• Niedziela, 15 marca 2026

    imieniny: Klemensa, Ludwiki, Longina

Żywa wspólnota Kościoła

Sobota, 10 sierpnia 2013 (08:16)

Z ks. dr. Markiem Adamczykiem, duszpasterzem młodzieży diecezji radomskiej, uczestnikiem Światowych Dni Młodzieży w Rio de Janeiro, rozmawia Izabela Kozłowska

Niedawno powrócił Ksiądz z Rio de Janeiro, gdzie odbywało się wielkie święto młodych, czyli Światowe Dni Młodzieży. Jakie wrażenia pozostawiły one po sobie?

– Pobyt na Światowych Dniach Młodzieży przyniósł ogromne wrażenia, które trudno opisać w kilku zdaniach. Na myśl przychodzi wiele wydarzeń, jakie były dla nas bardzo ważne. ŚDM dla każdego z nas to przede wszystkim udział w wielkim święcie wiary. Doświadczyliśmy Kościoła żywego, młodego, pełnego zapału. To doświadczenie było niezwykle potrzebne zarówno nam, kapłanom, jak i młodym katolikom. Członkowie mojej grupy podkreślali, że w Polsce bardzo często osoby wierzące i niewstydzące się przyznać do swojej wiary czują się marginalizowane, niezrozumiane przez swoje środowisko. Będąc tam, w Brazylii, mieliśmy możliwość doświadczenia Kościoła bardzo otwartego, w którym wyrażanie wiary następuje w sposób prosty, spontaniczny, a przede wszystkim ma wymiar publiczny, społeczny. Wszystko to sprawia, że zdobyliśmy niesamowite doświadczenie, które będzie owocowało w przyszłości.

W Rio przebywał Ksiądz jako duszpasterz młodzieży diecezji radomskiej. Jak oni odebrali swoje uczestnictwo w tym niezwykłym spotkaniu młodych?

– Początkowo wyjazd ten młodzi wiązali z poznaniem nowego kraju – całkowicie innego, odległego od Polski. Z drugiej strony wszyscy uczestnicy mieli nadzieję na doświadczenie wiary. Rzeczywistość i pobyt w Rio tę hierarchię zburzył. Odwiedzane przez nas miejsca były cudowne, wyjątkowe i robiły wrażenie. Jednak to, co było najsilniejsze, to kontakt z tymi wszystkimi ludźmi.

Dotknęliśmy Kościoła żywego zarówno na poziomie konkretnych wspólnot parafialnych, jak również napotkanych na ulicach osób. Doświadczyliśmy wielkiej wspólnoty modlitewnej i byliśmy w jej sercu. O tym, jak wielkie wrażenie pozostawiły te spotkania wśród naszych młodych uczestników ŚDM, świadczy chociażby fakt, że za każdym razem zwracali na nie uwagę.

Podkreślali, że to spotkanie z żywym Kościołem było silnym i wspaniałym przeżyciem dla każdego z nich. W naszym radiu diecezjalnym zrobiliśmy z młodzieżą taką audycję. Kiedy padło pytanie: Jakie było najsilniejsze, najważniejsze doświadczenie, wówczas wszyscy mówili o tym samym... o tych spotkanych z rówieśnikami, o dotknięciu żywego Kościoła.

Z jaką reakcją mieszkańców Rio de Janeiro spotkaliście się, będąc tam, na miejscu?

– Reakcja ta była bardzo zróżnicowana. Nasze najśmielsze oczekiwania przerosła życzliwość, gościnność i ogromny entuzjazm, jakich doświadczyliśmy od wspólnot parafialnych, w których przebywaliśmy.

Brazylijczycy są ludźmi ogromnej uczuciowości. Potrafią ją manifestować za pomocą gestów, znaków. Kiedy przybyliśmy autobusem do parafii w Kurytybie, to przywitały nas okrzyki, tańce i nawet sztuczne ognie. Wszystko to działo się na naszą cześć. Z atmosferą życzliwości spotykaliśmy się przez cały czas pobytu zarówno w Kurytybie, jak i później w samym Rio de Janeiro. Gościnności, wielkiej uczynności doświadczyliśmy od rodzin, u których mieszkaliśmy. Z drugiej strony spotykaliśmy Brazylijczyków w sklepach i restauracjach. Byli oni równie mili dla nas. Jednak dało się u wielu odczuć, że jest to radość wynikająca z tego, że mają tak wielu nowych klientów. Dla nich Światowe Dni Młodzieży były jedynie wydarzeniem konsumpcyjnym.

Czy osobiście doświadczyliście życzliwości mieszkańców Rio? 

– Przyjazd milionów osób do Rio de Janeiro naturalnie musiał wpłynąć na codzienne życie Brazylijczyków. Mimo to byli dla nas bardzo wyrozumiali, uczynni i pomocni. Jako przykład podam spotkanie z jednym z Brazylijczyków, który mimo że wracał z pracy i był zapewne zmęczony, to pomógł nam dostać się na plażę Copacabana. Mieszkał gdzieś daleko od niej, a mimo to nie zostawił nas bez pomocy. Na ulicach mijani Brazylijczycy uśmiechali się do nas, niejednokrotnie włączali w nasz śpiew, taniec. Czuliśmy się tak, jakby Brazylia nas przytuliła. W czasie swojego pobytu spotkałem się tylko z jedną, negatywną sytuacją, która wyglądała dosyć kuriozalnie...

