• Sobota, 21 marca 2026

    imieniny: Benedykta, Filemona

Słony rachunek za bezinteresowną pomoc

Sobota, 10 sierpnia 2013 (09:49)

Najnowszy wpis prof. dr. hab. Andrzeja Kaźmierczaka opublikowany na blogAID

 

Umowy o unikaniu podwójnego opodatkowania między krajami  wysoko rozwiniętymi a krajami trzeciego świata miały sprzyjać  rozwojowi ich wymiany gospodarczej  i   umożliwić  wyrwanie krajów biednych z nędzy. Ten szczytny cel miał być realizowany  poprzez napływ kredytów  zagranicznych i inwestycji bezpośrednich.

Jak wiadomo, kraje słabo rozwinięte cierpią na brak kapitału własnego,  przy pomocy którego mogłyby uruchomić procesy rozwojowe. Źródłem kapitału mają być zgromadzone wewnętrzne oszczędności, a tych brak z powodu głodowych dochodów obywateli. Po prostu nie ma z czego oszczędzać. Zresztą w krajach tych nie ma rozwiniętych instytucji pośrednictwa finansowego zdolnych do efektywnej redystrybucji skromnych nadwyżek finansowych obywateli. W szczególności brak jest sprawnego, rodzimego  systemu bankowego. Kapitał szukający  korzystnej inwestycji  znajduje się natomiast na rynkach finansowych krajów wysoko rozwiniętych.

Jego  uruchomienie w celu zagospodarowania ogromnych bogactw naturalnych  krajów trzeciego świata  było szansą na wyrwanie się ich społeczeństw z zaklętego kręgu ubóstwa. Umowy o unikaniu podwójnego opodatkowania  firm miały sprzyjać realizacji powyższego celu. Kraje biedne starały się prowadzić politykę niskich podatków tak,  aby zachęcać przedsiębiorstwa do ich płacenia na miejscu, a nie w kraju ich pochodzenia. Jak bowiem wiadomo,  podatki w krajach wysoko rozwiniętych są  raczej wysokie.  Korporacje międzynarodowe uzyskały  zatem silną motywację, aby rozwijać produkcję w krajach biednych i tworzyć tam nowe miejsca  zatrudnienia. Dodatkową zachętą do rozszerzania  lokalnej produkcji  były też wyjątkowo niskie koszty  pracy.

Rzeczywistość okazała się jednak inna, niestety niekorzystna. Wykorzystując  umowy o podwójnym opodatkowaniu korporacje międzynarodowe  unikały w ogóle płacenia podatków  w krajach goszczących.  Nie płaciły ich też w krajach macierzystych.  Płaciły je natomiast w rajach podatkowych w śladowych rozmiarach.  W tym celu tworzyły w rajach podatkowych  firmy słupy będące ich firmami córkami. Poprzez system wielokrotnego przelewu  dochodów lokowały wytworzone  w krajach biednych zyski właśnie w rajach podatkowych,  gdzie  ciężary podatkowe  były symboliczne. To, że firmy w rajach podatkowych nie prowadziły już żadnej działalności gospodarczej, nie miało żadnego znaczenia. Najczęściej  dysponowały skromnym biurem i  zatrudniały co najwyżej kilku pracowników. Wystarczył dobry ksiegowy. Ale mogły to być również  co najwyżej  skrzynki pocztowe do wymiany korespondencji. Były to tak zwane firmy muszelkowe.

Kraje rozwijające się  pokładały  nadzieję w  polityce reinwestowania zysków przez przedsiębiorstwa zagraniczne. Liczyły na to, że korporacje zamiast  wycofywać zyski za granicę, będą  je przeznaczać na  rozszerzanie zdolności  wytwórczych na miejscu, tworząc nowe miejsca pracy. Jednak i tutaj spotkało je rozczarowanie. Skala reinwestycji była bowiem niewielka. Co więcej, poprzez system cen transferowych wyprowadzały obok  dywidend  dodatkowe   fundusze   z krajów goszczących. Czyniły to poprzez  zawyżanie kosztów działalności  i zaniżanie dochodów do opodatkowania.  Te fikcyjne koszty księgowano na korzyść firm ulokowanych za granicą. Były to więc dodatkowe dochody tych drugich.  Kosztami tymi mogły być na przykład fikcyjne usługi prawne, opłaty za  korzystanie z logo firmy zagranicznej  czy zawyżone,  odbiegające od cen światowych  ceny importowanych surowców.

