• Wtorek, 24 marca 2026

    imieniny: Marka, Katarzyny, Gabriela

Ziółkowski i Fajdek żądni medali

Sobota, 10 sierpnia 2013 (21:53)

Odważnie wypowiadali się Paweł Fajdek i Szymon Ziółkowski po eliminacjach rzutu młotem. Obaj awansowali do finału lekkoatletycznych mistrzostw świata w Moskwie i obaj zamierzają w poniedziałek powalczyć o medale na stadionie Łużniki.

Ostrożniejszy w wypowiedziach był Fajdek. Zawodnik klubu Agros Zamość będzie najmłodszym w stawce dwunastu finalistów.

– To mnie nie peszy. Wręcz przeciwnie. Finał będzie całkowicie inną sprawą, a po sobotnim występie zacząłem myśleć nawet o podium. Oczywiście najpierw trzeba dostać się do ósemki. Później już nie ma stresu. Cel jest osiągnięty i można swobodnie skoncentrować się na technice i dalekich rzutach – powiedział podopieczny Czesława Cybulskiego.

Nerwowość u triumfatora tegorocznej Uniwersjady w Kazaniu jednak się pojawiła. Pierwszy rzut spalił i przypomniały się igrzyska w Londynie, gdzie nie zaliczył żadnej próby.

– Nie bałem się, że się nie uda. Podejrzewam, że żarłbym beton, żeby tylko coś zaliczyć. Nie myślę o tym i nie myślałem, co zdarzyło się w zeszłym roku – zaznaczył.

Pewność i spokój, że finał jest w zasięgu, pojawiły się u niego już w trakcie rozgrzewki. – Drugi rzut był bardzo daleki. Poczułem, że jestem mocny. Rozluźniłem się wtedy troszeczkę. Pierwsza próba w konkursie trafiona minimalnie w słupek, praktycznie żaden błąd, tylko drobne spóźnienie postawienia nogi w ostatnim obrocie, ułamki sekund – ocenił.

Fajdek w najlepszej próbie osiągnął 76,17, co jest dziewiątym wynikiem eliminacji.

Zadowolony schodził ze stadionu Łużniki Ziółkowski (AZS OŚ Poznań). Jeden z najbardziej doświadczonych zawodników również liczy na... medal.

– Po co miałbym przyjeżdżać do Rosji, jeśli nie chciałbym i przede wszystkim nie wierzył w to, że znajdę się na podium? Jestem w stanie rzucić powyżej 79 metrów. Oczywiście nie jestem w stanie przewidzieć, czy da to medal,  to zależy już od moich rywali – zaznaczył.

To jego ósmy występ w mistrzostwach świata i siódmy finał. – Doskonale pamiętam swój debiut. Rok 1995, Goeteborg, 19-letni Szymek jeszcze z resztkami włosów. Dwudzieste czwarte miejsce w kwalifikacjach i wynik trochę ponad 71 metrów – wspomniał.

Na razie nie wie jeszcze jak potoczą się dalej jego losy i czy dotrwa do dziesiątych w karierze mistrzostw świata.

– Na razie plan jest taki, żeby jako 40-latek wystąpić w szóstych igrzyskach olimpijskich. Nie sądzę, by zatem doszedł do skutku mój start w dziesiątych mistrzostwach, chyba że w Rio de Janeiro zdobędę medal – dodał poznaniak.

Ze swoich dzisiejszych rzutów i wyniku 76,85 nie był zadowolony. – Moje próby miały wiele do życzenia. Nic mi nie wychodziło, ale eliminacje takie są, że wypada je przejść, a to wiąże się z dodatkowym stresem. W poniedziałek będzie lepiej – obiecał.

Finał odbędzie się w poniedziałek o godz. 18.30 czasu warszawskiego.

IK, PAP