• Środa, 1 kwietnia 2026

    imieniny: Grażyny, Hugona, Zbigniewa

Dziś finisz w Kielcach

Poniedziałek, 12 sierpnia 2013 (02:03)

Pod patronatem „Naszego Dziennika”

Przyjechali na Marsz Szlakiem I Kompanii Kadrowej, chcieli się sprawdzić, spotkać przyjaciół, pokazać, że pamiętają o Strzelcach Józefa Piłsudskiego, którzy 99 lat temu wyruszyli z krakowskich Oleandrów w marszu do wolnej Ojczyzny

Kiedy rankiem 6 sierpnia ruszali z Krakowa śladami Kadrówki, nie przypuszczali, że za sprawą tropikalnego upału już na samym początku muszą zebrać wszystkie siły. A nie jest to łatwe, gdy myśli się o wygranej, a kolejne odcinki pokonuje na czas.

– Zawody odbywają się w nawiązaniu do przedwojennej formuły. Wtedy marsz trwał 3 dni i brały w nim udział wybrane, najlepsze drużyny wojskowe, harcerskie, w pełnym rynsztunku żołnierza piechoty. Drużyny chętnie uczestniczą w konkurencji mającej na celu przejście całej trasy w możliwie najkrótszym czasie – tłumaczy Sławomir Wolański, komisarz zawodów.

Wydawałoby się, że to niewiele. Tyle że uczestników w czasie marszu obowiązuje umundurowanie, a liczba osób startujących i kończących marsz w drużynie ściśle określona.

Każde naruszenie regulaminu jest odpowiednio punktowane. By wygrać, trzeba wykazać się dyscypliną. Dobra kondycja też jest potrzebna, bo już sam marsz w mundurze w 35-stopniowym upale to spory wysiłek. Szczególnie, że ambitne drużyny pokonują odcinki marszobiegiem.

Na trasie spotykamy Damiana. Jeszcze w cieniu nabiera sił przed kolejnym odcinkiem. Jest na marszu pierwszy raz. Zapisał się do Strzelców, bo imponuje mu żołnierska dyscyplina i interesuje się militariami. Kiedy wypatrzył na ogłoszeniach Kadrówkę, długo się nie zastanawiał. Choć zmęczony, nie żałuje decyzji.

– Ciężko się maszeruje, ale dojdę do Kielc. W tym roku nie biorę udziału w zawodach, nie ścigam się, chcę po prostu dojść do celu. Może w następnych latach podejmę wyzwanie – mówi. Z odrobiną sportowej zazdrości, ale i podziwem patrzy na kolegów z drużyn biegowych.

– To tzw. biegówki, które właściwie nie robią przerw, nie zatrzymują się na punktach kontrolnych, tylko biorą wodę i ruszają dalej. My odpoczywamy, ale też nie walczymy z czasem – dodaje.

Drużyna stanowi jedność i jeśli ktoś poczuje się gorzej, trzeba mu pomóc dojść do punktu kontrolnego. Te rozstawione są na trasie co 4-5 kilometrów. Jednak drużyna myśląca poważnie o współzawodnictwie nie może stracić określonej liczby członków, np. z drużyny 8-osobowej dystans musi przejść 6 osób. Jeśli tak się nie stanie, drużyna jest wycofywana z konkurencji. Ale kontynuuje marsz.

Gubimy się rzadko

Sierżant Mateusz Kaim ze Związku Strzeleckiego w Zwoleniu idzie po raz czwarty. W jego drużynie są Strzelcy z Szydłowca i członkowie Polskiej Organizacji Wojskowej z Ełku. Na postoju daje się namówić na prezentację mapy, jaką uczestnicy marszu mają do dyspozycji.

– Trasę już trochę znamy, więc mapy są dla nas taką dodatkową pomocą. Służą nam do lokalizacji punktów kontrolnych, bo te nie zawsze znajdują się w tych samych miejscach. A każda drużyna musi się zgłosić w punkcie kontrolnym, tam zbiera podpis, może odpocząć, pobrać wodę i rusza dalej – zaznacza.

Są dwa rodzaje drużyn – marszowa i marszobiegowa, „zaawansowani” raczej nie mają problemów z trasą. Zawsze można liczyć na mapy, bo te uwzględniają leśne drogi i są na bieżąco aktualizowane.

– W dużej części maszerujemy przez pola, czasem lasy. Ale gubimy się bardzo rzadko. W ubiegłych latach przed Książem Wielkim zaskoczyły nas stawy rybne. Chcieliśmy wejść na zamek najkrótszą drogą, ale okazało się, że to nie takie łatwe. Musieliśmy skakać przez bagna i rzekę – wspomina.

W tym roku najtrudniejszy do pokonania jest upał.

– Zasadniczo w kość dają podejścia na wzgórza. Mundury, ciężkie buty podczas biegu robią swoje. A my staramy się cały czas biec. Oczywiście pod górkę zwalniamy, bo nie ma sensu się nadto forsować. Także tempo zależy od terenu – mówi.

Smak zwycięstwa

Mateusz wie, co to rywalizacja, i wie, jak smakuje zwycięstwo. W ubiegłych latach jego drużyny zajmowały pierwsze i drugie miejsca w marszu. Ten rok to ostatni sprawdzian przed setnymi obchodami wymarszu Kadrówki z Krakowa do Kielc. A wygrać w „setkę” – to byłoby coś!