Innym źródłem finansowania rozwoju gospodarczego krajów biednych miały być kredyty banków międzynarodowych i kredyty rządowe. Racjonalnie wykorzystane kredyty zagraniczne na budowę infrastruktury techniczno-gospodarczej miały przyciągać kapitał prywatny właśnie w formie zagranicznych inwestycji bezpośrednich. Ale i tego celu nie osiągnięto. Środki kredytowe na ogół  przeznaczano na pokrywanie nieustannych niedoborów budżetowych, czyli na finansowanie bieżącej konsumpcji zbiorowej.  W zasadzie większość społeczeństwa krajów biednych żyje z pomocy społecznej.  Stąd i  niedobory  budżetowe nabierają cech trwałości. Ale po części kredyty poszły na potrzeby luksusowej konsumpcji skorumpowanych elit politycznych. Po długach zagranicznych pozostały olbrzymie koszty spłacanych odsetek.  Kraje ubogie zamiast zyskać straciły na pomocy zagranicznej. Amerykański ośrodek Global Financial Integrity szacuje, że tylko  na nielegalnych przepływach finansowych i unikaniu podatków kraje rozwijające się  traciły 783 miliardy dolarów rocznie.

Problem odpływu dochodów za granicę dotyczy też  Polski.  W 2012 roku odpłynęło z Polski  w formie zagranicznych dochodów  18,5 miliarda euro czyli około 77 miliardów złotych netto. Tyle na czysto zarobili w ubiegłym roku zagraniczni  inwestorzy z tytułu uprzednio zainwestowanych w Polsce funduszy. Lokaty te dokonywane były wcześniej bądź w formie inwestycji bezpośrednich bądź w formie zakupionych obligacji skarbowych.  Gdyby analizować  tylko  wypływ dochodów cudzoziemców brutto (czyli bez uwzględnienia zagranicznych dochodów  polskich inwestorów)  to  w 2012 roku wyniósł on  22 miliardy euro czyli około   92,4 miliarda złotych. Tylko z tytułu kosztów odsetek od zagranicznych obligacji skarbowych państwo musiało zapłacić  w roku ubiegłym  41 miliardów złotych.  

Liczby te odnoszą się tylko  do statystyk oficjalnych. Skali transferów nieoficjalnych nie znamy. Możemy  tylko przypuszczać, że odpływ kapitału poprzez mechanizm cen transferowych jest znaczący. Polska zupełnie sobie nie radzi z  drenażem kapitału poprzez  ceny  transferowe. Tak na przykład banki córki w Polsce płacą swym zagranicznym matkom opłaty za korzystanie z ich logo.

Oceniając  korzyści z napływu kapitału zagranicznego  w świetle  obecnej sytuacji gospodarczej  Polski można stwierdzić, że   efekty pomocy zagranicznej są mizerne (pomijamy tu kwestię napływu funduszy Unii Europejskiej do Polski). Trudno przecież uznać za sukces wzrost gospodarczy 0,5% w skali rocznej i bezrobocie powyżej 13%. Aż strach pomyśleć  ile wynosiłby wzrost gospodarczy Polski bez środków unijnych z pierwszej perspektywy budżetowej na lata 2007-2013. 

Wydaje się, że pomoc finansowa  pomaga  raczej krajom bogatym, a nie biednym. Rachunek za bezinteresowną pomoc jest  wysoki. Nie od dzisiaj wiadomo, że biednemu zawsze wiatr w oczy wieje. Ale dlaczego ta reguła  dotyczy  także naszego kraju?  Przecież transformację  gospodarczą  mamy za sobą. Jeszcze nie tak dawno staraliśmy się o włączenie nas do grupy 20 najbardziej rozwiniętych krajów świata  G20.