Legia gra o miliony
Środa, 21 sierpnia 2013 (09:35)Piłkarze Legii Warszawa zmierzą się dziś w Bukareszcie ze Steauą w pierwszym meczu czwartej, ostatniej rundy kwalifikacji Ligi Mistrzów. Jeśli okażą się lepsi od Rumunów, przejdą do historii, trafią do futbolowej krainy szczęścia i dobrobytu, zarabiając gigantyczne pieniądze. Co najmniej 8,6 mln euro.
Dotąd w fazie grupowej Champions League grały tylko dwa polskie kluby. Do tego dawno, bardzo dawno temu, biorąc pod uwagę to, w jakim tempie rozwija się piłkarska Europa i w jakich rejonach to czyni. W sezonie 1995/1996 ta sztuka udała się Legii, a w kolejnym Widzewowi Łódź. Od tamtej pory nasze drużyny przepadały w kwalifikacjach, i to niezależnie od tego, kogo w nich napotykały. Czy był to Real Madryt, Barcelona czy Panathinaikos Ateny lub Apoel Nikozja. Najczęściej próbowała Wisła Kraków, która jeszcze nie tak dawno dzieliła i rządziła w krajowych rozgrywkach, jednak za każdym razem przełykała gorzką pigułkę.
Czy teraz Legii się powiedzie? Na razie w kwalifikacjach nie zachwycała. Walijski The New Saints FC pokonała pewnie, choć w przeciętnym stylu, natomiast z Molde FK miała mnóstwo szczęścia. Rewanżowy pojedynek z Norwegami tchnął jednak nieco optymizmu, bo pokazał, że podopieczni Jana Urbana potrafią grać mądrze i dojrzale pod presją. Teraz jednak skala wyzwania zdecydowanie wzrośnie. Steaua to nie Barcelona, ale dobrze wie, czego chce. A chce trafić do Ligi Mistrzów. – Znany jej atuty, jest ich zdecydowanie więcej niż mankamentów. Na tym etapie nie było jednak słabeuszy, dlatego to nas nie zaskoczyło. Największą siłą Rumunów jest zespół, mają przy tym sporo indywidualności w kadrze. Najjaśniejszą jest chyba obrońca Vlad Chiriches, za którego Tottenham dawał osiem milionów euro. Steaua dobrze czuje się w grze ofensywnej, lubi atakować, stosować pressing – powiedział Urban.
Trener mistrzów Polski z jednej strony tłumaczył, jak ważny będzie awans do Champions League, ale z drugiej starał się przy każdej okazji zdejmować ze swych podopiecznych presję. Robił, co mógł, by wychodząc dziś na boisko, nie czuli, że w przypadku niepowodzenia zawali się świat. – Chcemy przywieźć z Bukaresztu wynik, który pozwoli nam w rewanżu realnie myśleć o fazie grupowej. Kluczem do sukcesu będzie strzelenie bramki, która w meczach wyjazdowych liczy się podwójnie. Mam nadzieję, że zagramy tak, jak potrafimy. Jeśli okaże się to niewystarczające, to powiemy sobie „trudno” i skupimy się na Lidze Europejskiej – dodał.
Oczywiście na Łazienkowskiej niepowodzenia nikt nie zakłada, szczególnie że Legia wie, o co gra. Za sam awans do Ligi Mistrzów UEFA wypłaca 8,6 mln euro. Każdy wywalczony punkt premiowany jest ekstra, do tego dochodzą pieniądze ze sprzedaży biletów, reklam etc. Warszawianie stają zatem przed niewyobrażalną szansą zapewnienia sobie spokojnej przyszłości i zdominowania krajowych rozgrywek na długie lata. Działacze nie ukrywają przy okazji, że awans wiązałby się z kolejnymi wzmocnieniami składu, tym razem o zawodników z głośnymi nazwiskami, rozpoznawalnymi w Europie, o takich, którzy zapełniliby trybuny do ostatniego miejsca. Żeby jednak tak się stało, Legia musi okazać się od Rumunów lepsza. Co ważne, Urban nie musiał mocno główkować przy ustalaniu składu. Owszem, wypadł z niego Bartosz Bereszyński, to poważne osłabienie, lecz poza nim wszyscy są zdrowi, łącznie z Tomaszem Jodłowcem.
Legia do tej pory lubiła grać w pucharach z drużynami z Rumunii. Z sześciu rozegranych spotkań (z UT Arad i – dwukrotnie – Rapidem Bukareszt) wygrała aż pięć, dwa razy cieszyła się z awansu. Steaua w tegorocznych kwalifikacjach wyeliminowała macedoński Vardar Skopje (3:0, 2:1) i gruzińskie Dinamo Tbilisi (2:0, 1:1). Piłkarze z Bukaresztu w poprzednim sezonie byli jedną z rewelacji Ligi Europejskiej. Dotarli do 1/8 finału, gdzie nie sprostali Chelsea Londyn. Od tamtej pory w jej składzie niewiele się zmieniło, co pokazuje, z kim warszawianom przyjdzie się zmierzyć. Kiedy jednak los wskazał, że rywalem legionistów w walce o LM będzie Steaua, na Łazienkowskiej zapanowała radość. Teraz trzeba udowodnić, że nie była to radość na wyrost. Z pewnością zawodników Urbana czeka ostry bój, ale mogą przed nim być optymistami. Stać ich na awans.
Piotr Skrobisz