w historii i tradycji narodowej. Myślę, że rola Łączki jako miejsca pamięci walk i męczeństwa dopiero się zaczyna, a nie kończy. Trzeci etap prac ekshumacyjnych, które czekają nas prawdopodobnie w przyszłym roku, właściwie otworzy dopiero sprawę upamiętnienia tego miejsca na poważnie. Myślę, że rodziny straconych, których nazwiska zostaną ujawnione dzisiaj na konferencji prasowej IPN, będą o to się dopominały. Jestem architektem urbanistą, wyobrażam więc sobie, że zostanie ogłoszony jakiś ogólnopolski konkurs na uświęcenie tego miejsca. Oczywiście trzeba zgromadzić odpowiednie środki, nie można tego przecież czynić, stojąc wyłącznie z kapeluszem pod kościołem.
Pieniądze powinno wyłożyć państwo?
– O to właśnie chodzi. To nie może być wdowi grosz, to musi być wysiłek III Rzeczypospolitej, by po tych 60-65 latach nareszcie zdano egzamin z patriotyzmu i niepodległości państwa.
Wcześniej planował Pan pogrzeb ojca na Oksywiu?
– Jeżeli Łączka zostanie uświęcona jako pierwsze miejsce tragedii, do których doszło w latach 40. i 50. XX wieku, to oczywiście stoję na tym samym stanowisku, co profesor Szwagrzyk, że ponowne pochówki powinny odbyć się w tym miejscu. Wcześniej faktycznie mówiłem, że chętnie pochowałbym ojca i dwóch komandorów: Zbigniewa Przybyszewskiego i Jerzego Staniewicza na Oksywiu. Miałem bowiem swego czasu umowę z moim nieżyjącym już przyjacielem panem Horacym Unrugiem, synem admirała Unruga, że jeżeli podwładni admirała – komandorzy Mieszkowski, Przybyszewski i Staniewicz – zostaną pochowani na Oksywiu, to wtedy on sprowadzi na ten sam cmentarz zwłoki admirała i jego małżonki z Montrésor we Francji. Nie wiem, czy dzieci Horacego obstają nadal przy tym pomyśle. Osobiście nie miałbym jednak nic przeciwko temu, by dwie kosteczki ojca zostały pochowane razem z admirałem. Dziś jednak jestem raczej zwolennikiem tego, żeby z Łączki, jak mówiłem, zrobić pierwsze miejsce pamięci narodowej, w którym znaleźliby się wszyscy odnalezieni przez profesora Krzysztofa Szwagrzyka, a zidentyfikowani przez pana doktora Andrzeja Ossowskiego.
Sprawa jest jednak trudna, bo w grę wchodzi także kwestia odzyskania tych terenów, na których nasi bohaterowie zostali pochowani. To byłoby zupełnie nowe rozwiązanie przestrzenne, musiałby być naruszony układ 18 na 18 metrów. Jednocześnie pomnik-mur mokotowski, który zbudowaliśmy tam w latach 1991-1992, musiałby zostać odtworzony i wkomponowany w to większe przedsięwzięcie przestrzenne. Trzeci etap prac ekshumacyjnych, na który muszą znaleźć się w tym kraju środki, będzie jednak bardzo trudny ze względu na pochówki, które później, pod osłoną stanu wojennego, pojawiły się w tym miejscu. Trudność będzie polegała na tym, że tutaj nie może zostać użyta metoda odkrywkowa. Trzeba będzie użyć metod nowocześniejszych, może nawet górniczych, bo te poszukiwania będą musiały być prowadzone pod istniejącymi nagrobkami przy zachowaniu godności wszystkich tam pochowanych: zarówno tych, którzy dziś spoczywają w tym miejscu w grobach, jak i tych, którzy zostali pod nimi pochowani pierwsi, a właściwie zagrzebani. Mnie się wydaje, że mój ojciec znajduje się właśnie w takiej mało komfortowej sytuacji. Zresztą nie tylko on, przypuszczam, że również generał Emil Fieldorf „Nil”.