Na koszt państwa
Poniedziałek, 5 sierpnia 2013 (02:00)Za obronę oskarżonego o zbrodnie komunistyczne byłego naczelnego prokuratora wojskowego płaci państwo. Generała Mariana R. broni adwokat z urzędu.
W Wojskowym Sądzie Okręgowym w Warszawie od pół roku toczy się proces Mariana R. oskarżonego o bezprawne przedłużanie aresztów działaczy niepodległościowych sądzonych w okresie stalinowskim. Oskarżający byłego prokuratura wojskowego pion śledczy IPN podkreśla, że jego działania kwalifikowane są jako zbrodnia komunistyczna.
Mimo że Marian R. pobiera wysoką emeryturę sięgającą blisko 6 tys. zł, co zresztą przyznaje dziennikarzom, to jednak w sądzie broniony jest przez adwokata z urzędu.
Jak wskazuje mec. Andrzej Lew-Mirski, adwokata z urzędu otrzymuje się, jeżeli się wykaże, że kogoś nie stać na opłacenie prawnika. Są też pewne przypadki w procesie karnym, kiedy oskarżonemu należy przydzielić obrońcę niezależnie od jego sytuacji materialnej.
O przydzielenie obrońcy R. wystąpił do sądu w 2011 r., jeszcze podczas śledztwa, pion śledczy IPN.
– Przepisy procedury karnej przewidują, że w pewnych przypadkach obrońca musi być, to są tzw. przypadki obrony obowiązkowej, niezależnie od tego, czy oskarżony chce, czy nie chce. Jeżeli nie ma obrońcy z wyboru, to my musimy wnioskować o ustanowienie obrońcy z urzędu. A sąd nie ma innego wyjścia, jak go ustanowić – tłumaczy prok. Marcin Gołębiewicz, p.o. naczelnik pionu śledczego warszawskiego oddziału IPN.
– To nie jest obrońca przyznany ze względu na tzw. biedę, czyli z powodu, że oskarżony nie ma możliwości z własnych środków sfinansować pomocy obrońcy – zaznacza prokurator.
Gołębiewicz podkreśla, że ustanowienie obrońcy w śledztwie rozciąga się także na ewentualny późniejszy proces.
– Z moralnego punktu widzenia jest to bardzo niestosowne postępowanie człowieka, który ma tak wysoką emeryturę i jeszcze korzysta ze środków państwowych, mimo że stać go na wynajęcie adwokata – ocenia Jerzy Bukowski, rzecznik Porozumienia Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych w Krakowie.
Obrońca Mariana R. mec. Andrzej Lemieszek mówi, że to Skarb Państwa poniesie koszty tej obrony, i to bez względu na wynik procesu.
– Tymczasowo te środki są wykładane ze Skarbu Państwa – przyznaje Gołębiewicz. Dodaje jednak, że sąd orzeka ostatecznie o kosztach procesu. – Jeżeli jest wyrok uznający winę, to sąd orzeka co do kosztów. Może oczywiście zwolnić oskarżonego z kosztów, może go częściowo lub w całości obciążyć, to nie jest wcale przesądzone, to jest kwestia rozstrzygnięcia sądu, ono także co do kosztów może być zaskarżone – mówi prokurator.
Jednak Marian R. może w każdym czasie zrezygnować z adwokata z urzędu i ustanowić wybranego przez siebie mecenasa. Mimo upływu dwóch lat nic o tym nie świadczy.
– Ci wszyscy funkcjonariusze twierdzili, że działali w zgodzie z prawem, poświęcali się dla dobra ludowej ojczyzny, to teraz niech wykaże przywiązanie do obecnego państwa, które się będzie przejawiało w tym, że zapłaci za swoją obronę – uważa Bukowski.
– Na tym przykładzie wychodzi ich stosunek do państwa, oni w dalszym ciągu czują się chronieni parasolem państwa i w dalszym ciągu czują się współgospodarzami państwa, mimo że koło historii się obróciło, a może właśnie nie całkiem, skoro dochodzi do takich sytuacji – wskazuje.
– Gdyby Marian R. ustanowił sobie obrońcę z wyboru, wówczas my byśmy wnieśli o zwolnienie tego obrońcy z urzędu z obowiązków – przyznaje Gołębiewicz.
– Można to odnieść także do Jaruzelskiego czy Kiszczaka. Kiedy trzeba stanąć przed sądem, to są ciężko chorzy, a kiedy można wystąpić w mediach czy brylować na bankiecie, to się okazuje, że mogą to uczynić, a jednocześnie cały czas podkreślają, że biorą odpowiedzialność za to, co wcześniej robili, i że oni Polsce służyli – mówi Bukowski.
– W takich sytuacjach wychodzi, jakimi oni są faktycznie ludźmi, na przykładzie byłego prokuratora wojskowego i tych finansowych kwestii w związku z obroną i Jaruzelskiego, i Kiszczaka, że tchórzą przed sądem, cały czas mają poczucie, że oni dobrze służyli Polsce, a teraz nie wiadomo, dlaczego państwo ich ściga – dodaje.
W związku z toczącym się procesem karnym Marianowi R. bardzo zależy, by jego nazwisko nie zostało ujawnione w mediach, nie zgadza się na podawanie pełnego jego brzmienia, co gwarantują mu przepisy prawa prasowego. Ale jeszcze do niedawna udzielał chętnie wywiadów, np. dotyczących jego działalności w PZPN. Można je bez problemu znaleźć w internecie.
IPN podkreśla, że generał R. jako zastępca szefa prokuratury wojskowej w latach 1951-1954 miał bezprawnie przedłużać areszt 17 więźniom politycznym, którzy należeli do takich organizacji niepodległościowych, jak: Oddziały Pomocnicze Armii Krajowej, Obrońcy Korony, a także Podziemna Organizacja Wolność i Niepodległość, Zrzeszenie „Wolność i Niezawisłość”.
Generałowi Marianowi R., byłemu stalinowskiemu prokuratorowi, grozi do 10 lat więzienia. Nie tylko nie przyznaje się do zarzutów, ale nawet jest nimi zaskoczony.
– Miałem świadomość, jak wszyscy współwięźniowie, że los nasz jest zależny od prokuratora majora Mariana R., on decydował o naszym losie. Wiedzieliśmy, że jest ktoś taki, kto wszystko trzyma w swoich rękach – zeznawał Jerzy Krakus.
Krakus podkreślał, że R. „bardzo nie lubił polskiej młodzieży, która nie chciała nosić czerwonych krawatów, zielonych koszul, robił różne prowokacje w stosunku do tej młodzieży”.
Zenon Baranowski