• Niedziela, 15 marca 2026

    imieniny: Klemensa, Ludwiki, Longina

Dream Trip dotarła do Fatimy

Wtorek, 13 sierpnia 2013 (09:28)

Pod patronatem „Naszego Dziennika”

 

Relacja z 28. dnia rowerowej wyprawy 12 osób z grupy Dream Trip, które pielgrzymują do Fatimy w intencji Ojczyzny.
 
Udało się. Nic dodać, nic ująć. Nie, nie napiszę, że było łatwo, bo nie było. W zasadzie to było ekstremalnie trudno, ale... dokonało się to, do czego zmierzaliśmy, czego pragnęliśmy i o czym marzyliśmy. Dojechaliśmy rowerami z Polski do Fatimy. Przyjechaliśmy tutaj z intencją - za wiarę w Polsce!

A jak do tego doszło? Jak pokonywaliśmy ten ostatni, morderczy odcinek?

O godzinie 19.00 byliśmy, jak nam się wydawało, około 230 km od Fatimy. Zaczynały się przygotowania do ostatniego etapu. Plan był taki - jedziemy całą noc. Jeszcze przed wyjazdem mieliśmy jakieś 3 godziny snu - to musiało nam wystarczyć. Około godziny 20.30 czasu lokalnego byliśmy gotowi do drogi. Jeszcze każdy z nas miał kilka słów do zmotywowania drużyny.

Na hasło Dream Trip - ręce wszystkich uczestników, splecione w uścisku, poszybowały w górę. Jeszcze modlitwa o dobrą drogę i... wyruszyliśmy.

Słońce chyliło się już ku zachodowi... Zaczęło się powoli. Długie podjazdy i krótkie zjazdy nie ułatwiały nam zadania. Później zjechaliśmy na ruchliwą drogę, na której straciliśmy wiele nerwów.

Po drugiej przerwie nadszedł jednak najgorszy wróg - senność. Rowery niektórych uczestników co jakiś czas zjeżdżały na prawo i lewo. Musieliśmy krzyczeć, śpiewać, rozmawiać i pilnować "śpiochów". Żeby tylko nikt nie zasnął. Jakimś cudem przetrwaliśmy tę noc. O poranku ksiądz Adam zarządził 2-godzinną przerwę na spanie. Na pewno pomogło.

Do Fatimy zostało nam 70 km. Na licznikach było już 135 km. Około dziesiątej ruszyliśmy dalej. Po 45 km zatrzymaliśmy się na jedzenie w lokalnej knajpce. Pojawiły się też znaki na Fatimę, które podpowiedziały skrót. Wprawdzie niektóre podjazdy przyprawiały o zawrót głowy, a słońce mocno już dawało o sobie znać, ale zostało nam tylko 20 km.

Zaczęło się odliczanie: 10... 9... 8... Przy każdym wolnym cieniu mieliśmy chwilę na złapanie oddechu.

I nagle jest znak - Fatima!

Fotkę i na Facebooka. Ksiądz Adam postawił wszystkim lody. Później przyszedł czas na wjazd na teren sanktuarium. Wkroczyliśmy uroczyście w oficjalnych koszulkach, z flagą przyczepioną do Bartkowego bagażnika.

Od razu pojawiły się głosy z Polski, setki oczu wpatrywało się w nas z zaciekawieniem. Stanęliśmy przed pomnikiem na środku placu. Uklęknęliśmy. Podziękowaliśmy za to, że dotarliśmy.

Następnie wstaliśmy - komenda "baczność". Z rękami na sercach odśpiewaliśmy Mazurka Dąbrowskiego.

Polsko - to dla Ciebie.

I to tyle. Dotarliśmy. Później mieliśmy wejść jeszcze do bazyliki, niestety trwała Msza św. i bazylika była zamknięta. Podjechaliśmy zatem na nasze, jak się okazało, luksusowe noclegi. Zaraz wybieramy się na międzynarodową Mszę św. w bazylice. A później... Spać! Nareszcie!

Źródło: oficjalne konto Dream Trip na Facebooku