• Sobota, 21 marca 2026

    imieniny: Benedykta, Filemona

Kontraktacja ratuje rolnika

Niedziela, 11 sierpnia 2013 (20:57)

Podpisywanie kontraktów przed żniwami, tworzenie grup producenckich – to w tej chwili jedne z niewielu sposobów na to, aby rolnicy mogli się uchronić przed takimi spadkami cen skupu zbóż jak w tym roku.

 Gwałtowny spadek cen zbóż i rzepaku wywołał protesty rolników, które przekształcają się w zorganizowane akcje strajkowe, których zasięg jest jednak ograniczony z powodu żniw. Rolnicy zajęci są zbiorami i po prostu większość z nich nie ma teraz czasu na czynne włączenie się w akcję protestacyjną. I nawet gdyby chcieli  wstrzymać dostawy ziarna na rynek, aby spowodować wzrost cen, nie mogą tego uczynić, bo potrzebują pieniędzy na bieżące funkcjonowanie gospodarstw.

Co prawda w następnych miesiącach spodziewany jest wzrost cen skupu ziarna, to jednak rolnicy martwią się już przyszłym rokiem: w jaki sposób zagwarantować sobie opłacalność produkcji, żeby nie powtórzyła się obecna sytuacja.

Najprostszym wyjściem wydaje się kontraktacja, czyli podpisywanie umów jeszcze przed żniwami z firmami skupowymi. Zobowiązują się one do tego, że kupią od rolnika ziarno czy rzepak po z góry ustalonej cenie, nawet jeśli ceny rynkowe będą niższe.

– Ale to działa też w drugą stronę: rolnik sprzedaje ziarno firmie, z którą zawarł umowę po tej ustalonej cenie, nawet jeśli w skupie gdzie indziej zapłacono by mu w tym czasie więcej – mówi Andrzej Wasilewski, pracownik firmy zajmującej się skupem zbóż.

– I zapewne wielu rolników w tym roku odstępowało od kontraktacji, bo w tamtym roku ceny wolnorynkowe były wyższe od tych zapisanych w kontraktach, które zawierano długo przed żniwami – wyjaśnia.

Rafał Mładanowicz, prezes Krajowej Federacji Producentów Zbóż przyznaje, że rolnicy, którzy zakontraktowali przynajmniej część zbiorów zbóż lub rzepaku są w lepszej sytuacji od pozostałych producentów. Mają bowiem zagwarantowane teraz wyższe ceny niż w skupie, nawet o 200 i więcej złotych na tonie.

– Sytuacja z tego roku pokazuje, że warto zakontraktować przynajmniej jakąś część zbiorów – mówi Mładanowicz.

– Rolnik wtedy jest bardziej niezależny od tego co dzieje się na rynku, nie uderza w niego aż tak bardzo zmowa cenowa skupujących, którą obserwujemy w tym roku – wyjaśnia. A gdyby doszło do tego, że pszenica, żyto czy rzepak są droższe od cen kontraktacyjnych, to rolnik wtedy też zarabia, bo dużą część produkcji sprzedaje drożej. Zdaniem prezesa Mładanowicza rolnicy powinni rozkładać ryzyko cenowe, tak aby ewentualny kryzys na rynku jak najmniej ich dotykał.

Kontraktacja może być dobrym posunięciem zwłaszcza w sytuacji, gdy w danym roku wzrasta produkcja. Teraz tak jest z rzepakiem, którego zbiory są o wiele wyższe niż przed rokiem i skupujący wykorzystali to, obniżając ceny niekiedy do poziomu około 1200 zł za tonę. Ci, którzy mają kontrakty, dostają nawet o 500 zł więcej.

Wielu ekspertów nie dziwi się jednak niechęci rolników do podpisywania takich umów. Zwłaszcza ci, którzy w przeszłości mieli przykre doświadczenia z kontraktacjami, podchodzą do nich sceptycznie. Bo zdarzało się np., że gdy ceny zbóż były w skupie niższe niż przy kontraktach, firmy próbowały ich oszukać, kwestionując jakość dostarczanego ziarna.

Inne rady, jakie słyszą rolnicy, to zrzeszanie się w grupy producenckie. Gdy kilku, czy kilkunastu rolników zbierze siły, są w stanie jako jeden podmiot dostarczyć większe ilości ziarna na rynek. Są wtedy lepszym, wiarygodniejszym partnerem dla dużych zakładów zbożowych, gotowych też zapłacić więcej za zboże dobrej jakości, a taka grupa jest w stanie to  zagwarantować. Problem jednak w tym, że wielu rolnikom zakładanie grupy się po prostu nie opłaca, a tam gdzie rolnictwo jest najbardziej rozproszone, gdzie gospodarstwa są niewielkie, takie grupy musiałyby zrzeszać dziesiątki rolników, aby osiągnąć odpowiednią skalę produkcji.

– W polskich warunkach takim stabilizatorem sytuacji na rynku zbóż mogłoby być państwo, ale teni wariant odpada, bo interwencję na rynku może prowadzić tylko Komisja Europejska. A ponieważ cena interwencyjna pszenicy jest bardzo niska [101 euro, czyli ponad 400 zł za tonę  – przyp. red], to  jest to martwe narzędzie – przyznaje ekonomista Rafał Buczkowski.

Krzysztof Losz