• Niedziela, 15 marca 2026

    imieniny: Klemensa, Ludwiki, Longina

Był prorokiem naszych czasów

Sobota, 3 sierpnia 2013 (08:30)

To było niezwykle wzruszające spotkanie. Aula bł. Jana Pawła II w sanktuarium Bożego Miłosierdzia w krakowskich Łagiewnikach była wypełniona wczoraj po brzegi. Przyjaciele i współpracownicy śp. ks. kard. Stanisława Nagy wspominali tego wielkiego i wspaniałego człowieka w czasie promocji albumu zatytułowanego „Kardynał polskich serc”, wydanego przez wydawnictwo Biały Kruk, nad którym patronat medialny objął „Nasz Dziennik”.

 

– Kiedy szedłem na to spotkanie, myślałem, jak to będzie, gdy ksiądz kardynał nie usiądzie pomiędzy nami na środku, że nie będzie jak zawsze do nas przemawiał, że nasz ojciec nie będzie bronił Kościoła – mówił wyraźnie wzruszony fotografik Adam Bujak.

Już na początku spotkania ks. bp Jan Zając mówił o zmarłym kard. Nagy jako o gigancie ducha, człowieku, który żył wiarą, dawał świadectwo, że Jezusa spotkał i spotyka na różnych swych drogach.

– Ksiądz kardynał jawi mi się jako prorok naszych czasów. On spełniał rolę proroka i przypominał prawdy, o których wolelibyśmy nie mówić. On – prorok naszych czasów – mówił, patrzył i pokazywał te prawdy, które tylko prorok może pokazywać ludzkości – podkreślał. Według ks. bp. Zająca, ksiądz kardynał był apostołem Bożego Miłosierdzia. – Oto gigant ducha, prorok i apostoł. Patrzmy, uczmy się i dorównujmy temuż człowiekowi – stwierdził. 

Z kolei Joanna Lubieniecka, była studentka i redaktor książki „Na drogach życia”, mówiła o nim jako o wielkim patriocie. – On słowa „patriotyzm” i „polskość” używał zamiennie, a wymawiał je w taki sposób, że od razu było widać, jak polskość jest mu droga – podkreślała.

Bardzo wzruszające świadectwo dała Janina Świerzyńska, która przez wiele lat pomagała w pracy księdzu kardynałowi. Mówiła o nim jako o ojcu, który troszczył się o każdego człowieka. – To był tytan pracy, niezwykle płodny umysł, do końca twórczy. Każdy dzień rozpoczynał od Mszy św. i brewiarza. Interesował się sprawami zwykłych ludzi. W ostatni dzień spytał: „Czy przyjdziesz jutro?”. I przyszłam, ale czuwałam już jedynie nad jego stygnącym ciałem. Ucałowałam już nie jak zwykle pierścień, ale dłonie, zawsze dobre, błogosławiące – mówiła sekretarka księdza kardynała.

W czasie spotkania nie zabrakło również świadectwa ks. Grzegorza Piątka, sercanina, który przez wiele lat towarzyszył ks. kard. Nagy.

– Na pogrzebie księdza kardynała był pewien pan ze Szczecina, który sporządził tabliczkę z napisem: „Kardynał Stanisław Nagy – żył wiarą, nauczał wiary, bronił wiary”. I myślę, że to jest streszczenie życia i działalności zmarłego. Z tej postawy wypływało wiele działań, jego olbrzymia kreatywność duszpasterska – mówił sercanin i podkreślał, że od księdza kardynała uczył się pokonywania przeszkód. – On zawsze powtarzał: „To, co rozpoczęliśmy, powinno się dokończyć”. W ostatniej homilii przypomniał nam jeszcze, że Pan Bóg ma być zawsze na pierwszym miejscu. Niech to przesłanie „Kardynała polskich serc” pozostanie w nas na zawsze – prosił.

W czasie postkania głos zabrała także Anna Nagy, „brataniczka” – jak o niej mówił ksiądz kardynał. Z wielkim wzruszeniem mówiła o swoim pierwszym spotkaniu z wujkiem przed 50 laty i o tym ostatnim w maju br. – Wujek żył modlitwą. Dzięki niemu pokochałam brewiarz. Kiedy zamykam oczy, widzę go na tle płaszowskiego krzyża –  wyznała Anna Nagy.

Tłumacząc pośpiech w wydaniu albumu poświęconego ks. kard. Stanisławowi Nagy, jego autorka Jolanta Sosnowska wyjaśniła: – Jesteśmy mu to dłużni. Ten album to wyraz przyjaźni. Spłata długu wobec tego, co od niego otrzymaliśmy. Wydajemy go zaledwie siedem tygodni po śmierci księdza kardynała, ale chcieliśmy, żeby wspomnienia w nim zawarte były świeże, gorące, pełne emocji – zaznaczyła autorka.

Na koniec spotkania Antoni Macierewicz wygłosił wykład pt. „Rola hierarchy w obronie polskości”. Dla przyjaciół ks. kard. Stanisława Nagy wystąpił Jan Kowalczyk (bas-baryton), który zaśpiewał kilka pieśni religijnych i patriotycznych.

Zdjęcia z prezentacji albumu można obejrzeć w naszej galerii.

Małgorzata Pabis