Na trasie są także grupy nieuczestniczące w zawodach. Dla nich liczy się pokonanie trasy i spotkanie z przyrodą oraz historią.

Bogdan Kuffel jest na Kadrówce po raz siódmy. Swoim zapałem co roku zaraża kilkanaście osób z Chojnic i przyjeżdżają na marsz. Autobus wypełniają członkowie Towarzystwa Przyjaciół Dzieci i lokalnego bractwa rycerskiego.

– Jesteśmy tu z młodymi ludźmi, też dziećmi, i dla nas problemem było pokonanie trasy na marsz. Jak tylko znalazły się środki, by zorganizować przejazd grupy ludzi z Pomorza, skompletowanie 17-osobowej grupy nie było problemem – mówi.

Część uczestników jeździ na marsz z sentymentu. Odznaka, jaką zdobywają za pokonanie dystansu, motywuje. Do tego Kadrówka to wspaniała atmosfera i ciekawi ludzie. Jak zdradzają, mają „układ” ze Strzelcami z Krakowa, którzy co roku są ich przewodnikami.

– To spore ułatwienie, bo my nie błądzimy, nie biegamy, bo nie robimy tego na czas, ale by pokonać dystans. Trzeba jednak przyznać, że podczas upałów warunki są bardzo trudne – dodaje Kuffel.

Wraz z nim wśród „starszyzny” są jeszcze Kinga i Adrian. Na marsz wybrali się z 10-letnią córką. Pozostali członkowie ich grupy to młodzież szkolna, od podstawówki po liceum. Był jeszcze pięciolatek, ale trudy trasy spowodowały, że musiał zrezygnować.

– Maszeruje się ciężko, bo są upały, ale są też momenty bardzo wzruszające: kiedy wchodzimy do miasta i witają nas ludzie albo kiedy uczestniczymy we Mszy św. i przypominamy sobie to, co się działo 99 lat temu – mówi Kinga.

Trasa jest tak zaplanowana, że pozostające do przebycia kilometry na kolejnych odcinkach nie sprawiają większego problemu.

Jest z nimi m.in. nastoletni „Osa”. Na marszu piąty raz. W tym roku brał udział w zawodach strzeleckich, do których były typowane osoby z drużyn. Jest zadowolony z udziału, ale swojego wyniku nie pamięta. Wszystko przez zmęczenie. – Prawdę mówiąc, nie pamiętam, jakie miejsce ustrzeliłem, bo wyniki były ogłaszane na apelu, a wróciliśmy zmęczeni z trasy i trochę to przeszło obok mnie – dodaje nieśmiało.

Kinga nie kryje dumy ze swych młodych towarzyszy, którzy dzielnie wytrzymują trudy tej pielgrzymki patriotycznej, bo – jak mówi – przy okazji wyjazdu do Krakowa odwiedzili też Jasną Górę, zamek w Olsztynie pod Częstochową, byli również na Wawelu na Mszy Świętej.

W tym roku podczas upałów sporo pracy ma lek. med. Piotr Kopiński, sprawujący opiekę medyczną nad uczestnikami Kadrówki. – Przy takiej pogodzie zawsze grozi odwodnienie, zasłabnięcie na trasie albo porażenie słoneczne. Muszę jednak z dużą satysfakcją przyznać, że ci nieraz bardzo młodzi ludzie na trasie radzą sobie dobrze i wykazują dużo zdrowego rozsądku – mówi. Czy dojdą w komplecie? – Nie wyobrażam sobie tego inaczej! – zaznacza.

Maszerują rodziny

Na marszu spotykamy też małżeństwo z Ostrowca Świętokrzyskiego. Wojciech Lesiak i Magdalena Brociek na Kadrówkę wzięli ze sobą swoją 11-miesięczną córkę Nataszę. – Jestem już 11. raz na marszu. W tym roku moja kochana żona, która też w nim uczestniczy, nie chciała zostawić dziecka w domu, więc uznaliśmy, że weźmiemy Nataszę ze sobą i że damy sobie radę. Łatwo nie jest, bo mamy dwa razy ciężej, ale czego się nie robi, by być częścią takiego patriotycznego wydarzenia, jakim jest Marsz Szlakiem I Kompanii Kadrowej – zaznacza Wojciech Lesiak.

Jest Strzelcem od 20 lat i wtedy też po raz pierwszy brał udział w Kadrówce. Po kilku latach przerwy od 2005 roku jest na marszu co roku. – Małżonka po raz pierwszy na marszu była w 2011 r., potem miała rok przerwy, przyszła na świat Natasza – dodaje, spoglądając na drzemiącego w wózku malucha.

Marsz Szlakiem I Kompanii Kadrowej wyruszył z Oleandrów w Krakowie 6 sierpnia i po sześciu dniach wędrówki dotrze do Kielc.

W tym roku w marszu biorą udział Strzelcy, harcerze i „cywile”. Maszeruje 13 żołnierzy oddelegowanych z jednostek odwołujących się do tradycji legionowych. Kadrówce towarzyszą też ułani. Komendantem marszu od lat niezmiennie jest Jan Józef Kasprzyk, prezes Związku Piłsudczyków.

Marcin Austyn