PR jest najważniejszy
Niedziela, 18 sierpnia 2013 (21:16)„Nie” dla finasowania referendów w Polsce, „tak” dla finansowania kampanii promujących chybione pomysły minister Krystyny Szumilas – takie zasady wyznaje rządząca Platforma Obywatelska.
Ponad 400 tys. na stworzenie spotów promujących obniżenie wieku szkolnego oraz niemal 5 mln złotych na ich emisje w radiu i telewizji – tyle Ministerstwo Edukacji Narodowej wydało na promocję pomysłu minister edukacji, by posłać sześciolatki do szkoły.
Jednak jak podkreśla poseł Paweł Olszewski, rzecznik Platformy Obywatelskiej, w rozmowie z Informacyjną Agencją Radiową w sprawie referendum dotyczącym obniżenia obowiązku szkolnego, „po to są demokratyczne wybory, by władza w imieniu obywateli podejmowała tego typu decyzje”. Olszewski dodał, że objęcie obowiązkiem szkolnym sześciolatków jest merytorycznie uargumentowane. Jak mówił, doświadczenia innych krajów są na tym polu pozytywne. – Nie widzę też powodu, byśmy musieli ponosić dodatkowe koszty referendalne – mówił poseł Olszewski.
Oznacza to, że rządzącym nie jest szkoda wydawać publicznych pieniędzy na propagandowe spoty. Zupełnie inaczej wygląda sytuacja w sprawie zorganizowania referendum, jednego z elementów demokracji bezpośredniej.
Jakie kwoty ministerstwo przeznacza na spoty promocyjne? Na pytanie NaszDziennik.pl rzecznik ministerstwa przesłał informację o kwotach, jakie wydała MEN w latach 2012-2013 na spoty w radiu i telewizji: „produkcja spotów TV i radio to: 487 930 zł, zaś emisja spotów w TV i radio: 4 849 596 zł”.
Oczywiście musimy podkreślić, jak nadmienił rzecznik w przesłanej informacji, „obowiązkiem Ministerstwa Edukacji Narodowej w związku z tak kluczową reformą jak obniżenie wieku szkolnego, jest podejmowanie konkretnych działań zarówno w zakresie wspierania samorządów w dostosowaniu szkół na przyjęcie sześciolatków oraz informowania rodziców o korzyściach wynikających z wczesnej edukacji szkolnej”.
W ostatnim czasie mieliśmy również kontrowersyjną wypowiedź premiera Donalda Tuska, który „zaproponował”, by warszawiacy nie wzięli udziału w referendum w sprawie odwołania Hanny Gronkiewicz-Walz, prezydent Warszawy. Czyżby Platforma bała się konstytucyjnie uwarunkowanych elementów demokracji bezpośredniej?
Marta Milczarska