• Środa, 1 kwietnia 2026

    imieniny: Grażyny, Hugona, Zbigniewa

Kopczyk wiezie próbki

Czwartek, 8 sierpnia 2013 (02:00)

Ponad 300 próbek pobranych z foteli rządowego tupolewa przyjedzie dziś do Polski.

Rosjanie zgodzili się na bezpośrednie przekazanie próbek pobranych przez polskich biegłych i pominięcie wielomiesięcznej biurokratycznej procedury po raz pierwszy. Wczoraj zakończyły się kolejne czynności polskich ekspertów w Smoleńsku.

Dzisiaj cała grupa złożona z prokuratora, dwóch biegłych fizykochemików i dwóch techników kryminalistycznych wróci do Polski. Przywiozą ze sobą ponad 300 próbek pobranych z foteli Tu-154M i innego wyposażenia pokładu samolotu.

To zupełna nowość. Dotąd wszystkie materiały zgromadzone w Rosji, to jest próbki, fotografie, nagrania, wyniki badań, protokoły przesłuchań itd., najpierw zabierał Komitet Śledczy Federacji Rosyjskiej, który następnie przekazywał je rosyjskiej Prokuraturze Generalnej (zajmującej się sprawami międzynarodowej współpracy prawnej).

Ten dopiero wysyłał dokumentację do polskiej Prokuratury Generalnej, a ta do prowadzącej sprawę katastrofy Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie, która dopiero wtedy mogła zebrany materiał wykorzystywać w śledztwie. W szczególności przekazać go biegłym do dalszych badań.

Czasem byli to ci sami biegli, którzy zabezpieczali materiał w Rosji, ale dostawali go ponownie po wielu miesiącach. Wszystko miało być zabezpieczone przed niepożądaną ingerencją, choć plomby, pieczęcie, koperty bezpieczne itp. nigdy nie są absolutnie pewne.

Poza tym śledczy tracili czas na oczekiwanie, co – biorąc pod uwagę, że same badania też są długotrwałe – ma spore znaczenie m.in. dla rodzin ofiar i opinii publicznej czekającej na wyniki badań. Tym bardziej że ostatnie ekspertyzy dotyczą budzącej emocje kwestii obecności materiałów wybuchowych we wraku.

Dotąd polscy prokuratorzy i eksperci mogli co najwyżej zabrać własną dokumentację swoich czynności (fotografie, nagrania zeznań), ale nie można ich było użyć jako formalnego materiału dowodowego. Tym razem Rosjanie zgodzili się na uproszczenie procedury i przechowywanie próbek „u strony rosyjskiej” trwało tylko przez czas pobytu biegłych w Smoleńsku. Po sporządzeniu wszystkich protokołów oficerowie śledczy pozwolili zabrać je polskiemu prokuratorowi.

300 próbek w dwóch egzemplarzach

– Właśnie przejmuję materiał od Komitetu Śledczego i wracamy do Polski – powiedział wczoraj „Naszemu Dziennikowi” ppłk Karol Kopczyk, główny referent śledztwa smoleńskiego, który kierował czynnościami w Smoleńsku.

Polska prokuratura od dawna starała się namówić Rosjan do takiego rozwiązania. Przyspieszeniu realizacji polskich wniosków o pomoc prawną w śledztwie smoleńskim poświęcone były między innymi rozmowy prowadzone pod koniec lipca w Warszawie z przedstawicielami Prokuratury Generalnej Federacji Rosyjskiej. Saak Karapetian, naczelnik Głównego Zarządu Międzynarodowej Współpracy Prawnej, obiecał pewne ułatwienia, ale do końca nie było wiadomo, czy z kolejnego wyjazdu prokurator wróci z próbkami, czy bez.

Prokurator Kopczyk sam nie wie, co wpłynęło na zmianę nastawienia Rosjan. Na pewno decyzja zapadła znacznie wyżej niż na poziomie oficerów śledczych, którzy towarzyszyli mu w Smoleńsku.

– Wypracowaliśmy taką formułę, że przejmuję bezpośrednio materiał zabezpieczony, żeby jak najszybciej poddać go badaniom w Polsce. Bardzo się cieszę, że trafi niezwłocznie do Centralnego Laboratorium Kryminalistycznego Policji – mówi prokurator. Kopczyk zwraca uwagę, że pewne oznaki poprawy współpracy nastąpiły już jesienią. Próbki pobrane z wraku na przełomie września i października przysłano po dwóch miesiącach, a materiały związane z badaniem brzozy – po trzech. Wcześniej w grę wchodziło nawet siedem miesięcy.

Okazuje się, że próbek z foteli, pasów bezpieczeństwa, wózków na posiłki dla pasażerów i różnych drobnych przedmiotów jest ponad 300, to więcej niż z całego wraku i okolic miejsca katastrofy pobrano we wrześniu i październiku. Każda próbka lub wymaz jest w dwóch egzemplarzach – jeden dla strony polskiej, a drugi dla rosyjskiej.

Polska ekipa była w Smoleńsku od 22 lipca. Zebrany materiał kończy pozyskiwanie dowodów związanych z wątkiem „wybuchowym” śledztwa smoleńskiego. Policyjni biegli wydadzą ostateczną opinię po zbadaniu próbek pobranych podczas ostatniego wyjazdu oraz materiału biologicznego uzyskanego podczas ekshumacji ciał ofiar katastrofy (przeprowadzono ich osiem). Jak na razie nie ma w planach wyjazdów do Rosji w innych celach.

Wczoraj dwóch pełnomocników grup rodzin ofiar, mecenasi Piotr Pszczółkowski i Stefan Hambura, złożyło wnioski o możliwość uczestniczenia w poszukiwaniu przez biegłych śladów materiałów wybuchowych w próbkach z tupolewa oraz z ciał ofiar.

– Zwracam się o dopuszczenie mnie do udziału w tych badaniach, żebym miał okazję zapoznać się z metodologią pracy biegłych. Taka możliwość prawnie jak najbardziej istnieje, zwłaszcza że według mojej wiedzy są to czynności niepowtarzalne, gdyż próbki podczas badań ulegają zniszczeniu. Kodeks postępowania karnego po złożeniu wniosku obliguje do zapewnienia stronie udziału w czynnościach, których nie da się powtórzyć – mówi Pszczółkowski.

Prawnik chce także starać się o dopuszczenie do udziału jako osoby przybranej do czynności własnego eksperta. – Będzie to osoba, która jest w stanie wnieść merytorycznie wkład do tych badań – dodaje.

Piotr Falkowski