Cudów doświadczam niemal codziennie
Piątek, 16 sierpnia 2013 (08:30)Z ojcem Wiktorem Piotrem Tokarskim OFM, kustoszem sanktuarium Matki Bożej Rzeszowskiej, rozmawia Małgorzata Pabis
W tych dniach sanktuarium Matki Bożej Rzeszowskiej przeżywać będzie swoje święto patronalne. W tym roku przypada bowiem szczególna rocznica...
- To prawda, przeżywamy czas szczególny. Pięćset lat temu – w uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, 15 sierpnia 1513 roku – mężczyzna żyjący na tej ziemi - Jakub Ado - przechadzał się po sadzie. Podziwiał, jak pięknie obrodziły drzewa. Przyglądał się dorodnym jabłkom, a niektóre z nich brał do swoich spracowanych rąk – głaskał je i dziękował Bogu za wyjątkowy urodzaj, jakim pobłogosławił ziemię rzeszowską tego roku.
Gdy Jakub podszedł do swojej ulubionej gruszy, która zawsze dawała smaczne owoce, zauważył dziwne, niezwykłe światło.
Przestraszył się, bo czegoś podobnego nigdy wcześniej nie widział. Choć światło było niezwykle jasne, to nie raziło go. Mężczyzna przybliżył się do drzewa. Sam nie wiedział jeszcze dlaczego, ale padł na kolana. Nagle usłyszał delikatny głos kobiecy: „Nie bój się, Jakubie! Nie trwóż się niczym! A podejdź jeszcze bliżej!”. Posłuszny mężczyzna podszedł do samego drzewa, skąd dochodził głos. Wtedy znowu usłyszał: „Nie trwóż się, Jakubie! Ciebie przywołuję i do ciebie się zwracam, bo wiem, że bogaczem nie jesteś, a cechy znamienite posiadasz: pobożność, pracowitość, uczciwość! Wiedz, że na tym miejscu chcę widzieć sławę mego Syna i nieść pociechę utrapionym”.
Zadziwiony Jakub Ado zapytał: „Nie bardzo pojmuję, skąd ta łaskawość dla mnie... Nie wiem, co mam uczynić...″. Wtedy usłyszał odpowiedź: „Wiedz, że na tym miejscu chcę widzieć sławę mego Syna i nieść pociechę utrapionym″.
Kiedy jeszcze w uszach mężczyzny brzmiały te słowa, podeszła do niego jego żona i zapytała, z kim rozmawia. Wtedy on pokazał jej jasność, która powoli gasła... Jakub od razu zorientował się, że przemówiła do niego sama Matka Boża. Zresztą Maryja zostawiła mu znak swojej obecności – kiedy światłość rozpłynęła się, mężczyzna zauważył drewnianą figurę Matki Bożej z Dzieciątkiem. Dla figury wybudowano najpierw drewnianą kapliczkę. Gdy okazało się, że nie może ona pomieścić wiernych, którzy chcieli do niej przybyć, wzniesiono większy drewniany kościółek, a dziś nasza figura mieści się w centrum Rzeszowa w sanktuarium Jej poświęconym.
Obchody wielkiego jubileuszu rozpoczęły się 8 grudnia, w uroczystość Niepokalanego Poczęcia...
- Uroczystości przewidziane są na cały rok, bo mamy za co dziękować. Rozpoczęliśmy 8 grudnia, w samo południe, gromadząc się na Eucharystii pod przewodnictwem naszego Pasterza, ks. bp. Kazimierza Górnego. Już wtedy w bazylice można było uzyskać odpust zupełny. Mogliśmy uczestniczyć w rekolekcjach kierowanych do różnych grup wiernych, misjach parafialnych, sympozjum naukowym poświęconym historii i duchowości sanktuarium.
Najważniejsze uroczystości przewidziane są jednak na wrzesień. Wtedy, od 7 do 12 września, będziemy obchodzić doroczny odpust ku czci Pani Rzeszowa. Na jego zakończenie, w uroczystość Matki Bożej Rzeszowskiej (12 września), odbędzie się nałożenie nowych, jubileuszowych koron na skronie Dziewicy Maryi i Dzieciątka Jezus.
Muszę dodać, że te nowe korony są wotum wdzięczności mieszkańców Rzeszowa i Podkarpacia za opiekę Maryi nad nimi. Zostały one przygotowane ze złota i szlachetnych kamieni ofiarowanych przez wiernych.
Sanktuarium w Rzeszowie, miejsce, które wybrała dla siebie sama Matka Boża, jest na Podkarpaciu znane z wielu łask, jakie tu otrzymują ludzie...
- Ludzie odwiedzają nasz kościół nieustannie, od najwcześniejszych godzin rannych do wieczora. Tych, którzy tu przychodzą, przyciąga cudowna figura Matki Bożej Rzeszowskiej. Wierni powierzają Maryi swoje trudne sprawy. Kościół jest pusty tylko w nocy, w ciągu dnia zawsze ktoś się w nim modli.
W naszej świątyni już od pięćdziesięciu lat mamy całodzienne wystawienie Najświętszego Sakramentu. Wiele osób korzysta u nas także z sakramentu pokuty – mówi się nawet, że jesteśmy takim konfesjonałem dla Rzeszowa i okolic.
Muszę przyznać, że wierni nieustannie przynoszą do nas wota, a to świadczy o tym, że coś zawdzięczają Matce Bożej. Mogę powiedzieć, że zadzwoniła kiedyś do nas pewna pani i dziękowała za to, że jej córka – dzięki pomocy naszej Pani – ocalała z wypadku. Niedawno także otrzymałem świadectwo od siostry dominikanki, w którym pisze, że życie swoich bliskich zawdzięcza także Matce Bożej. Otrzymujemy też świadectwa cudownych uzdrowień czy ocalenia z wypadków.
Takie świadectwa zdarzają sie często?
- Doświadczam niemal codziennie tego, że ludzie tu powracają do Pana Boga, nawracają się. Słuchając spowiedzi, jest się niejako świadkiem cudów rozłożonych w czasie. Na co dzień widzę, jak ludzie zmagają się z różnymi uzależnieniami, ze zranieniami i życiowymi traumami. Przychodzą do spowiedzi albo na kierownictwo duchowe. Potrzebują wysłuchania, przyjrzenia się ich życiu przez pryzmat Słowa Bożego, a Matka Boża, która obiecała, że na tym miejscu chce widzieć chwałę swojego Syna, wyprasza dla nich łaskę uzdrowienia. Takich cudów dokonuje się tutaj najwięcej, a wiedzą o tym konfesjonały w bazylice i spowiednicy, którzy niemalże przez cały dzień czekają na zagubione owce.
Dziękuję za rozmowę.
Małgorzata Pabis