Czekanie pod żyrandolem
Czwartek, 8 sierpnia 2013 (02:04)We wtorek minęły trzy lata od zaprzysiężenia Bronisława Komorowskiego na urząd prezydenta RP. Wiele wskazuje na to, że do upływu kadencji pozostanie to prezydentura pasywna, nastawiona na utrzymanie poparcia.
Liczne gafy, lapsusy, wizerunek radosnego, „bliskiego każdemu Polakowi” prezydenta, brak jednoznacznej postawy i poglądów (Komorowski zazwyczaj mówi to, co chce usłyszeć jego środowisko, nie przejmując się, czy jest konsekwencja pomiędzy deklaracjami a czynami) – czy właśnie te elementy sprawiają, że głowa państwa wciąż może liczyć na dość wysokie poparcie społeczne?
A może fakt, że Bronisław Komorowski, pomimo że wywodzi się z PO, buduje obraz prezydenta ponadpartyjnego, a zatem kryzys Platformy nie powoduje spadku zaufania do jego osoby?
Znamienne jest to, że sam początek prezydentury Komorowski rozpoczął od wpadki. Doktor Janusz Sibora, badacz dziejów dyplomacji i protokołu dyplomatycznego, na swoim profilu na Facebooku, trzy lata po objęciu przez prezydenta urzędu, odnotował: „Nie parasol dla Merkel, sadowienie się w fotelu przed gośćmi czy zabieranie kieliszka królowej Szwecji były największymi wpadkami głowy państwa. Formalnie najpoważniejszą wpadką była ta podczas składania przysięgi w dniu obejmowania urzędu. Prezydent zmienił wówczas treść przysięgi i zamiast słowa ’dobro Ojczyzny’ wypowiedział nieistniejące w języku polskim słowo ’dobrość’.
W takiej sytuacji w USA prezydent raz jeszcze składał przysięgę, a my godzimy się z tym i przyzwalamy na niestaranność. We Francji kwestia tak niestarannie złożonej przysięgi byłaby przedmiotem debaty publicznej.” Czego zwiastunem był ten incydent?
Unijna gwardia
Prezydent konsekwentnie realizuje wizję polityczną środowiska, z którego się wywodzi, a więc dawnej Unii Wolności. Urzędowanie rozpoczął od doboru doradców do kancelarii rodem właśnie z tego ugrupowania, jak również z Platformy Obywatelskiej. Tomasz Nałęcz, Tadeusz Mazowiecki, Henryk Wujec, Jan Lityński – to tylko niektórzy politycy z grona doradczego Komorowskiego. Nie dziwi zatem polityka orderowa i chociażby przyznanie Orderu Orła Białego Adamowi Michnikowi.
Decyzja ta spotkała się z krytyką przedstawicieli „Solidarności”, jak choćby Andrzeja Gwiazdy czy Krzysztofa Wyszkowskiego. Na łamach „Naszego Dziennika” negatywnie ocenił ją Jacek Trznadel, autor „Hańby domowej”. Jednak zarówno dobór doradców, jak i polityka historyczna ewidentnie pokazują, jaka wizja Polski jest najbliższa Komorowskiemu.
Z publikacji Kancelarii Prezydenta RP z okazji trzeciej rocznicy objęcia urzędu przez Bronisława Komorowskiego wynika, że jest to „prezydentura wspólnoty i dialogu”. Według autorów dokumentu, „taki szczególny sposób sprawowania urzędu sprawia, że Bronisławowi Komorowskiemu ufa ponad 2/3 Polaków”.
Powołują się oni na sondaż CBOS z maja 2013 roku. Według niego, wśród tych, którzy ufają prezydentowi, przeważają zwolennicy lewicy. W publikacji, która ma charakter bardziej życzeniowy niż zgodny z rzeczywistością, wśród celów prezydenta wymienione jest wzmocnienie konkurencyjności Polski we wszystkich sferach oraz aktywność w polityce zagranicznej i bezpieczeństwa, wspieranie rozwoju Polski oraz „promocja nowoczesnego patriotyzmu”.
Cukierkowy patriotyzm
Przykładem nowoczesnego patriotyzmu ma być wprowadzenie kotylionów czy współorganizowanie akcji „Orzeł może” na Święto Flagi Państwowej, zakończone radosnym świętowaniem wolności 4 czerwca i wzniesieniem w towarzystwie radiowej Trójki i „Gazety Wyborczej” toastu.
Bronisław Komorowski za wszelką cenę chce pokazać, że świętowanie rocznic historycznych może być radosne i spontaniczne, natomiast efekt końcowy najczęściej jest dość groteskowy i rocznice ważnych wydarzeń są obchodzone po macoszemu. Tak było w 90. rocznicę Bitwy Warszawskiej, kiedy okazało się, że prezydent, owszem, zafundował pomnik, ale najeźdźcy, czyli bolszewikom, natomiast w Warszawie nie było ani defilady, ani godnych uroczystości.
