• Sobota, 14 marca 2026

    imieniny: Leona, Matyldy, Jarmiły

Ostatni poranek Dream Trip w Fatimie

Piątek, 16 sierpnia 2013 (09:42)

Pod patronatem „Naszego Dziennika”

 

Relacja z 31. dnia rowerowej wyprawy 12 osób z grupy Dream Trip, które pielgrzymują do Fatimy w intencji Ojczyzny



Ostatni dzień jazdy był pełen wrażeń i emocji. Wszyscy byliśmy świadomi, że to już koniec naszej drogi. Pobudka o godz. 3.00, pakowanie...

Po 4.00 byliśmy gotowi do drogi. Podjechaliśmy na plac sanktuarium. Pomodliliśmy się, przejechaliśmy rowerami Drogą Krzyżową i pożegnaliśmy Fatimę, która – wbrew obawom (po Lourdes mieliśmy mieszane uczucia ze względu na otaczający nas zewsząd konsumpcjonizm) – stała się także dla nas miejscem niezwykłym.

Jeszcze przez 10 km towarzyszył nam fatimski pies, który chciał chyba pobiec za nami do samej Lizbony, ale zabrakło mu sił. Wszystko szło dobrze... Tempo było optymalne, wszyscy zdeterminowani, żeby dojechać na miejsce.

W pewnym momencie nadeszła chwila rozluźnienia (takie chwile zdażają się nawet często). Po tym, jak rozpoczęliśmy rozmowę na temat wyspania księdza Adama, Szymon nie wyrobił na zakręcie i zjechał do rowu. Pech chciał, że rów ten zakończony był niewielkim mostkiem. Z dużą prędkością nasz dreamtripowiec uderzył weń przednim kołem, które od razu wybiło do góry. Z tylnym, obciążonym, było już gorzej... Wielki huk i... Szymonowi nic się nie stało, ale obręcz poszła.

Nie mógł już dalej jechać. Na szczęście niecałą minutę po wypadku przejeżdżał kurier, akurat zmierzający do Lizbony. Zabrał Szymona i jego rower prosto na lotnisko. Tam czekał na resztę ekipy, która jechała rowerami.

Słońce coraz wyżej wzbijało się nad horyzontem. Na szczęście bardzo szybko biegły też kilometry. Na 10 km przed Lizboną znowu awaria – księdzu Adamowi poszła dętka. Szybko jednak poradził sobie z usterką. W końcu udało nam się dojechać do miasta, a właściwie do wielkiej aglomeracji. Znaku „Lizbona” nie uświadczyliśmy, ponieważ wjechaliśmy od jakiejś bocznej uliczki. A co z noclegiem? Do Lizbony także jechaliśmy w ciemno. Na szczęście okazało się, że ksiądz z Polski może nas przyjąć i dostaliśmy całe salki parafialne – do niedzieli.

Bardzo dziękujemy. Następnie rozpoczęła się akcja ratunkowa, ksiądz i Jakub, oraz Bartkowe koło pojechali po Szymona koczującego na lotnisku. Akcja została zakończona powodzeniem.

A tymczasem reszta odpoczywała i spała. Później nadszedł czas na Mszę Świętą i szeroko rozumiany relaks.

Plan na jutro: Śpimy, a jak się wyśpimy, to coś wymyślimy

Źródło: oficjalne konto Dream Trip na Facebooku