Podczas spotkania na plaży Copacabana zawędrowałem na jej sam koniec. Musiałem pokonać niekończące się wręcz morze młodych, radosnych katolików. Idąc, wydawało mi się, że to morze nie ma końca. Kiedy udało mi się minąć te miliony osób, wówczas zobaczyłem służby porządkowe, a za nimi jakąś niewielką manifestację sprzeciwiającą się ŚDM. Była to zabawna sytuacja. Mijałem kilometry pielgrzymów z różnych krajów, a ta manifestacja była taką maleńką garstką, szczelnie otoczoną przez dziennikarzy.

Czym Polacy zaskoczyli Brazylijczyków?

– Wydaje mi się, że Polacy zaskoczyli Brazylijczyków kilkoma rzeczami. Pierwszą było takie naturalne wejście w bardzo spontaniczny, pełny radości i żywiołowy sposób wyrażania wiary. Były momenty, kiedy patrzyłem na naszą młodzież rozśpiewaną, tańczącą, niemającą żadnych barier i kompleksów. Modlili się, śpiewali, uwielbiając Pana, radowali się ze swojej obecności, tak samo jak ich rówieśnicy z Brazylii. Łatwo nawiązywali kontakt z innymi. To dla Brazylijczyków musiało być pewnym zaskoczeniem.

Wiem, że ogromne wrażenie na Brazylijczykach wywołał nasz sposób modlitwy, szczególnie celebracja Eucharystii. My byliśmy pod wrażeniem przeżywania przez nich Liturgii. Jest ona pełna emocji i są w niej elementy bardzo dynamiczne, w które włączają się wszyscy. To nas zachwycało. Pewnego dnia po tym, jak skończyliśmy celebrować Mszę św., podszedł Brazylijczyk i tłumacząc, powiedział: „Marek, wasza Msza święta bardziej mi się podoba, jest spokojniejsza. Jest w niej czas na modlitwę, refleksję”.

Światowe Dni Młodzieży to było obustronne wzbogacanie się. My od Brazylijczyków czerpaliśmy pewną energię, entuzjazm, naturalność świadectwa i mówienia o Panu Bogu. Z drugiej strony, mam taką nadzieję, oni od nas czerpali umiejętność skupienia, pewną głębię potrzebną w modlitwie.

Nie zdziwiły nas różnice, lecz podobieństwa, jakie ujawniały się podczas wspólnych modlitw czy w czasie wspólnej ewangelizacji w domach. Doświadczaliśmy, że jest to ta sama wrażliwość, ta sama wiara.

Kraków to kolejne miasto, które będzie organizowało ŚDM. Jak przyjęliście tą informację tam, na miejscu, i jak Ksiądz ją odebrał?

– Osobiście odebrałem ją z ogromną radością i z lekkim drżeniem. Świadomy jestem tego, że pod względem logistycznym mamy do czynienia z niezwykle trudnym zadaniem. Postawione ono zostało nie tylko dla Krakowa, ale dla nas wszystkich. Światowe Dni Młodzieży będą wymagały mobilizacji różnych środowisk i osób. Radość, jaka mnie ogarnęła, wynikała z tego, że jest to wielkie wyróżnienie dla Polski. W Światowych Dniach Młodzieży tkwi olbrzymi potencjał ewangelizacji w kraju, w którym te dni się odbywają. Już dziś dzwonią do mnie różne osoby, nie zawsze te, które angażują się w życie Kościoła, i zgłaszają chęć zostania wolontariuszami. To także sposób prezentacji Polski z jak najlepszej strony. Jestem pewien, że wiele osób, grup, środowisk, angażując się w ŚDM, zyska nową energię, nową radość i umocni swą wiarę.

Jak powinniśmy się przygotować do tego krakowskiego spotkania?

– Trzeba przede wszystkim uchronić się przed takim myśleniem z obawą i przeakcentowaniem spraw organizacyjno-logistycznych. Musimy pamiętać o nadprzyrodzonym wymiarze ŚDM. Z jednej strony widzę po reakcjach różnych osób doświadczenie radości wiary, żywej wspólnoty Kościoła. To można tłumaczyć w takich kategoriach psychologiczno-socjologicznych. Z drugiej strony, jeżeli będzie tak, że zgromadzi się 3 miliony młodych ludzi pełnych zapału, ochrzczonych, na wspólnej modlitwie i przewodniczy temu głowa Kościoła, to mocno wypełniają się słowa Chrystusa: „Gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię moje, tam jestem pośród nich” (Mt 18, 20).

Ze Światowymi Dniami Młodzieży z tymi spotkaniami jest związana bardzo konkretna łaska Pana Boga, o którą też trzeba prosić, zabiegać. W Brazylii w latach poprzedzających spotkanie w Rio de Janeiro odbywały się dni peregrynacji krzyża ŚDM i ikony Matki Bożej. Przy tym krzyżu spotykały się tysiące, a w niektórych miejscach nawet dziesiątki tysięcy młodych Brazylijczyków. Myślę, że dla nas to jest taki moment przygotowania i prośby do Ducha Świętego, o takie szczególne prowadzenie.

Dziękuję za rozmowę.

Izabela Kozłowska