• Niedziela, 15 marca 2026

    imieniny: Klemensa, Ludwiki, Longina

Dream Trip w drodze do Santiago de Compostela

Wtorek, 6 sierpnia 2013 (10:17)

Pod patronatem „Naszego Dziennika”

 

Relacja z 21. dnia rowerowej wyprawy 12 osób z grupy Dream Trip, które pielgrzymują do Fatimy w intencji Ojczyzny


Oj, ciężki był to dzień. Nie, nie dlatego, że wczoraj mieliśmy wolne, ale dlatego, że Hiszpania do prostych terenów nie należy... ale o tym może za chwilę. Wróćmy jeszcze do niedzieli...

Ksiądz, u którego udało się zatrzymać, miał złote serce. Mogliśmy korzystać ze wszystkiego. A samych tylko ciastek, ciasteczek i innych słodkości było dobre 10 kg. Niesamowite... (tak, to słowo jest zbyt często używane w relacjach, ale do opisu wielu okoliczności pasuje idealnie). Nie mieć nic, być głodnym, zmęczonym, zdenerwowanym, sfrustrowanym, a trzy godziny później tryskać humorem, być najedzonym i wypoczętym. Dziękujemy za wszystko! I znowu niedziela minęła tak szybko, jakby jej w ogóle nie było.

Nadszedł poniedziałek – czas w drogę – Santiago czeka. Razem z tysiącami innych pielgrzymów przemierzamy szlaki na Camino (tylko nam idzie to troszkę szybciej). Ruszyliśmy o godz. 6.00 (trochę trzeba popracować nad organizacją). Na widok dużej flagi, od soboty stale zamocowanej do bartkowego roweru, niektórzy przecierali oczy ze zdumienia. Inni trąbili i pozdrawiali, a jeszcze inni pukali się w czoło.

Dzisiejsza trasa była trudna. Poranny widok słońca podczas przejazdu nad oceanem dodawał grupie otuchy. Niemniej jednak po chwili słońce zniknęło. Chmury ogarnęły niebo. Nie przypuszczaliśmy, że w Hiszpanii będziemy jeździć w koszulkach z długim rękawem, a tu proszę... Jechaliśmy tak przez cały dzień. Specjalnie nam to nie przeszkadzało. Dużo lepsze zachmurzenie od 50-stopniowego żaru iberyjskiego słońca. Nieustanne pagórki i zjazdy na wybrzeże znacznie spowalniały dziś tempo grupy. Mimo to do godz. 16.00 mieliśmy 140 km.

Przerwa obiadowa, a po niej... Bartek zauważył usterkę, najpoważniejszą na całej wyprawie – bagażnik nie wytrzymał naprężenia i się połamał. Na szczęście w pobliżu był sklep rowerowy. Jednak cała sytuacja opóźniła wyjazd o co najmniej godzinę. Udało się zrobić 170 km. Z pewnymi problemami, ale znaleźliśmy nocleg – śpimy w przedsionku domu pielgrzyma. Dobra, to tyle na dzisiaj, trzeba iść spać. Z tego miejsca chciałbym serdecznie przeprosić za wszystkie niestylistyczne, niepoprawne, nieklejące się zdania – zmęczenie daje się we znaki po całym dniu jazdy.

Na koniec chcielibyśmy jeszcze serdecznie pozdrowić naszego księdza proboszcza Zbigniewa Wnekowicza i całą parafię MBNP w Pyskowicach, gdzie wszystko się zaczęło i trwa do dziś.

PS Niektóre liczniki przekroczyły już 3000 km.

 

Źródło: oficjalne konto Dream Trip na Facebooku