Szykany za odmowę aborcji
Piątek, 9 sierpnia 2013 (02:06)Chorwacka położna wystąpiła na drogę sądową przeciwko pracodawcy po zwolnieniu ze szpitala za odmowę asysty przy aborcji.
Sprawę opisuje portal LSN. 49-letnia Jaga Stojak pracowała w szpitalu Hrvatski Ponos w mieście Knin od ponad 14 lat, położną jest od 27 lat.
– To nie był pierwszy raz, kiedy odmówiłam udziału w zabiciu dziecka poczętego. Jestem katoliczką, więc po prostu musiałam odmówić uczestnictwa w tej okropnej „procedurze” – wyjaśnia kobieta.
Jak podkreśla, żaden pacjent nigdy nie skarżył się na to, w jaki sposób wykonuje swoje obowiązki, jednak ze względu na odmowy asysty przy aborcji spotykała się od początku z różnymi szykanami.
Stojak dodaje, że większość pielęgniarek pracujących w szpitalu, które odmawiały udziału w aborcji, była w różny sposób „przekonywana” i ostatecznie kobiety asystowały przy niej. Ona sama pomimo licznych form represji nie zmieniła zdania.
– Nękano mnie na wiele sposobów, poniżano, wyśmiewano, pomimo wieloletniej nieskazitelnej karty w pracy obniżano moją pensję i składano niepoparte niczym skargi – mówi Chorwatka.
Szykany odbiły się na zdrowiu kobiety.
– W związku ze stale narastającym stresem musiałam dwukrotnie udać się na urlop zdrowotny – tłumaczy.
W ciągu zaledwie kilku tygodni straciła na wadze osiem kilogramów. O dziwo, żadna z organizacji broniących praw pracowniczych nie chciała udzielić jej pomocy, pozostając głucha na apele kobiety.
– Od Związku Położnych po Związek Zawodowy Pielęgniarek nikt nawet nie pofatygował się, aby mi odpowiedzieć. Zostałam zostawiona sama sobie, pomimo licznych dowodów wskazujących na mobbing, któremu byłam nieustannie poddawana – odpowiada.
Mimo że chorwaccy lekarze i pielęgniarki mają prawo powołać się na klauzulę sumienia, żeby nie brać udziału w procedurach, które mogłyby naruszać ich wolność sumienia, prawo to nie jest stosowane wobec położnych w szpitalu w Kninie.
Podczas jednego ze spotkań władz placówki jej były dyrektor Oliver Ojdanic skrytykował Stojak za jej postawę. Jeden z lekarzy miał wtedy powiedzieć do kobiety, że jeśli nie chce brać udziału w aborcjach, to mogła zostać fryzjerką lub kucharką.
– Prawo dotyczące chorwackich położnych wyraźnie reguluje, że są to osoby, które chronią życie dzieci od momentu poczęcia aż do narodzin – podkreśla Stojak.
– Wielu moich byłych kolegów lekarzy, przełożonych pielęgniarek przestało mnie znać, udawali, że mnie zwyczajnie nie widzą – mówi, dodając, że zdarzały się również przypadki lekarzy, którzy po cichu wyrażali poparcie dla jej postawy, ale nie ujawniali tego w obawie przed utratą pracy.
14 czerwca br. niespodziewanie Jaga Stojak otrzymała polecenie „przygotowania się do udziału w przedterminowym przerwaniu ciąży”.
– Odmówiłam tego w obecności pacjentki – wyjaśnia. Niemal niezwłocznie dyrektor szpitala Antonella Karacić zagroziła jej wszczęciem procedury karnej i odesłała do domu. – Byłam załamana. Nie wiedziałam, co ze sobą począć – relacjonuje Stojak.
Kobieta postanowiła jednak walczyć, o pomoc zwróciła się do prawnika. – Nie poddam się w walce o obronę moich praw, i nie tylko moich, gdyż chodzi tu o wielką grupę położnych, które są zmuszane do udziału w zabijaniu dzieci poczętych. Grupa ta nie jest dziś chroniona ani przez swoje zrzeszenie, ani przez związki zawodowe, ani przez ministerstwo – wskazuje Stojak.
– Mamy prawo do wolności sumienia. Jeśli będzie trzeba, pójdę z tą sprawą do Strasburga – podsumowuje.
Łukasz Sianożęcki