Tak było również ostatnio, w 70. rocznicę rzezi wołyńskiej – podejmowane przez głowę państwa działania bardziej budziły skojarzenia z działaniem typu „nie drażnić Ukrainy”. Generalnie dążenie do „pojednania”, zwłaszcza z Rosją, jest jednym z ważniejszych elementów polityki, zarówno historycznej, jak i zagranicznej.
Brak konsekwencji
W zakresie budowania stosunków międzynarodowych prezydent postawił sobie za cel realizację polityki – jak czytamy w wydanej przez kancelarię publikacji – „dobrego sąsiedztwa i współpracy w regionie”.
Trudno jednak nie odnieść wrażenia, że działania Komorowskiego nakierowane są głównie na wizerunkowe korzyści, co nie idzie w parze z realnym wzmocnieniem pozycji Polski na arenie międzynarodowej, zwłaszcza w regionie. Wielu komentatorów niejednokrotnie zwracało uwagę na odwrócenie kierunku polityki regionalnej zapoczątkowanej przez śp. Lecha Kaczyńskiego, dążącej do zacieśnienia relacji państw Europy Środkowej i uniezależnienie się od Rosji.
Bronisław Komorowski ewidentnie realizuje wizję polityki prorosyjskiej. Kwestie światopoglądowe również nie są dla głowy państwa obojętne. Szkoda tylko, że tak często brakuje mu konsekwencji.
W efekcie otrzymujemy sprzeczne deklaracje. Bronisław Komorowski z jednej strony nie raz mówił, że jest katolikiem, jednak już społeczna nauka Kościoła nie do końca mu odpowiada, skoro twierdzi, że jest za in vitro czy za związkami partnerskimi. Mało tego, zdarzyło mu się również na samym początku prezydentury zganić publicznie księdza prałata Sławomira Żarskiego, administratora Ordynariatu Polowego, za treść wygłoszonego przez niego kazania.
Jak widać, łączność z Platformą zachowuje również poprzez prowadzenie cichej wojny z Kościołem katolickim. Nie sposób nie przywołać również w tym miejscu sprowokowania przez niego wraz z „Gazetą Wyborczą” całej akcji z usunięciem krzyża na Krakowskim Przedmieściu, co było oczywistym źródłem eskalacji późniejszych bluźnierstw i ataków na modlących się i broniących krzyża osób.
Zatem z jednej strony mamy wizerunek osoby skorej do dialogu, kompromisów, pojednania, a z drugiej widzimy, że jest to tylko medialny obraz, natomiast w rzeczywistości Komorowski jest reprezentantem poglądów określonego środowiska i osobą skłonną sprzyjać nawet najbardziej lewicowym ideom.
Dystans na pokaz
Doktor Marcin Zarzecki, socjolog polityki, podkreśla, że cały czas od momentu objęcia przez Komorowskiego urzędu głowy państwa, budowana jest wokół niego otoczka polityka dystansującego się wobec Platformy. I pewnie dlatego konsekwentnie zachowuje on wysokie poparcie sondażowe. – Prezydent Bronisław Komorowski reprezentuje rys osobowości, którą można określić jako „człowieka bez właściwości”.
Mamy do czynienia z prezydenturą pasywną. Nie jest to głowa państwa na trudne czasy, na czasy kryzysu. W gruncie rzeczy Bronisław Komorowski budzi skojarzenia osoby niekontrowersyjnej, niekonfliktowej, spokojnej, takiej, której można ufać – na takie efekty nastawione jest tworzenie jego wizerunku.
Z perspektywy Platformy Obywatelskiej jest to prezydentura bardzo bezpieczna. Pomimo wewnętrznych napięć Komorowski cały czas idzie po linii partii rządzącej – zaznacza ekspert. Formułuje jednocześnie zarzut, że prezydent zrobił wszystko, aby urząd głowy państwa miał charakter wyłącznie symboliczny. Bo czy można powiedzieć, że prezydent podejmuje decyzje? Są to raczej medialnie nagłaśniane inicjatywy.
– Nie sposób nawet porównywać tej prezydentury ze sprawowaniem urzędu przez śp. Lecha Kaczyńskiego, który był politykiem stawiającym na aktywność. Wszelkie podejmowane przez Komorowskiego działania zakrojone są na trwanie. Trudno powiedzieć, aby był to polityk, który idzie pod prąd. Doradcom od wizerunku dobrze prowadzi się Bronisława Komorowskiego, dzięki czemu cały czas cieszy się poparciem. To wszystko powoduje, że od trzech lat mamy kompletnie pasywną głowę państwa, która aktywność wykazuje jedynie w działaniach wspierających środowisko, z którego wyrasta – konkluduje socjolog.
Paulina Gajkowska